Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Do sporu o Krym stanowczo staje Turcja, po stronie Ukrainy

Logo Gazeta Wyborcza Gazeta Wyborcza 2014-03-03 Gazeta Wyborcza, Bartosz T. Wieliński
Turecki szef dyplomacji Ahmet Davutoglu podczas spotkania z p.o. prezydenta Ukrainy Ołeksandrem Turczynowem w Kijowie © Fot. Anastasia Sirotkina / REUTERS Turecki szef dyplomacji Ahmet Davutoglu podczas spotkania z p.o. prezydenta Ukrainy Ołeksandrem Turczynowem w Kijowie

Ankara miesza się w spór na Krymie nie tylko ze względu na Tatarów. Chodzi o prestiż kraju. Premier Tayyip Recep Erdogan chce, by na Turcję patrzono jak na regionalne mocarstwo.

W piątek w południe na lotnisku w Symferopolu miał wylądować rejsowy boeing tureckich linii Atlas Jet ze stu pasażerami na pokładzie. Gdy maszyna była na środku Morza Czarnego, a piloci zamierzali rozpocząć zniżanie, szefostwo linii kazało im zawrócić do Stambułu. Pracownicy firmy na Krymie osobiście potwierdzali informację, że po terenie lotniska kręcą się uzbrojeni ludzie (do dziś nie wiadomo, czy lotnisko opanowali rosyjscy żołnierze, czy przysłani z Rosji najemnicy, czy też oddziały złożone z krymskich Rosjan). Atlas Jet postanowił nie ryzykować.

Informacja o zawróceniu samolotu przewinęła się przez wszystkie tureckie media. Dla mieszkańców tego kraju był to jasny sygnał, że na ich Krymie rzeczywiście dzieje się coś groźnego.

Turcja do Krymu, który do XVIII w. był jej terytorium zależnym, nie zgłasza żadnych pretensji. Ale do spokrewnionych z Turkami krymskich Tatarów ma duży sentyment. Ankara wspiera tę liczącą 260 tys. ludzi społeczność i pomaga jej odbudowywać swoje życie po nieszczęściach, które ją spotkały w XX w. Masowe wywózki Tatarów za czasów ZSRR - na rozkaz Stalina deportowano ich do Uzbekistanu jako naród rzekomo kolaborujący z hitlerowskimi Niemcami - oraz planowe niszczenie tatarskich elit tureccy eksperci porównują nawet do Holocaustu. W samej Turcji mieszka milion Tatarów krymskich.

Po rozpadzie ZSRR Turcja uważała Krym za most łączący ją z Ukrainą. Powoli przynosiło to wymierne efekty. Rosła wymiana handlowa, tureccy biznesmeni zaczęli inwestować nad Dnieprem, a oba aspirujące do Europy kraje od 2010 r. negocjowały utworzenie strefy wolnego handlu. Szacowano, że w 2016 r. dochody z handlu między Turcją a Ukrainą przekroczą 20 mld dol. rocznie.

Z Ukrainy (przez Rumunię i Bułgarię) biegną też do Turcji gazociągi, którymi przesyłany jest rosyjski gaz. - Ankara to nasz strategiczny partner - przekonywał pół roku temu ówczesny, janukowyczowski premier Ukrainy Mykoła Azarow. Turcy najwyraźniej wzięli te słowa na serio.

Turecki szef dyplomacji Ahmet Davutoglu był pierwszym zagranicznym gościem, którego w Kijowie podejmował szef parlamentu Ołeksandr Turczynow, pełniący obowiązki prezydenta po obaleniu Wiktora Janukowycza. Gość z Ankary bardzo stanowczo bronił jedności Ukrainy i przestrzegał Rosję przed jakąkolwiek akcją zbrojną. - Krym nie może być miejscem wojskowej konfrontacji - mówił Davutoglu w sobotę. - Rosja rozzuchwaliła się dzięki prawu weta w Radzie Bezpieczeństwa i blokowaniu rezolucji w sprawie Syrii - mówił dzień później w tureckiej telewizji. Minister przestrzegał, że rozpad Ukrainy wywoła w regionie reakcję łańcuchową. - Skutki odczuje Gruzja, Mołdawia i Białoruś. Trzeba brać pod uwagę rosyjskie interesy na Krymie, ale to niedopuszczalne, by pod rosyjskie dyktando naruszano równowagę na Ukrainie - mówił.

Davutoglu jednocześnie studził nastroje wśród Tatarów. - Działajcie pokojowo, miejcie głowy na karku - apelował. Minister praktycznie od początku ukraińskiego kryzysu wciąż głośno mówi o zaniepokojeniu Turcji. Pokazuje to nerwowość Ankary w sprawie rosyjskich zakusów na Krymie.

Również w sobotę o ukraińskim kryzysie turecki minister rozmawiał z szefem polskiej dyplomacji Radosławem Sikorskim. A w środę do Turcji ma przylecieć prezydent RP Bronisław Komorowski. Wizyta miała mieć okolicznościowy charakter, bo mija właśnie 600 lat od nawiązania stosunków dyplomatycznych między Polską a Turcją. Komorowski ma przywieźć ze sobą wielu polskich biznesmenów. Po wydarzeniach ostatnich dni widać jednak, że wizytę zdominują tematy ukraińskie.

Turcja miesza się w spór na Krymie nie tylko ze względu na Tatarów. Chodzi o prestiż kraju. Premier Tayyip Recep Erdogan chce, by na Turcję patrzono jak na regionalne mocarstwo. Dlatego turecka dyplomacja angażuje się w mediację na Bałkanach, Kaukazie czy Bliskim Wschodzie. Choć świat obiegają komunikaty tureckich dyplomatów, sceptycy wytykają jednak Turkom, że dużo mówią, ale mało robią.
Poza tym mają problemy na własnym podwórku. Nierozwiązana pozostaje kwestia Cypru, granice z Armenią wciąż są zamknięte, w Syrii mimo tureckich wysiłków trwa krwawa wojna domowa. A stosunki z Izraelem, którego Turcja uznawała za sojusznika, są lodowate.

Angażując się w konflikt wokół Krymu, Ankara może poprawić swój wizerunek. Europa przynajmniej na chwilę przestanie zwracać uwagę na Turków demonstrujących przeciwko rządowi Erdogana, którego podejrzewają, że chce wprowadzić w Turcji państwo autorytarne.

I tak się właśnie dzieje, gdy w internecie tureccy eksperci wzywają ten rząd, by uczył Ukraińców, jak w trudnych warunkach budować demokrację.

Komentator anglojęzycznego portalu Today's Zaman pisze z kolei, że Zachód, w tym Turcja, przede wszystkim musi pomóc Ukrainie odeprzeć rosyjską inwazję. "Czas nie jest po stronie Ukraińców" - pisze.

Reklama
Reklama

Więcej w Wyborczej

Gazeta Wyborcza
Gazeta Wyborcza
Reklama
image beaconimage beaconimage beacon