Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Głodowe emerytury dla byłych funkcjonariuszy

Logo Rzeczpospolita Rzeczpospolita 2018-07-05 Izabela Kacprzak
© Fotorzepa, Andrzej Bogacz

Nawet miesiąc pracy w strukturach SB przekreśla cały zawodowy staż. Minimalne emerytury dla tysięcy esbeków.

850 zł – takie emerytury po wejściu w życie jesienią 2017 roku ustawy dezubekizacyjnej otrzymuje obecnie co dziesiąty były funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa – blisko 4 tys. osób. Powód? Ustawa nie zalicza im ani jednego roku pracy w PRL, nawet jeśli pracowali 40 lat, bo służyli na rzecz totalitarnego państwa. Dziś mogą liczyć na minimalną emeryturę, jaką wypłaca ZUS osobom, które mają niski staż pracy i niewielkie składki.

Ustawa obniżająca emerytury byłym funkcjonariuszom aparatu bezpieczeństwa, która obowiązuje od października ubiegłego roku, dotyczy ponad 38 tys. osób, w tym rodzin nieżyjących funkcjonariuszy, które pobierają rentę rodzinną.

„3766 osobom, które pełniły służbę na rzecz totalitarnego państwa, wypłacono emerytury w kwocie, która od 1 marca 2017 r. do 28 lutego 2018 r. wynosiła 1000 zł" – podaje nam MSWiA i podkreśla, że to stosunkowo niewielka liczba osób: „Wiele osób pobierających świadczenia z powszechnego systemu ZUS otrzymuje podobne emerytury".

Za służbę na rzecz totalitarnego państwa uznaje się służbę od 22 lipca 1944 r. do 31 lipca 1990 r. w cywilnych oraz wojskowych instytucjach i formacjach. Budzi to ogromne kontrowersje, bo ustawa objęła nie tylko funkcjonariuszy SB, ale także maszynistki pracujące np. w MSW, urzędników bazy PESEL czy kierowców Biura Ochrony Rządu. Krzywdzi także tych, którzy już w wolnej Polsce ścigali przestępców – wprowadza niejasne kryteria, bo uznaniową „abolicję" od SB może wydać tylko sam minister spraw wewnętrznych (nie wydał ani jednej).

– Emerytur nie stracą ci, którzy służyli w MO. Dotyczy to tylko członków SB – zapewniał na etapie legislacyjnym Mariusz Błaszczak, ówczesny minister spraw wewnętrznych i autor projektu. Wielokrotnie resort podkreślał, że „świadczenia będą obniżone do poziomu przeciętnej emerytury wypłacanej przez ZUS, czyli 2100 zł".

To tylko część prawdy. Bo emerytura w wysokości 2,1 tys. zł dotyczy tych funkcjonariuszy, którzy kontynuowali pracę po 1991 r., już w wolnej Polsce, np. w Urzędzie Ochrony Państwa czy BOR i dzięki temu wypracowali sobie „maksymalną stawkę".

Początkowo projekt dezubekizacyjny ministra Błaszczaka (w takiej wersji przyjął go rząd i skierował do Sejmu) przewidywał, że nowa ustawa obniży procentowy wymiar emerytury z 0,7 proc. do 0,5 proc. podstawy wymiaru za każdy rok służby na rzecz totalitarnego państwa w latach 1944–1990. Ale uchwalona i podpisana przez prezydenta ustawa obniżyła ten wymiar do zera. Oznacza to, że jeśli ktoś pracował w organach bezpieczeństwa w PRL całe zawodowe życie, to obecne prawo uznaje go za nigdy niepracującego.

„Lepiej było zostać zabójcą w myśl art. 148 kk i przesiedzieć np. 25 lat w zakładzie karnym, odbywając zaskarżoną karę pozbawienia wolności, niż przez 25 lat służyć Polsce, ponieważ taki skazany w wyliczeniu emerytalnym miał naliczane wg wskaźnika 0,7 proc., a nie tak jak funkcjonariusz 0 proc.!" – pisze do nas osoba objęta tą ustawą.

Zdezubekizowani masowo odwołują się do sądu. Jak informuje nas Sąd Okręgowy w Warszawie, wpłynęło ponad 15 tys. odwołań od decyzji zmniejszających emerytury i renty. W marcu tego roku sędziowie w jednej ze spraw skierowali zapytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego o zgodność ustawy z konstytucją. TK nie zajął jeszcze w tej sprawie stanowiska.

Reklama
Reklama

ZOBACZ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW Z RZECZPOSPOLITEJ

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon