Użycie tej witryny jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na wykorzystanie plików cookie na potrzeby analiz, dostarczania spersonalizowanej zawartości oraz reklam.
Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Arogancja i pycha gubią partię władzy

Logo Rzeczpospolita Rzeczpospolita 2017-02-08 Jacek Nizinkiewicz
Partia Kaczyńskiego bardzo szybko weszła w buty poprzedników. A właściwie, doszło do zamiany ról. PiS nie chce dzisiaj pamiętać, że był opozycją totalną. © Fotorzepa, Jerzy Dudek Partia Kaczyńskiego bardzo szybko weszła w buty poprzedników. A właściwie, doszło do zamiany ról. PiS nie chce dzisiaj pamiętać, że był opozycją totalną.

Czego PiS nie nauczyło się od PO

Rząd Beaty Szydło nie ma lekko. Bezpardonowo krytykowany jest od pierwszych dni nie tylko przez przeciwników politycznych, ale też znaczącą część publicystów. Bardzo szybko zaczęły się pojawiać porównania do bolszewizmu, autorytaryzmu czy dyktatury. Są to stwierdzenia nieuczciwe i krzywdzące. Prawo i Sprawiedliwość w kampanii nie ukrywało, że nie zamierza kontynuować polityki poprzedników, a zapowiadało zmianę polityki i przebudowę elit. Można się z PiS nie zgadzać, ale trzeba oddać partii Jarosława Kaczyńskiego, że jest konsekwentna w swoich działaniach i realizuje większość obietnic.

Oczywiście nie wszystkie, ale też nie sposób zrealizować całego programu w półtora roku. Sondaże pokazują, że wyborców PiS rządzący nie zawodzą. Co prawda przy tak dużym rozdawnictwie można było spodziewać się większego poparcia, ale PiS i tak deklasuje konkurencję. Na tle wciąż pogubionej opozycji, pozbawionej wizji i silnych liderów, PiS wciąż jawi się jako partia bezkonkurencyjna. Wzmożone ataki PO i Nowoczesnej oraz protesty KOD w nieznacznym stopniu osłabiły PiS. Również Beata Szydło cieszy się sporym zaufaniem Polaków i wydaje się, że jej pozycja jest niezagrożona. Więc skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle?

Zamiana ról

Partia Jarosława Kaczyńskiego bardzo szybko weszła w buty poprzedników. A właściwie doszło do zamiany ról. PiS nie chce dzisiaj pamiętać, że był opozycją totalną. Czas trwania w opozycji poświęcił na ostrą krytykę rządzących. Bronisław Komorowski nazywany był przez Kaczyńskiego prezydentem wybranym przez pomyłkę.

Szef PiS nie podawał ręki urzędującemu prezydentowi RP. Oprotestowywał też prawie wszystkie posiedzenia Rady Bezpieczeństwa Narodowego. PiS nie tylko interweniował w Parlamencie Europejskim, ale też organizował marsze w obronie demokracji i wolności mediów. PiS nie oszczędzał też Donalda Tuska i Ewy Kopacz. A na miesięcznicach i rocznicach smoleńskich oraz pikietach organizowanych przez PiS pojawiały się często transparenty brutalnie uderzające w rządzących: „Komorowski, pajacu, precz z Pałacu" czy „Panie Tusk, za skandaliczne śledztwo smoleńskie człowiek honoru strzeliłby sobie w głowę. Wystarczy pana dymisja wraz z rządem i PO", żeby zacytować tylko te łagodniejsze.

Dzisiaj PiS oburza się na marsze KOD oraz na „donoszenie na Polskę" w Brukseli, „opozycję totalną" i protesty części społeczeństwa. A przecież niespełna dwa lata temu postępował identycznie.

Słuchać Polaków, zmieniać Polskę

Pycha kroczy przed upadkiem, mówili o rządach PO–PSL politycy PiS, trwając latami w opozycji. Po roku powtarzają błędy ekipy Tuska. Wiadomo było, że partia Kaczyńskiego, zmieniając ustawę o służbie cywilnej, będzie chciała obsadzić swoimi przedstawicielami spółki Skarbu Państwa. Ale tak twórczego wdrożenia w życie zasady „Teraz, k..., my!" chyba nikt się nie spodziewał. „Puls Biznesu" opublikował listę 1000 osób związanych z rządzącymi, które obsadziły stanowiska państwowe po „dobrej zmianie". Nawet jeśli część nazwisk nie powinna się znaleźć na liście, to okazało się, że PiS zawłaszczył państwo w rok bardziej niż PO i PSL.

Suweren chciał Misiewicza?

Nie będę kolejnym znęcającym się nad Bartłomiejem Misiewiczem, który nie poradził sobie na stanowisku rzecznika MON i uległ pokusom władzy. Większym problemem jest słaba komunikacja rzecznika z mediami.

Rząd PO miał słaby kontakt z dziennikarzami. Wydawało się, że gorszej rzeczniczki od Agnieszki Liszki nie będzie, do momentu pojawienia się Pawła Grasia, który kontaktu z mediami unikał jak ognia. Podobnym torem idzie PiS. Co prawda Rafał Bochenek jest dostępny, ale z jego wypowiedzi niewiele wynika. Sama premier nie urządza konferencji po posiedzeniu rządu, co było przez długi czas zwyczajem poprzedników. Jeśli już pojawiają się konferencje, to dziennikarze dostają mało czasu na pytania. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda w przypadku prezydenta Andrzeja Dudy czy poszczególnych ministrów. Marszałek Sejmu, druga osoba w państwie, w ogóle nie organizuje konferencji. Rządzący udzielają wywiadów głównie mediom ich wspierającym. Z kolei biuro prasowe PiS coraz częściej blokuje parlamentarzystów na wywiady telewizyjne i radiowe.

Notariusz

O Bronisławie Komorowskim pretendujący do urzędu głowy państwa Andrzej Duda mówił: „Nie nazwę go notariuszem, bo to obraża notariuszy". Niestety, Andrzej Duda okazał się prezydentem całkowicie podległym PiS, a obietnice budowania porozumienia w podzielonym narodzie można włożyć między bajki.

PiS obiecał wiele zmian, których – jak widać – nie ma zamiaru dotrzymać. Miał być „Pakiet demokratyczny". Jednak próba marginalizacji opozycji bardziej przypomina wdrażanie antypakietu demokratycznego. Również gabinety polityczne nie zostały zlikwidowane. Rządzący nie oszczędzają też na pensjach, podwyżkach i premiach dla siebie. Podobnie jak na wydatkach reprezentacyjnych, co pokazał zakup limuzyn dla MON.

Błędy komunikacyjne

Nie byłoby czarnego protestu, gdyby PiS od razu zakomunikował, że nie planuje zaostrzenia prawa aborcyjnego. Nie byłoby protestu w Sejmie, gdyby PiS nie próbował wyrugować dziennikarzy z Sejmu, a marszałek Marek Kuchciński nie wykluczył z obrad posła opozycji. Nie byłoby protestów ws. reformy edukacji, gdyby nie była przygotowana tak chaotycznie. Podobnie sytuacja ma się z ustawą metropolitalną.

„Propagandowym bełkotem" Jacek Sasin nazwał spotkanie samorządowców sprzeciwiających się pomysłowi powiększenia stolicy. Nie tak miało wyglądać zapowiadane w kampanii „słuchanie Polaków". O wpadkach MSWiA, MON i MSZ, jak ochrona najważniejszych osób, przetargi na śmigłowce, informacje o mistralach za dolara czy nominacja dla Roberta Greya, nie wspominam. Wszak państwo miało przestać istnieć tylko teoretycznie.

Jednak daleki jestem od stwierdzenia, że Kaczyński zawiódł czy też że PiS jest już na drodze do utraty władzy. Partia władzy popełnia błędy, nie tylko komunikacyjne, ale też taktyczne, co nie znaczy, że czas rządów Beaty Szydło jest policzony. Przeciwnie. Zjednoczona Prawica się dociera, pod koniec 2017 r. ma nastąpić odbicie gospodarcze, a opozycja wciąż potyka się o własne nogi. Dzisiaj Kaczyński, nawet popełniając błędy, wciąż nie ma z kim przegrać. I wydaje się, że ta sytuacja długo nie ulegnie zmianie.


Reklama
Reklama

ZOBACZ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW Z RZECZPOSPOLITEJ

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon