Użycie tej witryny jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na wykorzystanie plików cookie na potrzeby analiz, dostarczania spersonalizowanej zawartości oraz reklam.
Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Moskwa chce rozdać paszporty

Logo Rzeczpospolita Rzeczpospolita 2017-03-20 Rusłan Szoszyn
© Wikimedia Commons/CC BY-SA

Zarejestrowany pod koniec grudnia projekt nowelizacji ustawy o rosyjskim obywatelstwie coraz bardziej posuwa się do przodu. Autorzy projektu proponują wydawać paszporty osobom, których przodkowie „urodzili się na terenie byłego ZSRR lub Imperium Rosyjskiego". Jedyny wymóg to znajomość języka i kultury rosyjskiej. Podpisało się pod tym 14 deputowanych Dumy Państwowej. Wśród nich zwolennik idei „zjednoczenia rosyjskiego świata" Konstantin Zatulin oraz była prokurator Krymu Natalia Pokłonska.

Na razie nie wiadomo, kiedy w Dumie odbędzie się głosowanie w tej sprawie. Na pewno rosyjscy deputowani będą mieli dylemat, gdyż autorzy projektu w dokumencie powołują się na cytat z wypowiedzi Władimira Putina.

– Zarządzam wypracowanie przyśpieszonej procedury nadania obywatelstwa rosyjskiego naszym rodakom, znającym język rosyjski oraz rosyjską kulturę, bezpośrednim potomkom tych, którzy urodzili się w Imperium Rosyjskim i Związku Radzieckim – mówił rosyjski prezydent w 2012 roku.

Projekt już pozytywnie zaopiniował komitet Dumy ds. WNP, integracji eurazjatyckiej i kontaktów z rodakami. Wprowadzenie w życie tego pomysłu oznaczałoby, że o rosyjskie obywatelstwo mogliby się ubiegać mieszkańcy wszystkich krajów byłego ZSRR, a nawet Finlandii i części Polski, bo kiedyś znajdowały się w granicach carskiej Rosji.

– W pierwszej kolejności chodzi o Ukrainę, Białoruś, Kazachstan, Armenię, Azerbejdżan, Gruzję i Mołdawię – wyjaśnia „Rzeczpospolitej" Siergiej Markow, rosyjski politolog blisko związany z Kremlem.

Chętni musieliby jednak zrezygnować z dotychczasowego obywatelstwa, lecz problem polega na tym, że wiele z tych krajów potwierdzenia takiej rezygnacji nie wydaje. Ale moskiewski analityk sugeruje, że to nie jest najważniejsze.

– Widzimy, że prawa Rosjan są łamane przeważnie na Łotwie, Estonii, w Gruzji i oczywiście na Ukrainie. My powinniśmy rozwiązywać ich problemy nie zwracając uwagi na to, co mówią w Brukseli czy Waszyngtonie. Polska przecież też wydaje swoje Karty Polaka – mówi.

W odróżnieniu jednak od Rosji Polska nie wykorzystuje posiadaczy Karty Polaka do pogwałcenia integralności terytorialnej państw, w których mieszkają. Pod pretekstem „obrony rodaków" rosyjska armia wkroczyła w 2008 roku do Gruzji, a w 2014 na Ukrainę.

– Rosja zaczęła wydawać swoje paszporty w Abchazji i Osetii Południowej jeszcze w 2000 roku, kiedy Putin został prezydentem. Osiem lat później okupowała te regiony Gruzji – mówi „Rzeczpospolitej" gruziński publicysta Dmitrij Awaliani.

Plany rosyjskiej Dumy budzą niepokój w Kijowie, zwłaszcza po tym, gdy Rosja niedawno uznała paszporty samozwańczych republik donieckiej i ługańskiej. – Po wprowadzeniu takiej ustawy rozpoczęłaby się tzw. masowa paszportyzacja Donbasu. Poza tym paszporty narzucono by milionowi Ukraińców pracujących w Rosji – mówi „Rzeczpospolitej" znany kijowski politolog Ołeksandr Palij. – W ten sposób Moskwa trzymałaby Ukrainę w niepewności i zawsze miałaby pretekst do agresji – twierdzi.

Powody do niepokoju mają też państwa bałtyckie, gdzie rosyjskojęzyczni stanowią znaczną część mieszkańców. Dotyczy to zwłaszcza Łotwy i Estonii.

– Chcieliby mieć tu kategorię ludzi, których później miałaby „bronić" rosyjska armia. To jakiś dowcip. Ale często taki dowcipy pisane są w sztabie generalnym rosyjskiej armii – mówi „Rzeczpospolitej" Emanuelis Zingeris, poseł litewskiego Sejmu.

Reklama
Reklama

ZOBACZ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW Z RZECZPOSPOLITEJ

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon