Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

„Dobra zmiana”? Idea IV RP zdechła, a Piłsudski poszedł do kąta

Logo Newsweek Polska Newsweek Polska 2017-07-28 Aleksandra Pawlicka

© pap

– Kiedyś w myśleniu Kaczyńskiego był kierunek sanacyjny, piłsudczykowski, idea budowania Polski na pewnych mitach, ale to zostało zarzucone – mówi w rozmowie z „Newsweekiem” historyk idei prof. Marcin Król. – Skoro więc o nic nie chodzi, poza władzą dla władzy, można by założyć, że to postawa nihilistyczna, ale żeby być nihilistą, trzeba być wybitnym człowiekiem – dodaje.

NEWSWEEK: Czuje się pan jako obywatel bankrutem?

PROF. MARCIN KRÓL: Trudno się nie czuć, choć muszę poczynić dwa zastrzeżenia: po pierwsze – tego rodzaju ciosów doznają także inne kraje Zachodu, i po drugie – mnie od dawna nie podobała się droga, którą idziemy, czyli liberalna demokracja. To, z czym mamy dziś do czynienia, przewidziano prawie 200 lat temu, i ja – mała mrówka – także o tym pisałem.

W książce pod tytułem „Byliśmy głupi” ostrzegał pan, że jeżeli nie zdecydujemy się na zmiany, demokracja neoliberalna nie przetrwa kolejnego półwiecza. Poszło jak widać znacznie szybciej.

– Niestety. Alexis de Tocqueville już w XIX wieku ostrzegał w „Demokracji w Ameryce”, że największym zagrożeniem demokracji jest tyrania większości rozumianej jako większość obywateli, ale przede wszystkim jako większość parlamentarna. Jego korespondencja na ten temat z Johnem Stuartem Millem to fascynująca lektura.

Obu uznaje się za twórców liberalizmu demokratycznego.

– Dla Tocqueville’a tyrania większości parlamentarnej jest groźna, dla Milla – śmiertelna. Dlatego ten drugi uważa, że bez elitaryzmu zagwarantowanego prawem demokracja nie ma szans, bo obywatele są najzwyczajniej w świecie głupi. Głupi w cudzysłowie, bo nie chodzi o jakość umysłu, ale o niedostateczne poinformowanie, niedostateczne zaciekawienie, niedostateczną gotowość do uczestnictwa. To, z czym mamy dziś do czynienia w Polsce, to tyrania większości parlamentarnej.

Jesteśmy wobec niej bezsilni?

– Niezupełnie. Nie zgadzam się z tymi, którzy ogłaszają śmierć demokracji. Jest kilka sposobów, aby ją obronić, choć wymaga to dobrej koniunktury. Wielu filozofów, od Machiavellego poczynając, mówiło, że bez sprzyjającej fortuny nie da się dokonać przemian. Czasami trzeba więc odrobinę poczekać. Doskonale wiedział o tym Churchill, który na swój moment w historii czekał 20 lat, będąc wcześniej posłem wyśmiewanym, poniżanym, którego nikt nie chciał słuchać.

Jaki będzie następny etap działań PiS-u?

– To jest kluczowe pytanie. Wiem, że to, co powiem, wzbudzi niechęć moich kolegów prawników, ale zniszczenie wymiaru sprawiedliwości, choć jest sprawą fundamentalną z punktu widzenia funkcjonowania państwa, nie jest jedyną i chyba nie najważniejszą.

prof. Marcin Król, historyk idei „Newsweek” „PiS uczyniło ukochanego suwerena służącym. To cecha wszystkich populizmów – powoływanie się na naród, aby mówić mu, co jest moralne, a co nie. PiS nie jest niczyim reprezentantem, ani narodu, ani suwerena” PiS uczyniło ukochanego suwerena służącym. To cecha wszystkich populizmów – powoływanie się na naród, aby mówić mu, co jest moralne, a co nie.

Co jest najważniejsze?

– Niszczenie pluralizmu. Niszczenie wolności – mojej, pani i wszystkich obywateli. Nie jestem pewien, czy studenci, z którymi prowadzę zajęcia, będą się chcieli zabijać za prawo, ale za pluralizm już prędzej. Pluralizm to gwarancja wolności. Nie tylko zapisana w prawie, ale funkcjonująca także w obyczajach. Nie chodzi o możliwość wyboru: pojechać do Egiptu czy do Tunezji, bo to jest wszystko jedno, ale o pewność, że mogę robić, co chcę i jak chcę, dopóki nie naruszam czyjeś wolności. A to właśnie próbuje nam zmienić Kaczyński et consortes.

Urządzić wszystkim świat na własną modłę?

– Co przeczy tradycji demokratycznego świata. Politycy nie są od moralności. Te dwie sfery nie mają albo – mówiąc precyzyjniej – nie powinny mieć nic wspólnego. Politycy są od skutecznego wykonywania zadań, które powierzyło im społeczeństwo, a nie od tego, żeby mówić, w co mamy wierzyć i jak mamy wierzyć. To są nasi, powtarzam to w kółko, służący. Nikt nie pyta służącego, czy włożyć cylinder, czy kapelusz. Po prostu każe mu przynieść kapelusz.

PiS odwróciło te role?

– Uczyniło ukochanego suwerena służącym. To cecha wszystkich populizmów – powoływanie się na naród, aby mówić mu, co jest moralne, a co nie. PiS nie jest niczyim reprezentantem, ani narodu, ani suwerena. PiS ma tylko większość parlamentarną, dzięki której urządza nam życie. A to oznacza tyranię.

Wielu mówi, że to zamach stanu.

– W jakim sensie: zamach?

W takim, że władza zmienia ustrój państwa bez zmiany konstytucji. Zamach bez użycia siły, ale z pogwałceniem prawa.

– Będę się upierał, że to tyrania albo despocja, jak kto woli. Inna rzecz, że kompletnie nie wiadomo, czemu ta tyrania służy. Dla historyka idei, jakim jestem, to bardzo ciekawe zjawisko, którego nie mieliśmy dotychczas w dziejach.

A na Węgrzech?

– Węgry w wyniku obu wojen, a zwłaszcza pierwszej, stały się krajem, którego połowa obywateli znalazła się poza granicami. Sytuacja Kaczyńskiego jest inna niż Orbána. Można go porównać do Lenina, Hitlera czy Mussoliniego, ale czy Kaczyński chce zbudować jakąś polską III Rzeszę? Albo polską utopię komunizmu? Czy wiemy, dokąd to PiS na końcu chce dojść?

Była idea IV RP.

– Dawno zdechła. Kiedyś w myśleniu Kaczyńskiego był kierunek sanacyjny, piłsudczykowski, idea budowania Polski na pewnych mitach, ale to zostało zarzucone. Piłsudski poszedł do kąta. Skoro więc o nic nie chodzi, poza władzą dla władzy, można by założyć, że to postawa nihilistyczna, ale żeby być nihilistą, trzeba być wybitnym człowiekiem. Wydaje mi się, że Kaczyńskim i tą formacją kieruje wyłącznie nienawiść i chęć zemsty na tych, od których doznali upokorzenia. Pisowcy to ludzie, którym nieustająco ulewa się żółć. Żółciowcy, a Kaczyński to pierwszy żółciowiec RP.

Ładne określenie: żółciowiec.

– Inaczej mówiąc: człowiek, który żyje negacją, złem po prostu. W tym sensie jest swego rodzaju diabłem.

Reklama
Reklama

Więcej na Newsweek.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon