Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Rodzina zaginionej Ewy Tylman: To wielki przełom, który kończy wszystkie spekulacje

Logo Wprost Wprost 2016-06-07
Ewa Tylman © Ewa Tylman Ewa Tylman

Po pół roku od zaginięcia Ewy Tylman śledczy udostępnili rodzinie kobiety zeznania powołanych w tej sprawie świadków, w tym m.in. Adama Z., który towarzyszył kobiecie w chwili zaginięcia.

Przypomnijmy, 26-letnia Ewa Tylman zaginęła 23 listopada około godziny 3:30 po niedzielnym wieczorze spędzonym na spotkaniu integracyjnym pracowników drogerii, w której piastowała kierownicze stanowisko. Grupa kilkakrotnie przenosiła się do różnych klubów. Ostatnim z nich był klub Mixtura przy ul. Wrocławskiej. Tylman w towarzystwie kolegi Adama Z. udała się w stronę mostu św. Rocha. Było to ostatnie miejsce, w którym kamery monitoringu zarejestrowały obecność Tylman. Jej ciała do tej pory nie udało się odnaleźć. Podejrzany o zabójstwo kobiety Adam Z. trafił do aresztu, gdzie przebywa od 4 grudnia.  Mężczyzna został poddany m.in. badaniom psychiatrycznym. Nie przyznaje się do winy.

„Śledztwo jest objęte tajemnicą, szczegóły sprawy nie mogą zostać ujawnione”

 W opinii rodziny Tylman dostęp do zeznań to krok milowy w tej sprawie.  – To wielki przełom. W końcu wiemy jakimi materiałami dysponuje prokuratura. Dzięki temu zakończą się wszelkie spekulacje. Nie będziemy musieli opierać się na doniesieniach medialnych, które niekiedy były ze sobą sprzeczne – tłumaczył pełnomocnik rodziny zaginionej Mariusz Paplaczyk. Dostęp do zeznań pozwoli także krewnym Ewy Tylman składać wnioski dowodowe i wspomagać prokuraturę.

W związku z tym, że śledztwo jest objęte tajemnicą, szczegóły sprawy nie mogą zostać ujawnione do wiadomości opinii publicznej. Paplaczyk wyjaśnił jednak, że „w dokumentach nie znalazło się nic, co byłoby zaskoczeniem dla rodziny”. – Wiedzieliśmy mniej więcej, jakie dowody są zebrane, ale nie znaliśmy treści zeznań świadków czy wyjaśnień samego podejrzanego – podkreślił pełnomocnik.

Na razie nie wiadomo także ile stron mają akta sprawy, ponieważ dokumenty zostały udostępnione w systemie elektronicznym. – To chyba pierwszy taki przypadek w Prokuraturze Okręgowej w Poznaniu – poinformował mecenas Paplaczyk.

Reklama
Reklama

Więcej od Wprost.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon