Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Nie mamy sobie równych w kodowaniu!

Logo Gazeta Wyborcza Gazeta Wyborcza 2014-06-12 Piotr Cieśliński, Gazeta Wyborcza
Wojciech Jaśkowski, Tomasz Żurkowski i Piotr Żurkowski mistrzami świata w programowaniu © copyright -c- Fot. AP Images -AP Photo - Lehtikuva, Seppo Samuli- Wojciech Jaśkowski, Tomasz Żurkowski i Piotr Żurkowski mistrzami świata w programowaniu

Polski zespół programistów "Need for C" wygrał rozgrywane po raz pierwszy Mistrzostwa Świata w Kodowaniu. Finały odbyły się w środę w Helsinkach.

W zawodach "Hello World Open" wzięło udział ponad 2,5 tys. zespołów (blisko 4 tys. zawodników) z 90 krajów świata. Najpierw były eliminacje regionalne, w których wyłoniono sześć najlepszych zespołów. Zadaniem było stworzenie programu (namiastki sztucznej inteligencji), który poprowadzi auto do zwycięstwa w wirtualnym wyścigu Formuły 1, wyświetlanym na wielkim ekranie w hali starej fabryki kabli w stolicy Finlandii. Zawody zorganizowała fińska firma Supercell, twórca gier komputerowych (m.in. "Clash of Clans" i "Hay Day") oraz technologiczna spółka Reaktor.

Polski zespół - w składzie Wojciech Jaśkowski, Tomasz Żurkowski i Piotr Żurkowski - wyprzedził brazylijską grupę "Itarama", a na trzecim miejscu finiszowali Finowie.
- Pracowałem po 10 godz. dziennie przez prawie 40 dni nad kodem naszego programu. Zostać mistrzami świata w kodowaniu - to niewiarygodne uczucie, to rzeczywiście coś niezwykłego! - mówił na gorąco Tomasz Żurkowski dziennikarzowi "IBTimes".

Tomasz pracuje w Google, jest absolwentem Politechniki Poznańskiej, a Wojciech Jaśkowski i Piotr Żurkowski są studentami tej uczelni. Mottem polskiego zespołu było hasło "wszystkie auta muszą się rozbić" ("all cars must crash"), zainspirowane słynnym "Valar morghulis" ("wszyscy ludzie muszą umrzeć") z serialu "Gra o tron". Na stronie fińskiej telewizji znajduje się krótkie wideo, w którym Tomasz Żurkowski opowiada o zespole "Need for C" i swojej fascynacji programowaniem.

Polacy wyjadą z Helsinek wzbogaceni o 5 tys. euro. Podtrzymają sławę naszych młodych programistów, którzy od pewnego czasu święcą triumfy w różnych światowych konkursach.

Niedawno w "Gazecie Wyborczej" prof. Jan Madey z Uniwersytetu Warszawskiego opowiadał, że "Polska w ostatnich dwóch dekadach wyrosła na informatyczną potęgę". Nasi studenci od 1995 roku święcą triumfy w akademickich mistrzostwach świata w programowaniu. Bywały lata, że na mistrzostwach Europy Środkowej polskie drużyny zajmowały całe podium.

Świetnie wypadamy także w wielu innych programistycznych konkursach - np. Imagine Cup Microsoftu, Google Code Jam czy TopCoder. Był okres, że w TopCoder przez 4,5 roku Uniwersytet Warszawski był nieustannie na pierwszym miejscu w rankingu, a ten był aktualizowany co tydzień! W informatyce - twierdzi prof. Madey - Uniwersytet Warszawski należy do pierwszych 50 uczelni na świecie.

Dzięki tym sukcesom nasz kraj zauważyli potentaci w branży hi-tech i zakładają u nas centra badawczo-rozwojowe, bo wiedzą, że nie będą mieli problemu z dopływem świetnej kadry.

Właściwie nie ma dużej firmy IT, która by nie miała w Polsce swojego badawczego ośrodka. Samsung ulokował u nas największe swoje centrum w Europie, jest też IBM, Oracle, Microsoft, Google i inni.

Przed tygodniem szef Google Eric Schmidt przyjechał do Warszawy, żeby poinformować, że jego firma zbuduje w naszym kraju nowoczesne centrum dla młodych firm technologicznych, drugie takie w świecie.

Google mógł równie dobrze zainwestować gdzie indziej, w wielu zachodnich krajach też mają świetnych programistów, mniejszą biurokrację, bardziej przejrzyste przepisy. Ale całkiem możliwe, że szalę przeważyło zdarzenie sprzed 20 lat. Prof. Madey opowiadał, że z finałów akademickich mistrzostwa świata w Nashville w stanie Tennessee w 1995 roku Amerykanie wyjechali wściekli, bo po raz pierwszy przyjechała drużyna z dalekiej Polski i wypadła lepiej od nich. Członkiem amerykańskiej ekipy był wtedy jeden z założycieli Google. Z pewnością dobrze to sobie zapamiętał.

Reklama
Reklama

Więcej w Wyborczej

Gazeta Wyborcza
Gazeta Wyborcza
Reklama
image beaconimage beaconimage beacon