Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Sułtan Kaczyński

Logo Gazeta Wyborcza Gazeta Wyborcza 2014-06-09 Michał Kokot, Gazeta Wyborcza
Jarosław Kaczyński © copyright -c- Fot. Krzysztof Miller - Agencja Gazeta Jarosław Kaczyński

"Trzeba czynić wszystko, by Polska była tym, czym jest dziś Turcja. O niej mówi się, że to poważne państwo" - stwierdził Jarosław Kaczyński w portalu wPolityce.pl. "Ten rodzaj wielkości jest do zdobycia. To wymaga najpierw zmiany władzy, a potem przebudowy elit. I to we wszystkich dziedzinach".

Można było przywyknąć do tego, że prezes marzy o Budapeszcie w Warszawie, zapatrując się na autokratyczne rządy Viktora Orbána. Ale powoływanie się na premiera Recepa Tayyipa Erdogana jest nową jakością. Doprowadził on Turcję nie tylko na krawędź demokratycznego państwa prawa, ale ją przekroczył.

Spróbujmy sobie wyobrazić Polskę rządzoną tak jak Turcja. Na warszawskim pl. Zamkowym, podobnie jak na stambulskim Taksim, dzień i noc stoją policjanci z armatkami wodnymi i funkcjonariusze trzymający palce na spustach pistoletów maszynowych. Po ulicach przechadzają się wyglądający na zwykłych ludzi tajniacy, którzy mają natychmiast meldować o wszelkich próbach antyrządowych demonstracji. Jeśli już wybuchają, tłumione są brutalnie, a policjanci winni śmierci protestujących nie zostają nigdy postawieni przed sądem.

Zresztą cały wymiar sprawiedliwości jest upolityczniony, a prokuratorzy i sędziowie kontrolowani przez rządzących. Dziennikarze, którzy o tym piszą, wtrącani są do więzień. Internet jest ocenzurowany, a sieci społecznościowe zamknięte. Władza trzyma pod butem obywateli, bo się ich boi. To nie wielkość, ale słabość sułtanatu Erdogana.

Turcja była kiedyś neutralnym państwem, pełniła funkcję buforu między Izraelem a krajami arabskimi. Dziś jej stosunki z Tel Awiwem są złe, za to zacieśniają się z Iranem, który za rozwój programu nuklearnego obłożony jest międzynarodowymi sankcjami. Pogorszyły się też relacje Turcji z większością krajów arabskich.

Turecki wzrost gospodarczy rzeczywiście był w ostatniej dekadzie imponujący, ale ma kruche podstawy. W wielkim stopniu zapewnił je sektor budowlany. Niekontrolowane inwestycje sprawiły, że wiele miejsc to betonowe pustynie. W Stambule zabudowywana jest niemal każda wolna przestrzeń, a życie wśród spalin jest nieznośne.

Władza nie dba o środowisko, liczą się tylko gigantyczne projekty, takie jak kanał między morzami Czarnym a Marmara (eksperci mówią, że może się to skończyć katastrofą ekologiczną) czy czternastokilometrowy tunel pod cieśniną Bosfor. Mają symbolizować wielkość Turcji, a przede wszystkim jej władcy - Erdogana. Czy naprawdę takiego państwa chce nad Wisłą prezes Kaczyński?

Reklama
Reklama

Więcej w Wyborczej

Gazeta Wyborcza
Gazeta Wyborcza
Reklama
image beaconimage beaconimage beacon