Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Jak się rozwodzi dobry katolik?

Logo Newsweek Polska Newsweek Polska 2017-10-22 Maciej Gajek

Jacek Kurski © PAP Jacek Kurski

Chęć unieważnienia małżeństwa ogłosił szef TVP Jacek Kurski. Ale właściwie po co mu to? Wiadomo – dla wzmocnienia swej pozycji politycznej.

Kościelny rozwód to skrót myślowy – w rzeczywistości chodzi o uznanie przez sąd biskupi ślubu kościelnego za nieważny. Dzięki temu można ponownie stanąć na ślubnym kobiercu w Kościele katolickim.

Do niedawna proces odbywał się w dwóch instancjach i uzyskanie unieważnienia było trudne. Dwa lata temu Watykan zmienił jednak zasady. – Teraz wystarczy udowodnić swoje racje w jednej instancji. Trwa to krócej i jest o wiele mniej stresujące – tłumaczy mec. Michał Poczmański, adwokat kościelny.

Z doświadczenia kościelnych prawników wynika, że najczęściej przywoływany jest przez rozstające się pary kanon 1095 n. 3 Kodeksu prawa kanonicznego: „Niezdolni do zawarcia małżeństwa są ci, którzy z przyczyn natury psychicznej nie są zdolni podjąć istotnych obowiązków małżeńskich”. – Ten kanon da się zastosować do bardzo wielu różnych sytuacji: gdy jeden z małżonków w momencie zawierania małżeństwa był alkoholikiem, pracoholikiem, gdy był emocjonalnie uzależniony od rodziców – wylicza Poczmański. – Ale także gdy był po prostu niedojrzały emocjonalnie, był takim dzieckiem bawiącym się w małżeństwo – tłumaczy.

Czy to na ten przepis powoła się Jacek Kurski, o którego planach rozwodowych poinformował pod koniec czerwca dzeinnik „Fakt”?

Choć uznanie trwającego ponad 20 lat małżeństwa za nieważne wydaje się karkołomne, to – jak tłumaczy nam inny kościelny adwokat, proszący o anonimowość – „nie ma spraw nie do załatwienia”. – Zdarzyło mi się wywalczyć unieważnienie dla pary z piątką dzieci po 30 latach małżeństwa – mówi.

Po co jednak prezesowi TVP unieważnienie małżeństwa? Jak tłumaczy dr Andrzej Wróbel, socjolog polityki, to inwestycja w swój wizerunek. – W przypadku polityków prawej strony to element konstruowania narracji o sobie samym. Opłaca się mieć wizerunek dobrego katolika – uważa dr Wróbel. – Lepiej na przyszłość wytrącić wrogom argument, że żyje w związku niesakramentalnym. W razie czego będzie mógł powiedzieć: „Ja przecież nigdy nie byłem żonaty!”. 

Reklama
Reklama

Więcej na Newsweek.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon