Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Fiasko rozmów lekarzy z ministrem. Podwyżki będą, ale w IPN. "Za pracę w stresie i napięciu"

Logo Gazeta.pl Gazeta.pl 2017-10-10 raq, IAR
Konstanty Radziwiłł © Fot. Patryk Ogorzałek / Agencja Gazeta Konstanty Radziwiłł

Fiaskiem zakończyły się nocne rozmowy protestujących lekarzy rezydentów z ministrem zdrowia. Konstanty Radziwiłł twierdzi, że ich oczekiwania płacowe są nierealne. Podwyżki dostaną natomiast urzędnicy IPN. I to po 1000 złotych.

Po blisko czterech godzinach rozmów z ministrem na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym, lekarze poinformowali w nocy, że formuła negocjacji wyczerpała się i oczekują pilnego spotkania z premier Beatą Szydło.

Konstanty Radziwiłł powiedział po spotkaniu, że postulaty protestujących lekarzy rezydentów są zbyt radykalne, a oczekiwane podwyżki płac są nierealne.Zadeklarował w imieniu premier Szydło, że jest gotowa spotkać się z nimi pod warunkiem, że zakończą protest głodowy. 


Podwyżki są, ale dla IPN...

Tymczasem "Fakt" podaje, że w tym samym czasie okazuje się, że są pieniądze na podwyżki dla 2 tysięcy urzędników Instytutu Pamięci Narodowej, gdzie średnia pensja wynosi 5955 zł brutto.

Dziennik przytacza treść maila przesłanego w ubiegłym tygodniu do pracowników przez szefów związków zawodowych: "Pragniemy serdecznie podziękować za decyzję Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej dr Jarosława Szarka o podwyżkach wynagrodzenia dla pracowników Instytutu. Z uwagi choćby na wieloletnie zaniedbania poprzednich władz w tym kierunku, wzrost płac o ok. 1000 zł brutto będzie z pewnością długo oczekiwaną rekompensatą za pracę w ciągłym stresie i napięciu”.


... i Wód Polskich

Tydzień temu podwyżki po 850 zł dostali pracownicy Regionalnych Zarządów Gospodarki Wodnej, czyli Wód Polskich. "Fakt" podaje, że podwyżki w tej wysokości dostało ponad 3 tysiące urzędników. 


O co chodzi młodym lekarzom?

Rezydenci protestujący w Szpital Dziecięcym WUM przy ul. Żwirki i Wigury w Warszawie tłumaczą, że według Światowej Organizacji Zdrowia minimum wydatków, jakie państwo powinno ponosić na służbę zdrowia to 6,8 procent PKB. W Polsce to dziś 4,7 proc.

- U nas Ministerstwo Zdrowia prognozuje, że osiągniemy ten poziom dopiero w 2025 roku, czyli za osiem lat. Tylko że wtedy nasza opieka zdrowotna będzie już kompletnie niewydolna - mówi nam Kuba, urolog w trakcie drugiego roku specjalizacji.

Głodujący od ponad tygodnia twierdzą, że pieniądze dla służby zdrowia są, ale trzeba umieć ich dobrze szukać. Domagają się poprawy warunków pracy i podwyżki wynagrodzeń. 

Kiedy pytamy, ilu młodych lekarzy myśli o wyjechaniu z Polski, nasi rozmówcy zgodnie i bez wahania odpowiadają: wszyscy.


Radziwiłł: pensje rezydentów nie są głodowe

W związku z protestem rezydentów w poniedziałek odbyło się nadzwyczajne posiedzenie sejmowej komisji zdrowia. Radziwiłł poinformował, że w ciągu 4 lat wynagrodzenia lekarzy rezydentów, którzy wybiorą deficytowe specjalności, wzrosną o ponad 2 tysiące złotych. Jak mówił, będą mogli zarobić miesięcznie ponad 6 tysięcy złotych, odbywając jednocześnie szkolenie.

- Zacznijmy od tego, że wynagrodzenia kształtujące się od 3170 zł do 3890 zł nie są wynagrodzeniami, które można nazwać głodowymi. Żyjemy w Polsce, tu i teraz. One są niskie, ale nie są głodowe. I trzeba to powiedzieć, bo moim zdaniem opinia publiczna jest wprowadzana często w błąd - mówił Radziwiłł. 

Minister mówił o kwotach brutto. Rezydenci wyjaśniają, że zarabiają 14 zł za godzinę, a więc od 2100 do 2400 zł netto. Pieniądze wypłaca resort zdrowia. Rezydentura trwa od 4 do 6 lat.

Reklama
Reklama

Więcej od dostawcy Gazeta.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon