Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Indyjski minister o gwałtach: Czasem dobre, czasem złe

Logo Gazeta Wyborcza Gazeta Wyborcza 2014-06-05 Michał Wachnicki, Gazeta Wyborcza
Demonstracja oburzonych bestialskim gwałtem we wsi Lucknow w indyjskim stanie Uttar Pradesz © copyright -c- Fot. PAWAN KUMAR - REUTERS Demonstracja oburzonych bestialskim gwałtem we wsi Lucknow w indyjskim stanie Uttar Pradesz

Minister ds. prawa i porządku w indyjskim stanie Uttar Pradesz powiedział, że gwałty są "czasami złe, a czasami dobre". Kilka dni temu zostały tam brutalnie zgwałcone dwie dziewczynki w wieku 14 i 15 lat. Gwałt w Indiach jest zgłaszany średnio co 21 minut.

Minister sprawiedliwości stanu Uttar Pradesz, stanu wielkości dwóch trzecich Polski i zamieszkanego przez 200 mln osób, stwierdził ponadto, że gwałt to "przestępstwo społeczne, które zależy od relacji między kobietą i mężczyzną".
- Taki czyn może być uznany za gwałt tylko wtedy, jeśli zostanie zgłoszony na policję - powiedział Babulal Gaur, polityk Indyjskiej Partii Ludowej, która wygrała niedawne wybory parlamentarne w Indiach. - Zanim to się stanie, nic się nie zdarzyło - dodał.

Gwałt, samobójstwo, próba ukrycia zbrodni

W ten sposób odniósł się do sprawy gwałtu na dwóch kuzynkach w wieku 14 i 15 lat z jednej wsi w regionie, które zostały zgwałcone przez grupę mężczyzn - później znaleziono je martwe. Jak się okazało, nie wytrzymały one społecznego piętna i razem popełniły samobójstwo.

Co więcej, ojciec i wujek jednej z ofiar powiedzieli, że starali się zgłosić przestępstwo na policję, ale sprawa została odrzucona. Teraz dwójka policjantów odpowiada za próbę ukrycia okrutnego przestępstwa.

Gdy tylko o wydarzeniu zrobiło się głośno, na ulice miast w regionie wyszły tysiące ludzi wstrząśniętych bestialstwem gwałcicieli i niemocą władz - te nie odnalazły jeszcze sprawców, a lokalni przywódcy nie przyjechali nawet na miejsce zbrodni.

Oburzenie i niemoc

Oburzone są jednak całe Indie. To bowiem kolejny z głośnych gwałtów, jakimi żyje największa demokracja na świecie i jakie przedostają się do światowej opinii publicznej.
Sprawa gwałtów w Indiach trafiła na czołówki światowych mediów po raz pierwszy w 2012 roku, po bestialskim gwałcie studentki w autobusie w New Delhi. Dziewczyna była gwałcona i torturowana przez godzinę, po czym napastnicy wyrzucili ją na pobocze. Zmarła w szpitalu z powodu licznych obrażeń.

W marcu 2013 r. ofiarą zbiorowego gwałtu w prowincji Madhya Pradesz padła Szwajcarka, a jej partner został dotkliwie pobity. Za ten atak w czerwcu ubiegłego roku sześciu mężczyzn zostało skazanych na dożywocie. Natomiast w styczniu 2014 roku miejscowe media podały, że 33-letnia Polka została zgwałcona przez mężczyznę, który siłą wciągnął ją do samochodu razem z niespełna trzyletnią córką.

Gwałt co 21 minut

To jednak tylko najgłośniejsze sprawy dotyczące kobiet z zagranicy. Dużo częściej ofiarami gwałtów są anonimowe dziewczyny ze wsi i biednych przemieści wielkich miast. Według statystyk gwałt w Indiach jest średnio zgłaszany co 21 minut. Niestety, nie wiąże się to z efektywnością indyjskiej policji.

- W Indiach funkcjonariusze policji potrafią przyjmować łapówki od gwałcicieli, a funkcjonariusze nie raportują o gwałtach, bo w tradycyjnej kulturze coś takiego jak gwałt po prostu nie istnieje - mówi Suhas Chakma, dyrektor Azjatyckiego Centrum Praw Człowieka w indyjskim Delhi. - Dlatego przestępcy czują się bezkarni.

Dlatego, mimo że w ubiegłym roku rząd zaostrzył kary za przestępstwa seksualne, miejscowe media co rusz informują o kolejnych napaściach.
Na razie premier Indii Narendra Modi, który zdecydowanie wygrał wybory parlamentarne w zeszłym tygodniu, nie odniósł się do sprawy.

Reklama
Reklama

Więcej w Wyborczej

Gazeta Wyborcza
Gazeta Wyborcza
Reklama
image beaconimage beaconimage beacon