Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Jak syn górnika z głębi ZSRR stał się jednym z najlepszych bokserem na świecie

Logo Weszlo.com Weszlo.com 2017-10-04 Jan Ciosek

© PAP © PAP

Przeciętny człowiek o Kazachstanie nie wie praktycznie nic, czemu zresztą trudno się dziwić. Dla wielu jedyne skojarzenie z tym krajem to film o Boracie. Nawiasem mówiąc – za wspomnienie tego „dzieła” przy kimkolwiek z Kazachstanu można jedynie dostać w pysk. Tymczasem jest ktoś, kto pochodzi właśnie stamtąd i w przeciwieństwie do filmowego Borata potrafił się doskonale odnaleźć w USA. Aha, on w pysk daje niezależnie od tego. Zawodowo i niezwykle skutecznie.

Borat: podpatrzone w Ameryce, aby Kazachstan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatniej” – to oczywiście kolejny przykład dość ciekawego podejścia polskich tłumaczy do tytułów filmów. W oryginale było raczej „kulturalne nauki w Ameryce dla korzyści wspaniałego narodu Kazachstanu”. W każdym razie „Borat” chwały Kazachstanowi na pewno nie przyniósł, kraj został pokazany jako skrajnie zacofany, pełen absurdalnych stereotypów i zwyczajów. Kazachscy dyplomaci protestowali przeciwko filmowi, a władze w Astanie zatrudniły nawet dwie firmy zajmujące się PR-em, które miały zadbać o budowanie „właściwego” wizerunku kraju. Niepotrzebnie. Mniej więcej w czasie, kiedy Sasha Baron Cohen wypuszczał swój film, o dobre skojarzenia związane ze swoją ojczyzną zaczął dbać Giennadij Gołowkin.

Codzienne walki na ulicach

Boks to sport dla twardych ludzi. Gołowkin to przykład człowieka, który bardzo wiele przeszedł. Tak dużo, że niejednego by to załamało. Jego jednak traumatyczne historie tylko wzmacniały. Dlatego dziś, po zakończeniu kariery przez Andre Warda i Floyda Mayweathera Juniora, jest zdaniem wielu najlepszym bokserem świata bez podziału na kategorie wagowe. Nieźle, jak na syna górnika gdzieś z głębi Związku Radzieckiego.

Mama – pochodząca z Korei – miała na głowie czterech synów. Starszych Wadima i Siergieja oraz Giennadija i jego bliźniaka Maksa, młodszego o 15 minut, co kiedyś okazało się absolutnie kluczowe. Chłopaków zawsze ciągnęło do sportu, bliźniacy od małego mieli talent do sportów walki.

Pamiętam dzieciństwo w Kazachstanie. Było niełatwo, bo właśnie rozpadał się Związek Radziecki. Lubiłem piłkę nożną, grałem przez dwa lata. Ale bracia powiedzieli: „G, może tym razem pójdziemy do klubu bokserskiego”. To były ciężkie czasy na ulicach, czy w szkole, więc się zgodziłem. Czemu ciężkie? Życie. Nie było ekonomii, nie było niczego. Wszyscy zostali w Rosji, a my byliśmy w Kazachstanie, nowym kraju bez żadnej strategii – wspomina bokser.

Giennadij i Maks boksowali więc już jako 8-latkowie. I to nie „boksowali” tak, jak moglibyśmy dziś myśleć o sporcie dla dzieciaków.

Chodziliśmy ze starszymi braćmi po ulicach. Oni wybierali jakiegoś faceta z tłumu i pytali mnie: „boisz się go?”. Kiedy mówiłem, że nie, zaczynała się walka – opowiadał Giennadij. Zasady były dość luźne, trochę boksu, trochę zapasów. Zaczęło się, kiedy przyszły mistrz świata jeszcze był w wieku przedszkolnym. – Walczyłem codziennie, różnili się tylko rywale.

Dwaj bracia, dwa pogrzeby

Taka szkoła życia przyniosła później efekty. A walka na ulicach nie była niestety jedyną twardą lekcją, jaką Giennadij musiał przejść. Miał 8 lat, kiedy starsi bracia poszli do wojska, jeszcze do armii radzieckiej. Dość szybko rodzice dostali telefon z suchą informacją, że Wadim nie żyje. Nie było żadnych szczegółów – co się stało, jak zginął. „Nie żyje” i koniec. Rodzina nie dostała nawet ciała. Dla dzieciaka, bardzo związanego ze starszym bratem, to był potężny cios. Po latach opowiadał, że długo nie mógł do siebie dojść, że pamiętał łzy rodziców i uczucie pustki w żołądku. A to jeszcze nie był koniec ciosów. Cztery lata później zginął także Siergiej. I znów, władze nie poinformowały o żadnych szczegółach, po czym w Karagandzie odbył się kolejny pogrzeb bez ciała.

Całą wściekłość i rozpacz Giennadij wyładowywał w ringu. Kiedy miał 20 lat został mistrzem Azji, rok później dołożył mistrzostwo świata.

Maks także odnosił amatorskie sukcesy. – Zawsze był lepszym bokserem ode mnie. Miał siłę i był lepiej wyszkolony technicznie. Obaj mieliśmy szansę na wyjazd na igrzyska olimpijskie do Aten. Kto wie, co by było, gdyby to on poleciał. Szanse były pół na pół. Był turniej kwalifikacyjny w Kazachstanie, zwycięzca miał lecieć na igrzyska – wspomina Giennadij. – Wtedy Maks powiedział: G, jesteś starszy o 15 minut, jedź pierwszy.

Niemcy dbali tylko o swoich

Gołowkin pojechał i wrócił z Aten ze srebrnym medalem. W walce o złoto przegrał z Gajdarbekiem Gajdarbekowem, wicemistrzem z Sydney. Co ciekawe, Rosjanin mimo genialnej kariery amatorskiej nigdy nie przeszedł na zawodowstwo.

Gołowkin – wręcz przeciwnie, zawodowym bokserem został bardzo szybko, choć nie od razu po olimpijskim sukcesie. W 2005 roku pojechał jeszcze bronić tytułu mistrza świata amatorów. Zamiast złotego medalu zaliczył jednak sensacyjną porażkę z Egipcjaninem Mohamedem Hikalem. Czemu sensacyjną? Bo była to 350. amatorska walka Kazacha i dopiero piąta porażka. Od tamtej pory nie przegrał ani razu.

W 2005 roku podpisał kontrakt z niemiecką grupą Universum, tą samą, która prowadziła karierę Dariusza Michalczewskiego. Pierwszy rok? Imponujący: 6 walk, 6 zwycięstw, 6 nokautów (w tym jedno nad Danielem Urbańskim). Potem tempo jednak znacząco spadło. W ciągu kolejnych 4 lat Gołowkin zaliczył 12 walk, wszystkie wygrał, tylko trzy razy oddając werdykt w ręce sędziów.

Kazach chciał walczyć częściej, z lepszymi rywalami, liczył na pojedynek o pas. Niemcy mieli jednak swoje problemy. Universum przez lata miała świetne kontrakty z telewizją ZDF. Kiedy umowa nie została przedłużona, grupa znalazła się na krawędzi upadku. Kazach miał dość.

Zawsze byłem przez grupę stawiany za Feliksem Sturmem i Sebastianem Zbikiem. Kiedy żądałem walki z jednym z nich, zawsze mi odmawiano. Universum nie miało na mnie prawdziwego planu, nie próbowali nawet popchnąć mojej kariery do przodu – oświadczył Gołowkin, rozwiązując w 2010 roku kontrakt. – Raczej chcieli powstrzymać mnie przed zdobyciem tytułu, dopóki Zbik i Sturm są mistrzami. Ta sytuacja była nie do zaakceptowania, musiałem zrobić krok naprzód.

Ali, Mayweather, Robinson, Pacquiao i Gołowkin

Była nim podróż do USA, gdzie pokazał na co go stać z dobrym promotorem. Trafił do gymu Big Bear w Kalifornii, do trenera Abela Sancheza.

Na pierwszym treningu zobaczyłem wiele rzeczy, których trenerzy nie potrafią nauczyć. On miał bardzo ciężkie ręce. Kiedy kogoś trafiał, to go przestawiał – wspomina Abel. – Od razu wiedziałem, że to diament, który tylko trzeba oszlifować, aby demolował wszystkich na swojej drodze.

Siła ciosu to jedno, ale Gołowkina zawsze wyróżniało coś jeszcze: pasja do boksu. To taki typ gościa, który chłonie każdą informację na temat ukochanej dyscypliny. Kiedy mieszkał jeszcze w Kazachstanie czy Niemczech, zarywał noce ilekroć w USA była wielka walka. Oglądał największych mistrzów i próbował ich naśladować, głównie Sugara Raya Leonarda i Mike’a Tysona.

Sanchez pamięta także, jak na jednym z pierwszych treningów z Gołowkinem wziął go do tablicy. Na niej napisał tak: Muhammad Ali. Sugar Ray Robinson. Manny Pacquiao. Floyd Mayweather, po czym powiedział: „Daj mi trzy lata, a zaprowadzę cię na szczyt tej listy”. Wówczas najważniejsza była zmiana nastawienia psychicznego, bo Gołowkin zawsze walczył z kontry, czekając, aż rywal popełni błąd.

Ja chciałem, żeby zmuszał rywali do popełniania błędów. My tu nie pracowaliśmy, a głównie rozmawialiśmy. Tłumaczyłem mu czego oczekuję ja i amerykańska publiczność. Kibice chcą konkretnego rodzaju walki. Ja nie robię tego po to, żeby mieć zwycięzcę, ja chcę mieć gościa na topie listy najlepszych bokserów bez podziału na kategorie wagowe i najlepszego zawodnika HBO. Aby to osiągnąć, trzeba walczyć w określony sposób – wyjaśnia Abel.

Demolka, demolka, demolka, wałek…

I GGG właśnie to robi. W debiucie w nowych barwach znokautował Miltona Nuneza i zdobył tymczasowy pas mistrza świata wagi średniej federacji WBA. Walkę o pełnoprawny tytuł stoczył w wyjątkowych okolicznościach – pierwszy raz w zawodowej karierze boksując w ojczyźnie. W wypełnionej po brzegi hali Daulet w Astanie posłał na deski Nilsona Tapię. Kolejne walki i kolejni rywale przekonywali się o sile ciosów Gołowkina. Kassim Ouma w Panamie? Nokaut. Lajuan Simon w Niemczech? Nokaut. Makoto Fuchigami na Ukrainie? Nokaut. Debiut w USA? Niestety, także udany. Niestety, bo rywalem Kazacha był Grzegorz Proksa, mający na koncie 28 zwycięstw i 1 porażkę mistrz Europy. Polak także nie miał większych szans i szybko zapoznał się z deskami. Ostatecznie sędzia przerwał walkę w 5. rundzie. Tylko chwilę dłużej wytrzymał w kolejnym pojedynku Gabriel Rosado. Zresztą, tę wyliczankę można by ciągnąć długo, bo od 2008 roku wszystkie kolejne pojedynki GGG kończyły się nokautami. Pełny dystans z mistrzem wytrzymał dopiero Daniel Jacobs w marcu bieżącego roku, choć na punkty przegrał. Gołowkin miał już wtedy na koncie pasy czempiona federacji IBF, WBA, WBC i IBO.

Zacięta i niezakończona nokautem była także ostatnia walka boksera z Karagandy. W połowie września w Las Vegas mierzył się z Saulem „Canelo” Alvarezem. Meksykanin to wybitny zawodnik, w 51 walkach przegrał tylko raz, z samym Floydem Mayweatherem Juniorem. Z Gołowkinem też by przegrał, ale sędzia Adelaide Byrd oglądała zupełnie inny pojedynek niż reszta świata. W zaciętej walce z wyraźną przewagą mistrza ona wypunktowała 118-110 dla pretendenta. Inaczej mówiąc: jej zdaniem GGG wygrał w tym starciu zaledwie dwie rundy.

Po pani Byrd przejechali się wszyscy: bokserzy, komentatorzy, eksperci, kibice. Ale prawda jest taka, że to dzięki niej teraz zobaczymy rewanżowe starcie Gołowkina z Alvarezem. Federacja WBC właśnie je zarządziła, teraz już tylko trzeba ustalić miejsce i datę. Dla kibiców to dobra wiadomość, dla organizatorów – jeszcze lepsza. Starcie z 16 września w systemie pay-per-view sprzedano 1,3 mln razy, bilety do T-Mobile Arena rozeszły się jak świeże bułeczki. Rewanże powinien się sprzedać jeszcze lepiej.

Świat wie, kto wygrał – krótko skomentował werdykt w pierwszej walce GGG. To zresztą w jego stylu. On nie jest od mówienia, tylko od działania. Dla korzyści własnej oraz wspaniałego narodu Kazachstanu…

JAN CIOSEK

Artykuł Jak syn górnika z głębi ZSRR stał się jednym z najlepszych bokserem na świecie pochodzi z serwisu weszlo.com.

Reklama
Reklama

Więcej na Weszlo.com

Reklama
Reklama
Reklama
image beaconimage beaconimage beacon