Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Wódko, pozwól jechać

Logo Gazeta Wyborcza Gazeta Wyborcza 2014-06-10 Piotr Wasiak, Gazeta Wyborcza
Tramwaj wyleciał z torów w Łodzi © copyright -c- Fot. Marcin Stępień - Agencja Gazeta Tramwaj wyleciał z torów w Łodzi

Gdy zaczęły się kontrole, pijani pracownicy łódzkiego MPK brali dzień urlopu na żądanie. Ale w ciągu roku przysługują im tylko cztery takie dni. Limit szybko się kończył.
Poniedziałek 6 stycznia, godz. 13, Łódź. Tramwaj linii 16 wjeżdża na czerwonym świetle w opla i uderza trzy kobiety. Przejeżdża jeszcze kilkadziesiąt metrów, zatrzymuje się dopiero, gdy któryś z pasażerów zaciąga hamulec. Dwie kobiety - w wieku 72 i 77 lat - giną na miejscu. 36-letni kierowca opla i trzecia potrącona pani trafiają do szpitala. Ona umiera.

Tramwajem kierował 36-letni Piotr M. Zasnął podczas jazdy. Był kompletnie pijany, badanie alkomatem wykazało 1,3 promila. W tramwaju znaleziono opróżnioną butelkę wódki, drugą napoczętą i cztery pełne jeszcze puszki piwa.

Gdy M. wytrzeźwiał, został przesłuchany. Śledczym powiedział, że do pracy (zaczął około godz. 6) przyszedł trzeźwy. Po godz. 9 w sklepie przy pętli kupił piwo i balsam pomorski. Zamierzał wypić w domu, ale gdy był na kolejnej pętli, zmienił zdanie.

- Podejrzany twierdzi, że łącznie wypił około pół litra 36-procentowego alkoholu. Wyjaśnił, że zrobił to, bo ma problemy rodzinne - mówi prokurator Krzysztof Kopania.
Piotr M. jest aresztowany. Prokuratura - przed skierowaniem aktu oskarżenia - chce, by został przebadany psychiatrycznie.

Każdy pijany wylatuje

Zajezdnia Nowe Sady: przed godz. 4 do pracy przychodzi poranna zmiana. Pracownicy, przechodząc przez dyżurkę, pokazują legitymację i idą przez plac do pomieszczenia dyspozytora. Ten wyciąga żółto-czarne urządzenie i podtyka pod twarz kierowcy. Ten dmucha przez kilka sekund.

Zapala się zielona lampka. Dyspozytor podaje kluczyki i dokumenty. Po chwili podchodzi następny kierowca, procedura się powtarza.

- Od wypadku na Piotrkowskiej przyczepili nam łatkę pijaków. Ludzie myślą, że my tu nic nie robimy, tylko chlejemy wódę. Zdarza się, że podczas jazdy ktoś mnie zwyzywa od alkoholika. Jest nas tu prawie dwa tysiące ludzi i niemal wszyscy traktują swoją pracę poważnie. A wyjątki zdarzają się wszędzie - denerwuje się Zbyszek, motorniczy z dziesięcioletnim stażem.

Zaraz po tragedii łódzkie MPK kupiło 30 alkomatów. Takich samych, jakie ma policja. Zmieniono też wewnętrzne przepisy. Dotąd badanie na trzeźwość było przeprowadzane wyrywkowo. Teraz musi przejść je przed pracą i po niej każdy kierowca i motorniczy, a i reszta załogi jest sprawdzana znacznie częściej niż dotychczas. W alkomaty wyposażono też nadzór ruchu, który - dodatkowo - sprawdza trzeźwość pracowników na mieście.

Po tragedii na obowiązkowe badania alkomatem zgodziły się nawet związki zawodowe, które jeszcze dwa lata wcześniej protestowały, twierdząc, że to mobbing.
- Nie będzie pobłażliwości. Każdy pijany wyleci z pracy - zapowiedział Zbigniew Papierski, prezes MPK.

Groźba działa miesiąc

W styczniu nikogo nie przyłapano, ale już w lutym czerwona lampka alkomatu zapaliła się cztery razy. Pracę straciło dwóch motorniczych, kierowca autobusu i elektromonter pracujący w warsztacie. Mieli od 0,2 do 0,5 promila alkoholu. W marcu przyłapano kolejnych siedem osób.

Wtorek, 15 kwietnia. Na poranną zmianę przychodzi 57-letni kierowca autobusu. Podchodzi do dyspozytora, dmucha, na urządzeniu zapala się czerwona lampka. Mężczyzna zarzeka się, że jest trzeźwy, ale drugie badanie pokazuje 0,55 promila.

- Wieczorem wypiłem ćwiartkę wódki. Przed wyjściem do pracy sprawdziłem się prywatnym alkomatem, który mam w domu. Wszystko było w porządku. Ale rozbolał mnie brzuch i wziąłem krople miętowe. Może to od nich - kierowca próbuje się tłumaczyć. Po 29 latach pracy i na trzy lata przed emeryturą zostaje dyscyplinarnie wyrzucony.

- Wszystkich zwalniamy z art. 52. Taka osoba ma wpisane w akta, że została wyrzucona z powodu alkoholu. Często zamyka jej to drogę do znalezienia nowej pracy - potwierdza Jan Mędrzak, dyrektor do spraw eksploatacyjnych w MPK. - Za każdym przypadkiem stoi jakaś historia lub rodzinne problemy. Wyrzucenie kogoś z pracy, jeszcze w taki sposób, nie jest łatwe również dla nas. Ale nie można robić wyjątków. Nie ma u nas miejsca dla osób mających problem z alkoholem.

Czerwona lampka świeci się w każdy dzień tygodnia, zwykle rano.

- Prawdopodobnie źle oszacowali działanie alkoholu, nie zdążyli go spalić. Wypili ćwiartkę wieczorem i myśleli, że do rana wytrzeźwieją. Mylili się - mówi Mędrzak.
Ale zdarzały się też przypadki "wczorajszych" jeszcze na popołudniowej zmianie - o godz. 14.

W łódzkim MPK odkryli zależność: z początku pracownicy na kacu brali dzień urlopu na żądanie. Ale w ciągu roku przysługują im tylko cztery takie dni. Limit szybko się kończył, wtedy wpadali.

Myślą, że im się uda

1 kwietnia w MPK zatrudniono Malwinę Pieniążek-Dąbrowską. To psycholog, ma pomóc pracownikom uporać się z problemami, które często są powodem sięgania po kieliszek.

- Początkowo był dość duży opór. To środowisko jest zamknięte. Więc zamiast siedzieć w pokoju z napisem "gabinet" i czekać, aż ktoś się pojawi, wyszłam do ludzi. Jeżdżę po zajezdniach i zagaduję. Przedstawiam się, mówię, kim i po co tu jestem. Chcę, żeby mnie zobaczyli, poznali. Powoli przynosi to efekty. Zgłosiło się już kilkanaście osób - mówi psycholog.

Podkreśla, że czynnikami, które mogą skłaniać do sięgania po alkohol, są wysoki poziom stresu i odpowiedzialność.

- Na wszystko to są narażeni i kierowcy, i motorniczowie. A często do tego dochodzą problemy w domu. Problem z alkoholem jest w wielu firmach. W przypadku łódzkiego MPK widać to, bo spółka zaczęła z tym ostro i otwarcie walczyć.

Dlaczego kierowcy piją, skoro wiedzą, że na 100 proc. będą sprawdzani?

- Osoby, które mają większy problem z alkoholem, zawsze będą starać się jakoś usprawiedliwić swoje zachowanie. I wmawiać sobie, że jakoś to będzie, że jeszcze tym razem się uda. A jeśli ktoś jest alkoholikiem, prędzej czy później to wyjdzie. Bo ta choroba ma to do siebie, że się nakręca.

Niedziela, 11 maja. 28-letnia motornicza idzie po dokumenty i kluczyk. Dmucha - czerwona lampka. Alkomat pokazuje ponad promil alkoholu. Kobieta tłumaczy, że bierze leki, w składzie których jest alkohol. Na dowód przyśle później ulotkę od syropu.

- Aby mieć taką zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu, musiałaby wypić kilka butelek leku - mówi Mędrzak.

Kobieta samotnie wychowuje dziecko. Dostaje dyscyplinarkę.

W tym roku z powodu alkoholu, z łódzkiego MPK wyrzucono już 19 osób.

Reklama
Reklama

Więcej w Wyborczej

Gazeta Wyborcza
Gazeta Wyborcza
Reklama
image beaconimage beaconimage beacon