Użycie tej witryny jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na wykorzystanie plików cookie na potrzeby analiz, dostarczania spersonalizowanej zawartości oraz reklam.
Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Afera z polskimi europosłami. Trwa unijne postępowanie

Logo Newsweek Polska Newsweek Polska 2017-03-19 Michał Krzymowski

© Dostarczane przez Newsweek Polska

Europarlament twierdzi, że polscy deputowani zatrudniali ludzi na lewych etatach. Żąda wyjaśnień i zapowiada, że sprawa może się skończyć zwrotem pieniędzy. Na celowniku unijnych służb znaleźli się członek rządu Beaty Szydło, makijażystki prezesa PiS, pielęgniarka jego nieżyjącej mamy, Bartłomiej Misiewicz i była minister nauki w rządzie PO – ustalił „Newsweek”.

„Newsweek” dwa lata temu ujawnił, że europosłowie PiS zatrudniali ludzi na lewych etatach. Po naszym tekście służby finansowe europarlamentu wszczęły audyt, która dziś kończy się postępowaniem wobec siódemki obecnych i byłych deputowanych: Ryszarda Legutki (PiS), Beaty Gosiewskiej (PiS; etat miał u niej Bartłomiej Misiewicz), Zbigniewa Kuźmiuka (PiS; dał posadę pracownicy PiS z innego miasta) Tomasza Poręby (PiS; zatrudniał makijażystkę prezesa PiS i pielęgniarkę jego nieżyjącej mamy), Marka Gróbarczyka (PiS, obecnie to minister gospodarki morskiej; etat miała u niego druga z makijażystek, pracownica partyjnej centrali) a także Barbary Kudryckiej (PO; dyrektorem jej biura jest członek partyjnego sądu koleżeńskiego) i Jarosława Kalinowskiego (PSL; zatrudniał pracownika partii).

Kontrola jest skrupulatna i trzystopniowa. Jej finałem jest zwrot wynagrodzenia lewego asystenta.

– Pierwszym krokiem jest wstrzymanie kontraktu współpracownika – tłumaczy Marjory van den Broeke z biura prasowego parlamentu. Inne źródło „Newsweeka” dodaje: – Procedura równie dobrze może dotyczyć byłego europosła lub byłego asystenta. Wtedy wysyłamy pismo do deputowanego. Europarlament ostrzega w nim, że zamierza odzyskać pieniądze wypłacone współpracownikowi. Poseł ma miesiąc na złożenie wyczerpujących wyjaśnień. Musi przedstawić dorobek asystenta, jego opracowania, raporty. My to potem weryfikujemy, nie przyjmujemy tłumaczeń bezkrytycznie – twierdzi źródło „Newsweeka”.

Marjory van den Broeke: – Drugi krok to żądanie zwrotu konkretnej sumy. Jeśli deputowany nie chce oddać pieniędzy, europarlament zaczyna mu wypłacać wynagrodzenie pomniejszone o tę kwotę. To ostatni, trzeci etap.

Wszystkie trzy etapy procedury przeszła niedawno liderka francuskiego Frontu Narodowego Marine Le Pen, która od niedawna dostaje tylko połowę wynagrodzenia.

Do każdego z siedmiu polskich deputowanych objętych postępowaniem unijna administracja wysłała już pismo z żądań wyjaśnień. – Są w nim bardzo konkretne pytania. Aż sam byłem zdziwiony, skąd tamtejszej służby mają tak szczegółowe informacje – przyznaje „Newsweekowi” Kalinowski. W przypadku części deputowanych europarlament wstrzymał też wypłatę wynagrodzeń dla asystentów, których dotyczą zastrzeżenia. Zawieszono m.in. pielęgniarkę, która opiekowała się mamą prezesa PiS (według ustaleń „Newsweeka” Poręba następnie zakończył z nią współpracę), a także partyjną działaczkę z etatem u Zbigniewa Kuźmiuka.

– Jest pan gotów zwrócić europarlamentowi pieniądze?

– Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Od razu po liście z europarlamentu zwolniłem tę panią. Wprowadziła mnie w błąd. Gdy przyjmowałem ją do pracy w 2014 roku, nie przyznała się w specjalnej ankiecie, że jest zatrudniona w partii – twierdzi Kuźmiuk.


Reklama
Reklama

Więcej na Newsweek.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon