Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Reprezentacja Polski. Gdy nie łączy nas piłka, czyli co jeszcze Adam Nawałka mógłby wpisać do swojego raportu

Logo Sport.pl Sport.pl 2018-09-13 Paweł Wilkowicz

Adam Nawałka © KUBA ATYS Adam Nawałka Raport Adama Nawałki kilka rzeczy odsłonił, kilka innych przykrył. A niektórych fragmentów bez czytania między wierszami nie da się zrozumieć. Co się popsuło w polskiej kadrze tuż przed i podczas mundialu? O tym pisze Paweł Wilkowicz w swoim raporcie z mundialowej porażki.

Hotel w Moskwie, w przeddzień meczu Polska-Senegal. Tomasz Zawiślak, przyjaciel Roberta Lewandowskiego, po odwiedzinach u kapitana kadry spotyka w windzie Łukasza Wiśniowskiego z Łączy nas Piłka. – Lewy już się nie może doczekać. Mówi, że teraz jesteśmy chyba nawet silniejsi niż w Euro 2016 – opowiada.

Takie były nastroje w kadrze w ostatnich dniach przygotowań do mistrzostw. Ostatni trening przed odlotem z Soczi do Moskwy udał się znakomicie. Ze sztabu płynęły głosy, że wszystko udało się zrobić jak przed Euro, tylko z poprawkami na korzyść. Wcześniej Kuba Błaszczykowski powtarzał w wywiadach, że gdyby nie był gotowy do mundialu, pierwszy by o tym powiedział. Arkadiusz Milik mówił, że jego najmocniejszym atutem jest głowa. Kamil Grosicki nie bał się mówić o medalu. Ci którzy byli blisko kadry wspominają, że na kilka dni przed turniejem najbardziej sceptyczny był rehabilitujący uszkodzony bark Kamil Glik: zastanawiał się głośno, co będzie, jeśli Polska pierwsza straci bramkę, bo kiepsko jej wychodzi odrabianie strat. I ostatecznie okaże się, że to on najlepiej przewidzi wydarzenia. A dziura, jaka została po Gliku w obronie kadry, okaże się jednak nie do zasypania. Ale w ostatnich dniach przed meczem z Senegalem i w tej sprawie zaczął brać górę optymizm: pierwsze dni po kontuzji Glika były trudne,  ale kadra zaczęła od razu ćwiczyć warianty awaryjne.

Gdy w przeddzień wylotu do Rosji okazało się, że Glik jednak zdążył wyleczyć się na tyle, by być na mundialu, wszyscy odetchnęli z ulgą. A gdy kilka godzin po tej decyzji kadra w pożegnalnym sparingu rozbiła Litwę 4:0, można było pomyśleć, że znów wszystko zaczyna się układać znakomicie. Wprawdzie piłkarze tego zwycięstwa nie przeceniali, rozmawiali między sobą, że z tak słabym rywalem jak Litwini już dawno nie grali, że momentami było łatwiej niż z Gibraltarem. Ale Adam Nawałka opowiadał w Soczi, już po odpadnięciu z mundialu, że coś go wtedy po meczu z Litwą tknęło w szatni: przed Euro 2016 też ostatni sprawdzian był z Litwinami, i nie udał się.  Był remis, po pierwszej połowie wszyscy w szatni mieli pospuszczane głowy ze wstydu i bali się odezwać. A teraz było dużo luzu i uśmiechów. Aż Hubert Małowiejski, analityk kadry, przypomniał jak Hiszpania jechała na mundial po 6:0 z Polakami i zaczęła od porażki w  pierwszym meczu.

Tyle że po fakcie wszystkie takie sygnały łatwo dopasować do tezy. Tak jak po fakcie wszyscy mówią o przygotowaniu fizycznym, ale przed mundialem żaden piłkarz się na nie głośno nie skarżył. Jeśli były na coś narzekania, to na upał w Soczi. Po fakcie też niemal wszyscy widzą, że ta drużyna była bardziej wybrakowana niż w Euro 2016, bo pełna kadrowiczów po przejściach. Ale na początku czerwca nastroje były inne i na Senegal piłkarze ruszali z dobrymi przeczuciami. Po fakcie podziały w kadrze zaczynają wyrastać na główne wytłumaczenie, ale  grupki w niej były od dawna i w wygrywaniu to nie przeszkadzało. Co więc się takiego stało, że reprezentacja rozbiła się w zderzeniu z Senegalem i potem już nie udało się jej pozbierać na mecz o wszystko z Kolumbią?

© PAP 3 września PZPN opublikował mundialowy raport sztabu Adama Nawałki. Raport powstał w lipcu, niedługo po mundialu. Jest w nim kilka informacji, których Adam Nawałka podczas swoich konferencji prasowych nie podawał:  trener przyznaje się już nie tylko do błędnego zestawienia składu na Senegal, ale też błędu w mikrocyklu przygotowań fizycznych do tego meczu. Z raportu można też wywnioskować, że te błędne decyzje co do składu to przede wszystkim wystawienie Arkadiusza Milika, zdekoncentrowanego już podczas rozgrzewki, i Jakuba Błaszczykowskiego, który nie był do takiego wyzwania gotowy kondycyjnie. Jest też w raporcie sugestia, że po pierwszej porażce w mundialu drużyna, już od miesięcy coraz bardziej zmęczona sobą, podzieliła się na grupy i atmosfery nie udało się odbudować.

Ale nadal brakuje w tym raporcie wielu informacji, które się pojawiają w nieoficjalnych rozmowach z członkami sztabu, działaczami PZPN, z polskimi piłkarzami, z menedżerami reprezentantów. Brakuje np. dokładniejszego opisu  problemów we wspomnianym mikrocyklu przed meczem z Senegalem i w całym przygotowaniu fizycznym do mundialu. Nie ma rozwinięcia wątku kontuzji Kamila Glika, ani analizy jak to wpłynęło na nastroje w kadrze, spokój trenera i jego decyzje o składzie na pierwszy i drugi mecz. Nie ma też odpowiedzi na pytanie, dlaczego ćwiczenie dodatkowego wariantu taktycznego, z trójką środkowych obrońców, skończyło się tym że Polska nie miała w mundialu żadnego ustawienia wyćwiczonego do perfekcji. Na Senegal wyszła odważnym ustawieniem, z zamiarem wychodzenia podaniami spod pressingu, a jeszcze przed stratą gola na 0:1 najlepsi piłkarze tej drużyny mieli problem z choć jednym celnym podaniem do przodu.

Przez ostatnie tygodnie, już po raporcie, ale jeszcze przed jego publikacją, rozmawialiśmy z ludźmi kadry o przyczynach mundialowej klęski. Podawane przez nich wyjaśnienia są bardzo różne, czasem wzajemnie się wykluczają. Ale coś o przyczynach porażki w Rosji mówią. I pozwalają zrozumieć choć niektóre wyjaśnienia z raportu.

BŁĄD W MIKROCYKLU PRZED MECZEM Z SENEGALEM. O CO CHODZI?

Mowa o treningu z 17 czerwca, dwa dni przed meczem z Senegalem. W raporcie Adama Nawałki ten trening został uznany za błąd, który mógł wpłynąć na formę kilku piłkarzy w meczu otwarcia: m.in. Łukasza Piszczka, Jakuba Błaszczykowskiego, Piotra Zielińskiego, Arkadiusza Milika, Kamila Grosickiego. Trening był zrobiony o złej porze (początek o 11), w ostrym słońcu i wysokiej temperaturze, a do tego był zbyt długi i zbyt intensywny. „Można wnioskować, że skrócenie czasu trwania oraz przesunięcie godziny przeprowadzenia jednostki w niedzielę 17 czerwca na godziny popołudniowe pozwoliłoby uzyskać optymalną dyspozycję psychofizyczną (…), uwzględniając również obciążenie podróżą do Moskwy i godzinę rozgrywania meczu”.

Dlaczego doszło to tej pomyłki? Dwa dni wcześniej piłkarze zrobili mocny trening, a następny dzień dostali wolny: na aktywny wypoczynek. I badania zrobione pod koniec tego dnia wypoczynku dały bardzo dobre wyniki. Sztab chciał więc powtórzyć ten manewr jeszcze raz przed meczem: niedziela ostatni mocniejszy trening, poniedziałek podróż i wypoczynek, wtorek mecz. Ale trener Adam Nawałka przedobrzył: niedzielny trening był wyznaczony na popołudnie, gdy kadra w ośrodku w Soczi mogła już ćwiczyć w cieniu, we względnym chłodzie. Trener przesunął zajęcia  na przedpołudnie, żeby przyspieszyć wysiłek i dać piłkarzom kilka godzin więcej na regenerację. Trening był mocny, kończył się w pełnym słońcu, trenerowi dyspozycja piłkarzy tak się podobała, że nie chciał im za wcześnie przerywać. I jeszcze po zajęciach niemal wszyscy piłkarze zostali na boisku, by poćwiczyć z piłkami. To była jedna z różnic w przygotowaniu fizycznym w porównaniu do przygotowań do Euro 2016: sztab na zgrupowaniu przed mundialem nie wyganiał piłkarzy z boiska po treningu, pozwalał im zostać i poćwiczyć. – Zastanawiamy się dziś, czy ta dowolność nie sprawiła, że niektórzy pracowali podczas przygotowań do mundialu za dużo. W La Baule w 2016 nie mogli zostawać na indywidualne treningi. A tutaj mogli zostać, postrzelać. Niektórzy mieli przed mundialem niedosyt zajęć typowo piłkarskich, uważali że jest na treningach za dużo taktyki i nie ma czasu na zaprzyjaźnienie się z piłkami. Zostawali więc ćwiczyć stałe fragmenty, wrzutki. Niektórych trzeba zawsze prawie siłą ściągać z takich zajęć, np. Piotra Zielińskiego czy Arka Milika. Podobnie jest z Robertem Lewandowskim, który zostaje najdłużej, bo ćwiczy z którymś z bramkarzy, zazwyczaj Wojtkiem Szczęsnym. A tego dnia zostali niemal wszyscy – mówi jeden z członków sztabu.

Co do wagi tego ostatniego źle zaplanowanego treningu przed Senegalem, nie ma w sztabie zgody. – Z tym mikrocyklem to trochę jak zastanawianie się, które ziarenko soli przesoliło zupę. Na tym poziomie wytrenowania taki błąd nie powinien się aż tak bardzo zemścić. Choć dziś na pewno zrobilibyśmy to inaczej. Zresztą nie tylko to: tego dnia, kiedy Kamil Glik uszkodził bark, można było spokojnie posadzić piłkarzy na rowerki, a nie zarządzać siatkonogę. A Arkowi Milikowi przed meczem z Senegalem mogliśmy zrobić jeszcze więcej treningu w kontakcie. Zderzeń, tarcz itd. – mówi współpracownik Nawałki. Piłkarze mieli przed mundialem kilka takich specjalnych treningów walki  bark w bark, również treningów ze specjalistą od sztuk walki. – Ale Arkowi można było dać większą dawkę. On nie jest boiskowym bandytą, a grał przeciw wielkim Senegalczykom. Powinniśmy wychwycić wcześniej, że może przepaść po dwóch mocniejszych starciach – mówi członek sztabu. Ale nie zgadza się, że przygotowania jako całość były złe.-  Jedni piłkarze byli w formie, inni nie. Pytanie: czy ci drudzy byli w złej formie, bo ktoś im ją zepsuł, czy też nie dało się z nich wycisnąć więcej? Przed Euro wycisnęliśmy ich jak cytryny. Teraz, z dwa lata starszej kadry, już się tak nie dało cisnąć – zastanawia się współpracownik Adama Nawałki. – Usłyszałem po mundialu w kabarecie: gdy  wrzucisz owoce do sokowirówki, to sok poleci tylko za pierwszym razem. Potem już będą tylko trociny. I to mi do tego naszego mundialu bardzo pasuje – mówi jeden z członków sztabu.

W wywiadach po mundialu niektórzy piłkarze – pierwszy zrobił to Łukasz Piszczek -  dawali do zrozumienia, że przegrali mundial właśnie przez złe przygotowanie fizyczne. Kamil Glik powiedział, że nie byli przygotowani nie tylko na 100 procent, ale nawet na 90 procent. Byli też jednak piłkarze, którzy przygotowań publicznie bronili, np. Maciej Rybus, Kamil Grosicki i Grzegorz Krychowiak. Nikt przed mundialem nie zgłaszał sztabowi: trenujemy za mocno. Z naszych informacji wynika, że wyniki testów zmęczeniowych też nie dawały żadnego powodu do niepokoju. – Jeśli chodzi o ścisłe dane, to wyglądały bardzo dobrze – mówi jeden ze współpracowników Adama Nawałki. Kilku liderów kadry było jednak w gorszej formie niż przed Euro, bo jechali na mundial po sezonie z kontuzjami lub po problemach z grą w klubie. Ale swoje w mundialu byli jednak w stanie wybiegać – w statystykach sprintów i biegów o średniej intensywności ustępowali Senegalowi tylko o pół procenta. Nawet z Kolumbią w statystyce sprintów przegrali nieznacznie: o 50 metrów w łącznym dystansie kilku kilometrów. Mało tego: Łukasz Piszczek, który czuł że nie jest w formie i mówił o złym przygotowaniu, we wszystkich statystykach biegowych meczu z Senegalem był lepszy od drugiego bocznego obrońcy, Macieja Rybusa, który mówił po mundialu, że czuł się dobrze przygotowany fizycznie.

PRZYCZYNA DRUGA: ZŁY WYBÓR SKŁADU NA MECZ Z SENEGALEM

Dlatego sztab jest zdania, że te mistrzostwa zostały przegrane raczej w głowach niż w mięśniach. W głowie trenera, który pogubił się przy podejmowaniu decyzji, i w głowach piłkarzy, którzy nie udźwignęli presji, gdy mecz otwarcia zaczął się układać nie po myśli. – My nie przegraliśmy mundialu przez to, że nie było w nogach mocy by przyspieszyć. Tylko dlatego, że piłkarsko nie potrafiliśmy zaaranżować sytuacji, żeby mądrze przyspieszyć. Albo inaczej: problemy motoryczne były, ale nie całej grupy, tylko indywidualne, zależne od tego, kto z czym przyjechał. Na tyle, na ile można było odrobić zaległości wielu piłkarzy, na tyle je odrobiliśmy. Niektórym nie mogliśmy dokręcić śruby, boby nam pękli – mówi członek sztabu.

– Tak było z Łukaszem Piszczkiem. Przyjechał zmęczony jak na Euro 2012, tamten turniej też mu się nie udał. Przed Euro 2016 więcej odpoczywał i widać było różnicę. Przed mundialem nie udało mu się wypocząć. Jesienią miał kontuzję i uważaliśmy, że taka przerwa od grania może mu nawet dobrze zrobić. Ale po wyleczeniu urazu Łukasz grał bardzo dużo, również w końcówce sezonu. Trener Borussii Peter Stoeger walczył o wynik, wiedział że odchodzi z klubu, więc co go obchodziło, że Polska ma mundial, a Łukasz Piszczek jakieś nadzieje z tym związane? A biodro Łukasza jest w takim stanie, że nie można mu robić kumulacji meczów, trzeba ostrożnie. Łukasz wrócił po kontuzji w dobrej formie, ale potem przysiadł od nadmiaru grania – mówi jeden ze współpracowników Adama Nawałki.

– Ja już po meczu z Chile w Poznaniu pytałem chłopaków: co się dzieje z Piszczem? Ale usłyszałem, że to był akurat moment kumulacji zmęczenia i teraz już będzie łapanie świeżości – mówi menedżer jednego z kadrowiczów. - Łukasz miał dobre wyniki testów przed mundialem, również wyniki testów zmęczeniowych. Ale w mecz z Senegalem źle wszedł, pospinało go. I tak swoje wybiegał, tak jak wspomniany Rybus. Tyle że Rybus miał przed sobą mocno pracującego Kamila Grosickiego. A Łukasz musiał też pracować za Kubę Błaszczykowskiego, któremu mecz się bardzo nie udał. Kuba nie był w stanie wybiegać tyle, ile potrzeba na tym poziomie - mówi jeden ze współpracowników Adama Nawałki.

Problemem był nie tyle przebiegnięty przez Błaszczykowskiego dystans, bo przebiegł sporo. Ale z niewielką intensywnością , tutaj Błaszczykowski zdecydowanie odstawałby od Grosickiego nawet wtedy gdyby średnią sprintów i biegów o średniej intensywności wyciągnąć mu tylko dzieląc dystans przez 35 minut, po których złapał kontuzję łydki, a nie przez 45 minut po których zszedł z boiska.

- Zwiódł nas wszystkich towarzyski mecz z Chile, w którym Kuba był jednym z najlepszych i zagrał do końca. Myśleliśmy, że to będzie zapowiedź, że w meczu z Senegalem będzie się potrafił wypruć jeszcze mocniej. Ale nie był już w stanie. Rzucił wszystko na Chile, to był jego szczyt. Pytaliśmy przed Senegalem, czy czuje się gotowy. Zawodnik zawsze powie przed meczem, że jest przygotowany. Ale my jako trenerzy mieliśmy obowiązek wychwycić, że nie jest. Może też zwiodło nas to, że dwa lata temu Kuba nie grał we Fiorentinie a przygotował się do Euro znakomicie. Ale wtedy nie miał kontuzji. A teraz nie dość że od listopada praktycznie nie grał, to przez problemy z plecami wiosną długo nie był w stanie nawet sprintu zrobić – mówi jeden z członków sztabu.

© Thomson Reuters PRZYCZYNA TRZECIA: ZEMŚCIŁ SIĘ WYBÓR WARIANTU NAJBARDZIEJ OFENSYWNEGO, Z ARKADIUSZEM MILIKIEM

Pomyłki z Kubą Błaszczykowskim trudno było uniknąć, biorąc pod uwagę jaką pozycję ma w kadrze ten piłkarz, jak dobrze zagrał z Chile, gdy z całej kadry wybiegał najwięcej metrów. Adam Nawałka mówił nam zresztą dzień po meczu z Senegalem w hotelu kadry, że w przypadku Kuby przymknąłby oczy na wszystkie wątpliwości. „Jego wziąłbym na mundial niezależnie od formy”. I miejsca Błaszczykowskiego w składzie tak naprawdę nikt głośno nie kwestionował, gdy zaczęły się pojawiać pierwsze przecieki co do ustawienia na Senegal. Ale już wokół wyboru Arkadiusza Milika było więcej kontrowersji. Dlaczego aż tak odważnie? Dlaczego nie z dwójką defensywnych pomocników, którzy ubezpieczaliby obronę osłabioną brakiem Glika? Jeszcze na jednym z ostatnich treningów w wyjściowym składzie ćwiczył Jacek Góralski. Ale na ostatnim już było sprawdzane ustawienie z Milikiem.

Historia powrotu napastnika Napoli po kontuzji była piękna, a Milik w pełnej formie jest dla kadry bezcenny. Ale jednak sparing z Chile podpowiadał, że być może jest jeszcze za wcześnie na ważną rolę dla napastnika Napoli. Występ przeciw Chilijczykom mu się nie udał. Ale trenera przekonały treningi. – Tyle że trening to nie mecz. Arek był do tego mundialu przygotowany fizycznie, był przygotowany piłkarsko. Ale nie był gotowy psychicznie. Nie udźwignął tego. Zdekoncentrował się, spiął – mówi jeden z członków sztabu. Milik w najlepszej formie potrafił jak nikt inny przyspieszyć jednym podaniem kontrę Polaków. A w meczu z Senegalem jego niecelne podania zepsuły aż trzy próby wyjścia z kontrą. I mimo uspokajających gestów kolegów Milik już spokoju nie odzyskał.

- Arek wrócił po kontuzji w imponującym stylu. Wyprzedzał wszelkie oczekiwania, pracował w Neapolu miesiącami według indywidualnych rozpisek. To jest tytan pracy. Ale tego dnia w Moskwie zemściło się, że rozegrał w ligowym sezonie tak mało minut. Jemu te minuty liczyliśmy w sezonie 2017/2018 w setkach. A przed Euro 2016 rozegrał ich ponad 4 tysiące. Zresztą, piłkarz którzy grali mniej niż przed Euro można wyliczać długo. Grzesiek Krychowiak grał dwa razy mniej niż przed Euro, a to typowy zawodnik rytmu meczowego. Kamil Grosicki grał wiosną bardzo mało. I choć fizycznie się przygotował bardzo dobrze, bo dostał z PZPN indywidualnego trenera, który pracował z nim w Hull, to zabrakło mu ogrania na boisku. Trochę też sobie sam narobił problemów, bo postawił na dobre przygotowanie do mundialu, i przestał się przykładać do klubowych obowiązków. Przez to też grał w klubie mniej niż mógł.  No i stracił w ostatnim czasie trochę skupienia na piłce, zbyt wiele pozaboiskowych spraw go rozpraszało – mówi jeden z członków sztabu. Dyskusyjna była także kwestia obsady bramki. Adam Nawałka postawił ostatecznie na Wojciecha Szczęsnego. Gdyby mógł wybierać drugi raz, być może zdecydowałby się na Łukasza Fabiańskiego. Bramkarz Swansea miał za sobą świetny sezon i bardzo źle przyjął decyzję, że będzie numerem dwa.

PRZYCZYNA CZWARTA: ADAM NAWAŁKA PRZEGRAŁ POJEDYNKI TAKTYCZNE Z TRENERAMI RYWALI

Znaków ostrzegawczych przed meczem z Senegalem było bardzo wiele. A jednak ostatni trening w Soczi utwierdził Adama Nawałkę w przekonaniu, że warto postawić na najodważniejszy wariant. Mimo, że zdania obserwatorów dotychczasowych treningów w Soczi były podzielone: niektórzy uważali, że to zbyt ryzykowne, nie wszyscy piłkarze pierwszego składu są na to wyzwanie gotowi. Trener spodziewał się jednak, że to Senegal będzie chciał ruszyć na Polaków, by Sadio Mane mógł siać wiatr w obronie rywala. I to otworzy przestrzenie dla kontr. Ale Senegal nie ruszył, trzymał gardę.

- Nam się czasami wydaje, że my jesteśmy pępkami świata, a rywale to goście znikąd. Wszyscy doceniali piłkarzy Senegalu, ale chyba nie doceniali ich trenera Aliou Cisse.  A to był facet, który grał na mundialu w 2002 roku, który miał w sztabie uczestników tamtego mundialu. Który ma czterdzieści parę lat i świeże doświadczenie z wielkiej piłki. Mało tego. To był gość, który nie był talentem jako piłkarz. Który wszystko na boisku wyszarpał nogami i sercem. I można się spodziewać, że dokładnie tak samo pracuje jako trener. Czy my myślimy, że oni nie wiedzieli jakie są nasze słabe punkty? Nie widzieli, ile minut grał Kuba w klubie? Nie widzieli, że Łukasz Piszczek jest profesorem czytania gry, znakomitym taktykiem, że jest  świetny gdy można przebiec, odpocząć, rozegrać. Ale nie można go zostawić bez wsparcia w pojedynkach? Myślicie, że oni nie czytali naszych gazet ze składem? Przecież oni dokładnie wiedzieli, kogo u nas wziąć na cel. Świetnie się na nas przygotowywali – mówi członek sztabu. Polski sztab też wysyłał swoich ludzi na przeszpiegi u Senegalczyków, ale bez takich efektów. – Oni byli bardzo szczelni- mówi członek sztabu Nawałki. Aliou Cisse na konferencję przed meczem z Polską przyszedł z kapitanem kadry Cheikhou Kouyate, a potem nie wystawił go w podstawowym składzie. - U nas informacje dość szybko wyciekały, nie byliśmy zaskoczeniem dla żadnego rywala i to też powiększało nerwowość. Trener na treningach cały czas mieszał, maskował się, żeby nie odkryć wszystkich kart i coś utrzymać w tajemnicy. Ale to już jest inny komfort pracy. Z drugiej strony, to normalne, że informacje wyciekają, gdy się pracuje z jedną grupą piłkarzy tak długo. Najpierw grupa jest szczelna, potem o to trudniej, bo rośnie grono tych, którzy kiedyś mieli miejsce w składzie, dziś nie mają, itd. – mówi jeden z członków sztabu.

Przestrzelona strategia na mecz z Senegalem oznaczała, że Polska  zamiast aranżować sytuacje pozwalające przejść do kontry, musiała budować akcje cierpliwie od tyłu. A żaden ze środkowych obrońców, ani Thiago Cionek ani Michał Pazdan, nie jest dobry w wyprowadzaniu piłki. Akcje zaczynały się więc wolno, odwracanie kierunku rozegrania też było ślamazarne. Rywal zawsze zdążał się przesunąć tam gdzie trzeba. I czekał na odzyskanie piłki. A okazji do tego było mnóstwo, bo polscy pomocnicy rozgrywali fatalnie, a napastnikom, również Robertowi Lewandowskiemu, odskakiwała piłka.  I gdy Senegal strzelił pierwszego gola, po kontrze rozpoczętej odebraniem piłki Piszczkowi, Polacy na dłużej stracili i pomysł, i rezon.

– Każdy się chował za plecami kolegi, byle tylko nie dostać piłki. Może to stąd się potem wzięły te głosy, że piłkarze nie mieli siły, że im się walczyć nie chciało. A oni stali, bo nie wiedzieli, jak się zabrać do odrabiania strat – mówi członek sztabu.

Piłkarze od początku meczu czuli, że coś jest nie tak. Wojciech Szczęsny powiedział potem, że to był jeden z tych meczów, w których się od razu wyczuwa złą energię. Nie potrafili na to zareagować. - To była zawsze drużyna schematów, a nie indywidualnych szarż. Taki był styl pracy Adama Nawałki: wszystko wyćwiczyć, zautomatyzować. To miało mnóstwo zalet, wycisnęło z drużyny maksimum, bo maskowało większość jej słabych punktów. Ale miało też słabą stronę: gdy mecz się nie układał, Polakom bardzo trudno było zareagować, odwrócić bieg spotkania. Nie mamy takich piłkarzy, którzy sami wezmą piłkę i przedryblują kilku rywali. Robert Lewandowski też takim piłkarzem nie jest  - mówi członek sztabu Nawałki.

– Byliśmy najgorszą drużyną mundialu jeśli chodzi o dryblingi – mówił Zbigniew Boniek podczas pożegnalnej konferencji Adama Nawałki. – Zabrakło nam lidera, jednego takiego gościa, który to pociągnie. Nie było go, przez to jak wyglądaliśmy, również fizycznie. W eliminacjach mieliśmy wielu liderów – mówił Łukasz Piszczek w wywiadzie dla „Łączy nas Piłka”.

– Na pewno powtarzanie schematów ograniczyło w pewnym stopniu kreatywność liderów, odzwyczaiło od niej. Ale pytanie, czy my mamy tak dobrych piłkarzy, żeby zdać się na ich luz i inwencję? W każdym razie, tego dnia schematy nie działały, rozpadły się automatyzmy zwłaszcza na prawej stronie. I nikt nie dał sygnału do zrywu. A inna sprawa, że trudno jest zamaskować słabe punkty, gdy jest ich aż tak wiele jak tego dnia przeciw Senegalowi – mówi jeden z członków sztabu. – Graliśmy właściwie w ośmiu – dodaje menedżer jednego z kadrowiczów.  

Jakub Błaszczykowski zszedł przed przerwą z drobną kontuzją i już w mundialu nie zagrał, w meczu z Japonią stał przy linii gotowy do zmiany, ale  nie udało się jej przeprowadzić. Arkadiusz Milik został zmieniony w drugiej połowie meczu z Senegalem i już w MŚ nie zagrał. Łukasz Piszczek wystąpił jeszcze z Kolumbią, w meczu z Japonią był już na ławce. – I dyrygował drużyną jak trener, podpowiadał kolegom jak się ustawiać. W kadrze mieliśmy zasadę, że nikt ze sztabu poza Adamem Nawałką nie może się odzywać podczas meczu, żeby nie wprowadzać chaosu. Ale dla Łukasza był wyjątek. Wiemy, ile kadrze dał, ile widzi na boisku. Każdy z nas oddałby mu własne biodro, gdyby to tylko było możliwe. Ale niestety, nie ma przypadku w tym, że Łukasz pożegnał się już z kadrą. Zdrowie nie pozwalało mu już na tak wiele jak wcześniej – mówi sztabowiec Nawałki.

- Na Japonię wyszliśmy z dwoma defensywnymi pomocnikami, a na Senegal z jednym. I to chyba mówi wszystko. Myślę że trener, szukając pewności przed otwarciem mundialu, instynktownie się cofnął do tego, co zadziałało w meczu otwarcia Euro 2016. Chciał wystawić jak najwięcej tych piłkarzy, którzy przeszli wtedy próbę – mówi prezes PZPN Zbigniew Boniek, tłumacząc decyzje Nawałki. – Potem trafiliśmy na Kolumbię i też po straconym golu już nie było pomysłu na odrobienie strat. Kolumbia była lepsza od nas, ale też pewne okoliczności jej pomogły, biedny Maciej Rybus nie był w stanie bez wsparcia kolegów powstrzymać Juana Cuadrado, bo nie da sobie z tym rady 99 procent obrońców, jeśli się Cuadrado zostawi takie prerie do biegania jakie my zostawiliśmy – dodaje wiceprezes związku Marek Koźmiński.

- Po fakcie rzeczywiście tak to wygląda. Ale kto dzień przed meczem z Senegalem powiedział zdecydowanie: grajmy bez Kuby, bez Arka, może i bez Grosika? Kto miał wejść za nich i zagwarantować poziom światowy? Nie mamy wielu takich, którzy z poziomu ligowego potrafią się wznieść na poziom wyżej podczas turniejów. Potrafi to Michał Pazdan. Potrafi Krzysiek Mączyński, ale nam wypadł w ostatniej chwili – mówi jeden ze współpracowników Nawałki. – Trener popełnił błędy, bo jest tylko człowiekiem. My możemy teraz dywagować przez dwa miesiące, a decyzje się w mundialu podejmuje w ciągu jednej nocy. I trzeba to zrobić w sytuacji, gdy nie ma szefa obrony Kamila Glika, bo uszkodził się jeszcze przed wyjazdem do Rosji.

PRZYCZYNA PIĄTA: KONTUZJA KAMILA GLIKA: CIOS NIE TYLKO W OBRONĘ, ALE I ATMOSFERĘ W GRUPIE

Wbrew powracającym plotkom, Kamil Glik uszkodził bark podczas treningu, a nie imprezy w Arłamowie. Impreza tej nocy rzeczywiście w kadrze była, zorganizowana za przyzwoleniem Adama Nawałki na zakończenie zgrupowania w Arłamowie. Zabawa miała się odbyć dzień wcześniej, z rodzinami, ale burza wymusiła przesunięcie o jeden dzień wewnętrznego sparingu, który miał rozwiać ostatnie wątpliwości co do powołań. Przesądny Adam Nawałka potraktował to zresztą jako zły znak i powiedział później, już po mundialowej klęsce, jednemu z działaczy PZPN: „Źle to się wszystko zaczęło w Arłamowie i źle się potem skończyło”. W dniu zaplanowanej imprezy był tylko występ kabaretów, po nim piłkarze szybko poszli do łóżek, żeby wypocząć przed walką o miejsca w kadrze. A zabawę przesunięto z soboty na niedzielę.  Krąży o tej imprezie mnóstwo plotek, ale jak mówi jeden z członków sztabu: – Bywały weselsze wieczory w kadrze niż ten. Nikt podczas tej imprezy mundialu nie przegrał, nawet jeśli wypił trochę za dużo – mówi jeden z członków  sztabu.  Adam Nawałka zawsze powtarzał, że w kadrze ma kilku ułanów i oni nie mogą funkcjonować tylko na baczność-spocznij. Afera hotelowa w eliminacjach wybuchła nie dlatego, że piłkarze się zabawili, tylko dlatego, że zrobili to za plecami trenera. Z imprezą w Arłamowie było inaczej, ona była nie tylko za przyzwoleniem, ale wręcz z inicjatywy trenera. A o tym, czy była też grupa rozrywkowa, która bawiła się i wtedy, gdy przyzwolenia nie było, nikt w sztabie nie chce rozmawiać. O zgrupowaniu w samym Soczi słychać natomiast, że tam piłkarze byli wręcz zbyt grzeczni. Odcięli się od świata w luksusowym hotelu, zrezygnowali z wyjść. – A po tym jak się ukazały zdjęcia paparazzich to już nawet wyjście na balkon czy na basen było wydarzeniem. Prezes Boniek powiedział: „Co wy się zdjęciami przejmujecie? Wyjdźcie na basen i wypnijcie tyłki, niech sobie zdjęcia robią. Mogę nawet pójść z wami”. Nikt nawet nie zareagował – opowiada jedna z osób ze sztabu. Każdy przeżywał porażkę w meczu otwarcia po swojemu i drużyny już nie dało się zjednoczyć i podnieść. Zwłaszcza że na boczny tor po meczu z Senegalem zostali odsunięci piłkarze bardzo ważni dla kadry: Kuba Błaszczykowski, Kamil Grosicki, Arkadiusz Milik. Jeśli do tego dodać rehabilitującego się przez dwie trzecie fazy grupowej Glika, trudno się dziwić, że to wszystko zaczęło pękać.

- Natomiast wersja, że Kamil Glik miał sobie w Arłamowie zrobić krzywdę w hotelu, to kompletna bzdura. To był luźny trening na koniec zgrupowania, Kamil grał w siatkonogę na jednym z boisk, źle wylądował po przewrotce, wstał na moment, próbował podnieść rękę, udowodnić sobie, że nic się z barkiem nie stało. Początkowo nikt się tym nie przejął, obok na innych boiskach do siatkonogi piłkarze dalej popisywali się przewrotkami. Ale gdy Glik położył się na trawie i pokazał, że potrzebuje pomocy, zrobiło się cicho – opowiada jeden ze świadków. Do kontuzji doszło w dniu ogłoszenia kadry na mundial. Burza była w sobotę, a w poniedziałek w kadrę trafił grom z jasnego nieba:  straciła na dwa mecze mistrzostw piłkarza, który na liście tych, na których trzeba chuchać i dmuchać, by uniknęli kontuzji, był numerem dwa, tuż za Robertem Lewandowskim.

– Trener nie dał poznać po sobie, ale to był dla niego straszny cios. Stracił lidera obrony i to jeszcze w okolicznościach, których można było uniknąć. Tak jak mówiłem, mogliśmy tego dnia, po nerwowym weekendzie i zarwanej nocy, spokojnie posadzić piłkarzy na rowerki, a nie zarządzać siatkonogę – mówi jeden ze współpracowników trenera.

Przez uraz barku wypadł z gry lider obrony, przy którym każdy inny stoper kadry gra lepiej. A bez niego wkrada się niepokój. Kontuzja Glika i to, że Nawałka był początkowo gotowy jechać na mundial bez niego, uwypukliło też podczas mundialu podziały w kadrze. Trener nie wierzył w szybkie wyleczenie stopera Monaco i chciał już całą energię włożyć w ćwiczenie wariantów zastępczych. Glik poczuł się tym nieco dotknięty. Miał też początkowo żal o to, że Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek nie muszą przyjeżdżać na zgrupowanie w Juracie, a on musi (sztab przekonywał, że problemów Glika ze ścięgnami Achillesa nie da się rozwiązać samym odpoczynkiem, piłkarz musi być pod okiem specjalistów). A to wszystko nałożyło się na trwającą już od dawna cichą rywalizację o rząd dusz w kadrze. Po Euro 2016 kilku polskich piłkarzy zrobiło wielki skok w karierach: sportowy, finansowy, prestiżowy. Kamil Glik przeszedł do Monaco, Grzegorz Krychowiak do PSG, Arkadiusz Milik do Napoli, a pozycja Roberta Lewandowskiego w Bayernie mocno urosła po sezonie 2015/2016. Tak gwiazdorskiej kadry Polska nie miała od dawna. I nie wszystkim, co naturalne, pasowała w kadrze rola w cieniu Lewandowskiego. Iskrzyło też już od dawna, jeszcze przed Euro 2016, między Glikiem a Krychowiakiem. – Pojawił się w całej kadrze po Euro pewien element próżności – jak to ujmuje jeden ze współpracowników Adama Nawałki. To działo się już w eliminacjach mundialu, i w awansie nie przeszkodziło. Mało tego, podczas samego mundialu atmosfera była i tak lepsza, niż się tego sztab obawiał podczas kilku miesięcy przygotowań, po awansie do MŚ. Ale podczas takich turniejów nie wystarczy poprawność relacji w grupie, potrzeba czegoś ekstra, jeśli chodzi o atmosferę, i tego nie udało się w tej grupie wzbudzić. – Nie chodzi o to, że były między nimi jakieś wielkie kłótnie. Oni się dalej odnosili do siebie z dużym szacunkiem. Nie było żadnego przesilenia, żadnego wybuchu. Ale też już nie było tej radości z bycia razem jak w najlepszych czasach kadry. Coraz więcej osób chodziło swoimi drogami, w swoich grupkach – mówi jeden ze współpracowników Nawałki. Gdy PZPN zorganizował dla piłkarzy specjalny pokaz filmu „Gwiazdy”, o Janie Banasiu, zjawiło się na nim ledwie czterech piłkarzy. – No i najważniejsze: zabrakło jakiegoś dobrego impulsu z boiska. Żeby im się coś wspólnie udało, poniosło ich jak w Euro 2016. Tu ich nic dobrze nie ukierunkowało. Roberta Lewandowskiego też nie, choć naszym zdaniem przyjechał na mundial lepiej przygotowany fizycznie niż na Euro.

Jeden ze współpracowników Adama Nawałki zwraca uwagę, że być może sztab popełnił błąd, nie korzystając z pomocy psychologa. Włączył go do swojego sztabu Jerzy Brzęczek. – I myślę, że Jurek dużo tym zyska. W naszej kadrze pewne impulsy po prostu wygasły z czasem. Piłkarze się przyzwyczaili do siebie, do nas. A w tym czasie robili wielkie kariery, przenosili się w inny wymiar finansowy, to jest ogromna próba dla psychiki, dla poczucia wspólnoty. I może w pewnym momencie zabrakło w tej kadrze dobrej rozmowy. Zabrakło kogoś, kto by trochę objaśnił tym chłopakom nowy świat, w którym wylądowali, pootwierał ich na nowo na siebie nawzajem, odnowił więzi. Grupki istniały w reprezentacji od dawna, ale teraz te grupki stały się bardziej szczelne, już nie chciały się tak otwierać na wspólnego lidera, a i lider, Robert Lewandowski, był coraz bardziej zajęty swoimi sprawami. Zabrakło tej grupie spowiednika, a trenerom piłkarze nigdy się nie będą tak zwierzać. I może za to też zapłaciliśmy w Rosji – mówi współpracownik Nawałki.

Do tego kontuzja Kamila Glika sprawiła, że drugi naturalny lider kadry był przez większą część mundialu na uboczu. Ćwiczył własnym rytmem, indywidualnie, oceniał dość krytycznie to co pokazała drużyna w meczach z Senegalem i Kolumbią,  wrócił do podstawowego składu dopiero na mecz z Japonią. – Bez Kamila Glika Michał Pazdan staje się innym Michałem Pazdanem, traci dużo pewności siebie. Thiago Cionek też inaczej gra przy Gliku, inaczej przy Pazdanie – mówi członek sztabu. Adam Nawałka początkowo w roli zastępcy Glika widział Jana Bednarka. Ale przed meczem z Senegalem jednak stracił do niego przekonanie (mogło chodzić o niedyspozycję zgłoszoną przez piłkarza w drugiej połowie meczu z Litwą, trener miał to odebrać jako chęć oszczędzania się na mundial) i postawił na Thiago Cionka. Pierwszego gola w mundialu Polska straciła po jego niefortunnej próbie wybicia, która się skończyła trafieniem samobójczym. W zamieszaniu które skończyło się drugim golem dla Senegalu brał udział Jan Bednarek, wprowadzony do trójki środkowych obrońców po przerwie. I oczywiste są pytania czy do takich błędów i nieporozumień doszłoby również gdyby mógł grać Glik. Dlatego potem jeszcze wiele razy powracało w Soczi w nieoficjalnych rozmowach: gdyby nie ta burza, od niej się zaczęło wszystko co złe. – Nieobecność Kamila to była kolejna cegła wyjęta z tego muru pewności siebie, który sobie kadra budowała za kadencji Nawałki – mówi osoba ze sztabu. – Gdy to wszystko poskładać w całość, zrobiła się już spora wyrwa w obronie. Zwłaszcza, że piłkarze nie byli do końca przekonani do ćwiczenia wariantu z trójką w obronie.

PRZYCZYNA SZÓSTA: ZMIANA TAKTYKI OSŁABIŁA STARE AUTOMATYZMY, A NIE STWORZYŁA NOWYCH

Od czasu 0:4 z Danią na finiszu  eliminacji i słów trenera Duńczyków Age Hareide, że Polska stała się przewidywalna, Adam Nawałka intensywnie szukał nowych rozwiązań. Jak powiedział podczas pożegnalnej konferencji, zauważył, że drużyna już w pewnych sprawach niedomaga. Chciał w strukturę zespołu wbudować jakiś dodatkowy bezpiecznik. Stąd próby z trójką obrońców, które początkowo miały dać Polsce tylko dodatkowy wariant gry i elastyczność, ale potem były dopracowywane jako wariant niemal równorzędny z dotychczasowymi. I to już budziło opór piłkarzy. – Liderzy kadry byli zdania, że skoro umiemy całkiem nieźle grać z czwórką obrońców, to powinniśmy ćwiczyć to dalej, żeby umieć jeszcze lepiej. Przyjmowali tłumaczenia, że potrzebujemy tego wariantu choćby dla zasłony dymnej, ale nie byli przekonani, że trzeba na to poświęcać aż tyle czasu. Lepiej skupić się na ustawieniu z czwórką. Trener dyskutował o tym z nimi, znał zdanie na ten temat Roberta Lewandowskiego, Łukasza Piszczka, z którymi często konsultował się w sprawie taktyki. Ale nalegał, żeby jednak pracować dalej nad nowym ustawieniem, zwiększać możliwości. - W samolocie do Rosji Robert Lewandowski uspokajał piłkarzy, że ustawienie z trójką to będzie zmyła, zagramy czwórką. I rzeczywiście, tak zaczęliśmy mundial. Ale już w drugiej połowie z Senegalem była zmiana na trójkę, tak wyszliśmy na Kolumbię, a potem znów była zmiana i powrót do czwórki na Japonię. I pozostał potem żal, że się tak miotaliśmy. Do nich wszystkich, do sztabu i piłkarzy, dopiero w trakcie mundialu dotarło, że Polska powinna być w tym mundialu Szwecją: zdyscyplinowaną, przewidywalną, skuteczną w przeszkadzaniu życia rywalom. Może nudną, ale skrojoną na miarę możliwości. A my chcieliśmy przejść o szczebel wyżej. Niepotrzebnie. Trener odchodził od tego co w tej drużynie działało automatycznie, a nowe automatyzmy się nie urodziły – mówi jedna z osób z otoczenia kadry.

PRZYCZYNA SIÓDMA: SELEKCJA.

Gdy się czyta raport Adama Nawałki i słucha rozmów z tymi, którzy byli przy kadrze w Rosji, można mieć wrażenie, że wiele tych problemów można było rozwiązać tylko w jeden sposób: robiąc większe wietrzenie w kadrze, odważniejsze powołania, wymianę pokoleniową. Raport sztabu selekcji poświęca niewiele uwag, wychodząc z założenia, że błędów tu nie było. Ale są powody by przypuszczać, że Adam Nawałka ma wątpliwości, czy dobrze zdecydował. Podczas pożegnalnej konferencji niepytany opowiadał o tym, że była młodzież, ale jednak postawił na piłkarzy ważnych dla tej kadry, a czas młodych może nadejdzie już jesienią 2018. Tak nie brzmi głos selekcjonera pewnego, że się w selekcji nie pomylił.  – Adam powiedział nam w pewnym momencie: chyba jednak na młodych nie postawię, bo z młodzieżą w wielkim turnieju nie wygrasz – mówi jeden z działaczy PZPN. I przy selekcji trener działał zachowawczo. Jeśli jego sprawdzeni żołnierze nie mieli problemów ze zdrowiem – jak Krzysztof Mączyński – to mieli z reguły pierwszeństwo przed młodzieżą. - Adam nie chciał niszczyć tego, co wcześniej stworzył. Na każdego nowego piłkarza patrzył tak: o, dobry, będzie z niego pożytek, ale za rok, za dwa, niech dojrzeje – mówi wspomniany działacz. Choć ta reguła nie była żelazna, bo nie tylko powołanie, ale i ważną rolę na mundialu dostali Dawid Kownacki czy Jan Bednarek, który wskoczył do kadry dzięki świetnej wiośnie. A o rywalizacji Sławomira Peszki z Przemysławem Frankowskim współpracownicy Adama Nawałki mówią, że to skrzydłowy Jagiellonii nie dość mocno się starał podczas sprawdzianów, zwłaszcza jeśli chodzi o pracę w obronie.

- W selekcji na mundial Adam postawił na starszych, a już podczas mundialu sięgnął po młodzież. Ale po Senegalu to z kadry już nie było co zbierać. I taki to był mundial: każdy chciał dobrze, ale też każdy mógł zrobić coś lepiej. Zabrakło może świeżego spojrzenia, może więcej intuicji, może i sztab był już zmęczony tym pracoholizmem narzuconym przez trenera. I to zabiło w Adamie i jego asystentach kreatywność – słychać w PZPN. Adam Nawałka w mundialu zapłacił za to, co wcześniej wypracował: dopóki Polska była drużyną jedną z wielu i rywale się na nią specjalnie nie nastawiali, wiele rzeczy przychodziło łatwiej. A gdy już była w czołówce rankingu, i pod lupą, coraz trudniej jej było wyciskać najmniejsze nawet przewagi nad rywalami. Stopniowo, z jednego zwycięskiego meczu na drugi, z jednego awansu na kolejny – awansu pod każdym względem, nie tylko do turniejów - kadra ludzi zgłodniałych sukcesu stawała się kadrą strefy komfortu. I było to zmiany na tyle niedostrzegalne, że przed mundialem nie uruchomiły się żadne alarmy. Aż do zderzenia z Senegalem. I dopiero potem się okazało, jak bardzo już odczucia piłkarzy rozjechały się z odczuciami kibiców. Tak też było w Euro 2016, tylko wówczas w przeciwną stronę: piłkarze lądowali w Polsce ze spuszczonymi głowami, rozczarowani porażką w ćwierćfinale, a odkryli po powrocie, że w kraju witają ich jak bohaterów. Teraz, zamknięci w swoim świecie w Soczi, gdzie im mundial przeciekł między palcami, po porażkach nie bili się w piersi tak, jakby tego kibicujący im oczekiwali. I to się na dłuższą metę okazało dotkliwszą ich porażką niż te dwie boiskowe z Moskwy i Kazania. 

Polska - Irlandia. Brzęczek: W bramce stanie Szczęsny. Będą też inne zmiany



Jarosław Kaczyński i Joachim Brudziński Następny artykuł

Czekają nas przyspieszone wybory?

Reklama
Reklama

Więcej na Sport.pl

Reklama
Reklama
Reklama
image beaconimage beaconimage beacon