Użycie tej witryny jest równoznaczne z wyrażeniem zgody na wykorzystanie plików cookie na potrzeby analiz, dostarczania spersonalizowanej zawartości oraz reklam.
Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Kaczyński ma w garści Gowina i Ziobrę. PiS zostawiło ich partie bez grosza przy duszy

Logo Newsweek Polska Newsweek Polska 2017-01-05 ŁR
© PAP

Opozycja liczy, że w którymś momencie polityka uprawiana przez Prawo i Sprawiedliwość zniechęci do partii Jarosława Kaczyńskiego koalicjantów - Polskę Razem i Solidarną Polskę. Mogą to być jednak płonne nadzieje, bo ugrupowania Jarosława Gowina i Zbigniewa Ziobry przy PiS trzyma nawet nie tyle ideologiczna bliskość, co kwestie finansowe.

PiS co roku z tytułu dostaje 19 mln zł subwencji budżetowej od państwa. To „nagroda” za wygrane wybory. Do wyborczego wyniku przyłożyły się też jednak Polska Razem Jarosława Gowina oraz Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry. Tyle że te dwie partie nie otrzymują z budżetu państwa ani złotówki.

Dlaczego? To bezpośredni efekt umowy koalicyjnej, jaką trzy ugrupowania zawarły między sobą przed wyborami parlamentarnymi. Chociaż oficjalnie do wyborów przystępowały jako koalicja Zjednoczonej Prawicy, to ze szczegółów umowy koalicyjnej wynika, że wszyscy politycy koalicji startowali z list PiS.

- Z punktu widzenia prawa wyborczego oraz przepisów dotyczących finansowania partii politycznych, Zjednoczona Prawica nie była koalicją, tylko po prostu komitetem wyborczym jednej partii: PiS. To, co partie podpisywały między sobą, to ich sprawa - tłumaczy w rozmowie z Onetem Krzysztof Lorenz z Krajowego Biura Wyborczego. - Z punktu widzenia prawnego, zarejestrowały się przed wyborami jako lista PiS. Dlatego też całą subwencję budżetową otrzymuje ta właśnie partia - wyjaśnia.

W praktyce oznacza to niemal pewną polityczną anihilację partii Gowina i Ziobry, które przez całą kadencję nie zobaczą ani złotówki subwencji. W tym samym czasie formacja Kaczyńskiego otrzyma od państwa ponad 76 mln zł. - I to by było na tyle. Nasze partie praktycznie przestały działać, bo nie mamy pieniędzy - mówi portalowi jeden z polityków Polski Razem.

Krzysztof Lorenz, szef Krajowego Biura Wyborczego Onet.pl „Z punktu widzenia prawa wyborczego oraz przepisów dotyczących finansowania partii politycznych, Zjednoczona Prawica nie była koalicją, tylko po prostu komitetem wyborczym jednej partii: PiS” Z punktu widzenia prawa wyborczego oraz przepisów dotyczących finansowania partii politycznych, Zjednoczona Prawica nie była koalicją.

O tym, jak mocno stratne są dwie małe prawicowe partie niech świadczy analogiczna sytuacja na lewicy. Zjednoczona Lewica również poszła o wyborów jako koalicja, ale uzyskała jedynie 7,55 proc. głosów i nie weszła do Sejmu (próg dla koalicji wyborczych to 8 proc.). Przekroczyła jednak próg 6 proc. głosów, który gwarantuje otrzymywanie subwencji budżetowej. Tym sposobem od państwa co roku SLD dostaje 4,3 mln zł, Ruch Palikota 1,2 mln zł, Unia Pracy ok. 500 tys. zł, a Zieloni niespełna 250 tys. zł.

Odebranie pieniędzy swoim stronnikom jest dla Kaczyńskiego idealną sytuacją. Gwarantuje mu to polityczną lojalność sojuszników, którzy w przypadku buntu nie będą mogli „pójść na swoje”, bo zwyczajnie nie mają już do czego wracać. A właśnie w takim buncie części polityków Polski Razem i Solidarnej Polski opozycja upatrywała szans na przedwczesny koniec władzy PiS. Teraz widać już, że całkowicie na próżno.

Źródło: Onet.pl

Reklama
Reklama

Więcej na Newsweek.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon