Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Sikorski i Steinmeier z wizytą u Ławrowa

Logo Gazeta Wyborcza Gazeta Wyborcza 2014-06-11 Gazeta Wyborcza. Bartosz T. Wieliński
Frank-Walter Steinmeier, Siergiej Ławrow i Radosław Sikorski podczas spotkania w Petersburgu © copyright -c- Fot. Dmitry Lovetsky - AP Frank-Walter Steinmeier, Siergiej Ławrow i Radosław Sikorski podczas spotkania w Petersburgu

Szefowie dyplomacji Polski i Niemiec Radosław Sikorski i Frank Walter Steinmeier w imieniu UE przekonywali Rosjan, że jeszcze mogą wyjść z twarzą z ukraińskiego kryzysu. Rosja z tej oferty na razie nie chce skorzystać.

- Mamy zapewnienie, że scenariusz krymski się nie powtórzy - mówił Radosław Sikorski po ponaddwugodzinnych rozmowach ze Steinmeierem i Ławrowem, które odbyły się w petersburskim hotelu Ambassador. Siergiej Ławrow na te słowa głośno się roześmiał. Później rosyjski minister panował już nad emocjami. Rozmowy z polskim i niemieckim kolegą określał jako konstruktywne i niezwykle potrzebne. Z gośćmi jednak się nie dogadał. - Widać, że się jeszcze nie zgadzamy. Chodziło o to, by Siergiej ode mnie i od Franka Waltera dowiedział się, jakie jest stanowisko UE - tak Sikorski na konferencji prasowej opisywał cel wizyty w Sankt Petersburgu.

To było czwarte spotkanie trójkąta kaliningradzkiego, założonego w 2011 r. forum współpracy Polski, Niemiec i Rosji. Gdy trójkąt powstawał, wydawało się, że Rosja już nie wywoła w Europie poważnego kryzysu międzynarodowego. Wówczas niemieccy politycy powtarzali jak mantrę, że bez Kremla nie da się rozwiązać najbardziej palących problemów międzynarodowych. Polsce udało się zaś przeforsować na forum UE pomysł, by małym ruchem granicznym objąć cały obwód kaliningradzki. Dzięki temu jego mieszkańcy, by pojechać na zakupy do Trójmiasta, nie potrzebują wiz.

- Teraz stawka jest większa. Historia nauczyła nas, jak ważne są pokój i współpraca w Europie. Teraz to ważne bardziej niż kiedykolwiek - mówił Steinmeier na wspólnej konferencji prasowej.

Steinmeier podkreślał, że po wyborach prezydenckich na Ukrainie i rozmowach, jakie Władimir Putin prowadził w zeszłym tygodniu w Normandii (spotkał się m.in. z Angelą Merkel i rozmawiał krótko z nowym prezydentem Ukrainy Petrem Poroszenką), widzi światełko w tunelu. - Strony konfliktu zaczęły ze sobą rozmawiać. Jest nadzieja na deeskalację - mówił.

Jednak Ławrow zaprzeczał temu: - Na Ukrainie doszło do wzmożenia działań wojskowych - oponował, wzywając Poroszenkę, by zakończył operację wojskową przeciw separatystom. Europie zaś zarzucił dwulicowość: gdy protestował kijowski Majdan, wzywała ówczesnego ukraińskiego prezydenta Wiktora Janukowycza, by nie używał przeciwko demonstrantom wojska. A wczoraj siedzący obok Ławrowa Sikorski mówił dziennikarzom, że nowe władze Ukrainy mają prawo strzelać do protestujących w Donbasie. - Nie dziwię się ludziom, że chcą bronić swoich domów - replikował rosyjski minister. Na apele Steinmeiera i Sikorskiego, by Rosja jak najszybciej uszczelniła granicę, przez którą na Ukrainę napływają najemnicy i sprzęt wojskowy, nie zareagował.

Gdy Steinmeier mówił, że aneksja Krymu była pogwałceniem prawa międzynarodowego, Ławrow odpowiadał, że prawo narodów do samostanowienia ma pierwszeństwo przed suwerennością terytorialną Ukrainy. Gdy Sikorski apelował, że zbliżanie Ukrainy z UE nie zagraża Rosji, Ławrow odpowiadał, że Moskwa nie ma nic przeciwko temu. Ale dodawał też: "Gdy Ukraińcy podejmą taką decyzję, to będzie to miało następstwa", najwyraźniej mając na myśli utratę przywilejów handlowych. Zdaniem Ławrowa Ukraina jeszcze nie przesądziła, czy faktycznie chce do UE.

Słowa Sikorskiego, że wejście Ukrainy do NATO nie stoi na porządku dziennym, Ławrow zbył milczeniem, podobnie jak zapowiedź polskiego ministra, że osobiście doniesie prokuraturze o każdym Polaku, który by walczył na wschodzie Ukrainy po stronie separatystów czy wojsk rządowych. W ten sposób Sikorski odpowiadał na doniesienia rosyjskich mediów o pojmanych polskich najemnikach.

Sikorski i Steinmeier przekonywali Ławrowa, że Rosja ciągle jeszcze może wyjść z ukraińskiego kryzysu z twarzą. Furtką są negocjacje Moskwy i Kijowa pod egidą OBWE. Jeśli Rosja odetnie separatystom wsparcie i pozwoli Poroszence reformować kraj, to uniknie zaostrzenia sankcji. Ma na to czas do końca miesiąca.

Unijnych polityków do wizyty skłoniły nie tylko gesty Putina, ale także sytuacja na wschodzie Ukrainy, gdzie widać, że wspierani przez Rosję separatyści tracą siłę i społeczne poparcie. Ostatnio doszło między nimi do podziałów.
Jak podają miejscowe media, "minister obrony" samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej, rosyjski oficer Igor Girkin, znany jako Striełkow, zdymisjonował i kazał aresztować Wiaczesława Ponomarowa, "ludowego mera" Słowiańska, miasta, które stało się centrum oporu antyukraińskich rebeliantów. Według Striełkowa ma to być kara za "działania sprzeczne z celami DRL".

"Mer" wcześniej krytycznie wypowiadał się o władzach republiki i zapowiadał, że się rozprawi z jej przedstawicielami.

Nie ma też zgody między władzami DRL i przywódcami też samozwańczej sąsiedniej Ługańskiej Republiki Ludowej. Wódz tej ostatniej Walerij Bołotow nazwał "donieckich" zdrajcami, zapowiadając, że ich premier Denis Puszylin "podlega likwidacji". Zaraz potem doszło do zamachu na Puszylina, w którym zginął jego asystent.

Dodatkowo krew mieszkańcom ukraińskiego wschodu psują najemnicy z Kaukazu. - Ludzie nie mają dobrego zdania o rządzie w Kijowie, ale to, co przysłała im Rosja, jest jeszcze gorsze - mówił nam jeden z dyplomatów towarzyszących ministrom.

Wiadomo też, że gotowość bojowa rosyjskiego wojska na ukraińskiej granicy na kilka miesięcy osłabła. Z jednostek do cywila odeszli bowiem poborowi, którzy kończyli służbę. Rosja tymczasem rozpoczęła zakrojone na szeroką skalę manewry Floty Bałtyckiej w okręgu kaliningradzkim, dokąd przerzucono jednostki z głębi kraju.

Reklama
Reklama

Więcej w Wyborczej

Gazeta Wyborcza
Gazeta Wyborcza
Reklama
image beaconimage beaconimage beacon