Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Minerały mniej krwawe. Kongijskie kopalnie uwalniają się od watażków

Logo Gazeta Wyborcza Gazeta Wyborcza 2014-06-12 Gazeta Wyborcza, Maciej Czarnecki
Kongo. Praca w kopaln koltanu, surowca używanego do produkcji urządzeń mobilnych i komputerów © AFP/Getty Images Kongo. Praca w kopaln koltanu, surowca używanego do produkcji urządzeń mobilnych i komputerów

Watażkowie z Demokratycznej Republiki Konga stracili gros dochodów z kopalń "krwawych minerałów" wykorzystywanych w produkcji elektroniki. To efekt m.in. amerykańskiej ustawy, która nakazała firmom ogłaszać, skąd biorą surowce.

Dobre wieści z kraju, który Joseph Conrad określił mianem "jądra ciemności", to raczej rzadkość. Tym ciekawszy jest opublikowany w tym tygodniu raport amerykańskiej organizacji The Enough Project, której pracownicy spędzili w Demokratycznej Republice Konga pięć miesięcy. Pokazuje on, że dwie trzecie kopalń cyny, tantalu i wolframu na wschodzie kraju jest wolnych od zbrojnych grup watażków i skorumpowanych oficerów, które od lat terroryzują te tereny. A jeszcze w 2010 r. kontrolowali niemal wszystkie! Na sprzedaży tych trzech surowców, wykorzystywanych w produkcji komputerów, tabletów, smartfonów i konsol do gier, zarabiali ok. 185 mln dol. rocznie.

Mjr Marek Myga, szef sekcji personalnej 56. Kujawskiego Pułku Śmigłowców Bojowych w Inowrocławiu, tropił taki nielegalny handel jako obserwator wojskowy ONZ w latach 2008-09: - Czasem samolot, który miał lecieć np. z Walikale do Gomy, wcale tam nie docierał; musiał być rozładowywany gdzieś indziej, poza oficjalnymi procedurami - opowiadał major po powrocie do Polski. - Raz usłyszeliśmy o nieznanym lotnisku. By dotrzeć do celu, brnęliśmy 12 km przez tropikalny las. Przybyliśmy na miejsce - i rzeczywiście: widać wycięty fragment dżungli, obsiany trawą, gotowy przyjąć samolot, i ślady lądowania. Obok zaś postkolonialne budynki, porzucone maszyny do sortowania minerałów, stare słupy telegraficzne i dwóch agentów lokalnej służby bezpieczeństwa. W środku lasu tropikalnego!

Nikt nie chce "krwawych minerałów"

Właśnie w tym czasie - dokładnie w 2010 r. - USA uchwaliły tzw. ustawę Dodda-Franka, która m.in. nakazała amerykańskim firmom wykazywać, skąd biorą cynę, tantal i wolfram. Apple, Intel czy HP już wcześniej starały się tego dociekać, ale ustawa zdopingowała i innych, ułatwiła też prześwietlanie dostawców. Afrykańskie rządy i same korporacje zaczęły bowiem tworzyć niezależne programy audytu.

Członkami Conflict-Free Smelter Program, który wziął pod lupę lokalnych wytapiaczy, są, poza wspomnianą trójką, m.in. Boeing, BT, Dell, Ericsson, Nokia, IBM, LG, Vodafone. Żadna z tych firm nie chce być kojarzona z przemocą.

W efekcie popyt na "krwawe minerały" znacznie spadł (obecnie kupują je głównie Chińczycy, przynajmniej z tego, co wiemy). A wraz z nim ceny - dziś płaci się za takie surowce 30-60 proc. mniej niż za te wydobywane legalnie.

Los górników ciągle kiepski

Swoje zrobiła też restrukturyzacja kongijskiej armii i operacje zbrojne prowadzone wspólnie z siłami ONZ. Kinszasa rozbroiła lub zabiła wielu partyzantów, zawiesiła lub przeniosła ze wschodnich prowincji szereg skorumpowanych dowódców. Na tych, którzy zostali, padł strach.

- Kto nie stroni od kopalń, może łatwo trafić przed trybunał w Hadze - powiedział twórcom raportu płk Samy Matumo, który kontrolował niegdyś kopalnię w Bisie, jedną z największych na świecie kopalń cyny w stanie Północne Kiwu. Obecnie wydobycie prowadzi tam kanadyjski koncern Alphamin, który zobowiązał się przeznaczać 4 proc. wydatków na wskazaną przez mieszkańców "infrastrukturę społeczną". Na razie jednak górnicy oskarżają kupioną przez Kanadyjczyków firmę Mining Processing Congo o niewywiązanie się z licznych obietnic.

W niektórych kopalniach los górników poprawił się - zarabiają nawet trzy razy więcej, dostali kaski i porządne buty, wokół powstają szkoły i szpitale. Ale wielu zostało bez pracy, bo wydobycie spadło. Niektórzy przenieśli się do kopalń złota, które wciąż kontrolowane są przez watażków, i dalej pracują w straszliwych warunkach. Inni przerzucili się na uprawę roli lub założyli sklepiki, ale brakuje im podstawowych narzędzi i kapitału na start. Dlatego Enough postuluje uruchomienie programów mikropożyczek.

Najlepiej wiedzie się tym, którzy zostali motocyklowymi taksówkarzami. Jeśli wypożyczają pojazd, mogą zarobić 5 dol. dziennie, więcej niż w kopalni złota. Jeśli mają swój - nawet 10-25 dol.

Raport nie pozostawia jednak złudzeń, że to początek zmian w DRK. Zbrojne grupy wciąż kontrolują jedną trzecią kopalń trzech minerałów. Łupią też kierowców i czerpią zyski z wydobycia złota. W lutym dubajską firmę Kaloti, właściciela największej jego rafinerii na Bliskim Wschodzie, przyłapano na kupnie złota za 5,2 mld dol. bez wymaganych dokumentów. Enough postuluje, by zaostrzyć audyty handlu złotem i zwiększyć presję na rafinerie. Problemem jest też wciąż gigantyczna korupcja wojskowych i urzędników.

Reklama
Reklama

Więcej w Wyborczej

Gazeta Wyborcza
Gazeta Wyborcza
Reklama
image beaconimage beaconimage beacon