Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

ZUS, zamiast wysyłać Polaków na renty, chce, żeby się leczyli

Logo Wyborcza.biz - do-not-useWyborcza.biz - do-not-use 2014-05-09 Wyborcza.biz, Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński
O przyznaniu świadczenia rehabilitacyjnego decyduje lekarz orzecznik ZUS. Dostają je osoby, które po zakończeniu zwolnienia chorobowego nadal nie mogą pracować. © copyright -c- Fot. Tomasz Fritz - Agencja Gazeta O przyznaniu świadczenia rehabilitacyjnego decyduje lekarz orzecznik ZUS. Dostają je osoby, które po zakończeniu zwolnienia chorobowego nadal nie mogą pracować.

W 1999 r. na świadczenia rehabilitacyjne ZUS kierował 21 tys. ludzi rocznie, teraz ponad trzy razy więcej.
Pani Magda ma chory kręgosłup, nie może się zginać ani dźwigać nic ciężkiego. Miała już trzy operacje, kolejną w czerwcu. Przedstawiła w ZUS całą dokumentację lekarską. - Gdy zapytałam, czy mogę dostać rentę, usłyszałam, żebym o tym zapomniała. Bo renty nie dostają nawet osoby bez nogi, a co dopiero ja, z bólem kręgosłupa - opowiada.
Pani Magda jak większość Polaków w podobnej sytuacji została wysłana na świadczenie rehabilitacyjne. 15 lat temu dotyczyło to 21 tys. osób, w 2007 r. - już 47 tys. A w tym roku w marcu (najnowsze dane) - już 76 tys.
O przyznaniu świadczenia rehabilitacyjnego decyduje lekarz orzecznik ZUS. Dostają je osoby, które po zakończeniu zwolnienia chorobowego nadal nie mogą pracować i najchętniej poszłyby na rentę. Ale ZUS renty dać nie chce, bo coraz częściej uznaje, że "dalsze leczenie lub rehabilitacja pacjenta rokują odzyskanie zdolności do pracy". Świadczenie można pobierać przez maksymalnie 12 miesięcy. Później musi już być decyzja końcowa: albo pacjent rentę jednak dostaje, albo uznajemy go za zdolnego do pracy i ma sobie jej poszukać. W czasie pobierania świadczenia trzeba się stawiać na zabiegi zalecane przez lekarza.
Świadczenie rehabilitacyjne wynosi średnio 1404 zł brutto. To, że ludzie coraz częściej są na nie kierowani, oznacza dodatkowe wydatki państwa. Jeszcze kilka lat temu szło na to poniżej 40 mln zł miesięcznie, teraz już ponad 102 mln. Ale i tak się ZUS-owi opłaca. Dzięki wysyłaniu ludzi na takie świadczenia zaoszczędza na rentach. A tych mamy najmniej w historii. W rekordowym roku 1998 było w Polsce aż 2,7 mln rencistów. W lutym tego roku - zaledwie 1 mln 48 tys. Eksperci przewidują kolejne spadki.


Sprawdzamy, czy może pracować


Bo obecnie, żeby dostać rentę, nie wystarczy chory kręgosłup, dwa zawały czy nawet brak ręki i nogi. ZUS każdy przypadek odmowy przyznania renty tłumaczy krótko: - Nie badamy, czy ktoś jest zdrowy albo chory, ale czy choroba uniemożliwia mu wykonywanie jakiejkolwiek pracy.
Renta bywa też przyznawana tylko na określony czas, a później odbierana.
- Słusznie, że ZUS nie każdemu daje rentę, tylko wysyła na świadczenie - mówi Danuta Koradecka, szefowa Centralnego Instytutu Ochrony Pracy. - Najłatwiej przyznać rentę z państwowych pieniędzy, ale dla każdego człowieka lepszym rozwiązaniem jest kontynuowanie pracy i rozwój. Niestety, u nas wciąż zbyt częste jest rozumowanie, że warto wziąć, co państwo daje, a więc np. rentę, a przy okazji dorobić.
Wiesława Taranowska, wiceszefowa OPZZ i członek rady nadzorczej ZUS, przyznaje jednak, że nieraz Zakład jest zbyt restrykcyjny. Taranowska zna przypadki, gdy chory nie mógł wykonywać żadnej pracy, a mimo to ZUS kierował go na świadczenie, a potem odmawiał renty.


Bony za aktywność


Piotr Pawłowski ze Stowarzyszenia Przyjaciół Integracji przyznaje, że aby człowiek z jakąkolwiek niepełnosprawnością mógł pracować, państwo musi stworzyć cały system pomocy. - Osoba całkowicie sparaliżowana jak ja, aby wykonywać pracę, musi mieć asystenta osobistego, który ją rano zawiezie do pracy, a wieczorem odwiezie do domu. Ktoś, kto nie ma nogi, musi mieć protezę, by pracować. Jeszcze inny potrzebuje dofinansowania do zakupu samochodu. Dlatego superrozwiązaniem byłoby wprowadzić bony za aktywność. Kto chce pracować, mógłby pieniądze z tego bonu przeznaczać na coś, co mu pracę ułatwi - mówi Pawłowski.
Koradecka uważa, że idealnie byłoby, gdyby po wypadku przy pracy i rehabilitacji poszkodowany wracał do dawnego pracodawcy. Może nie na dawne stanowisko, ale na inne, gdzie dalej będzie mógł pracować zgodnie ze swoimi możliwościami. W Niemczech po wypadkach przy pracy po okresie rekonwalescencji wraca do swoich zakładów prawie 100 proc. pracowników. U nas dużo mniej.
Niewykluczone jednak, że za kilka lat w Polsce będzie podobnie. - Bo starzejemy się najszybciej w Europie i każdy pracownik będzie na wagę złota. Dlatego ZUS dziś robi dobrą robotę, że stara się przywracać ludzi do zdrowia - mówi Jeremi Mordasewicz z Konfederacji "Lewiatan".

Reklama
Reklama
Reklama
image beaconimage beaconimage beacon