Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Wszystko drożeje, nawet pietruszka. Winni są Polacy

Logo Rzeczpospolita Rzeczpospolita 2019-05-22 Anna Cieślak-Wróblewska

© Bloomberg Nieurodzaj z ubiegłego roku, wzrost eksportu, kosztowny import oraz rosnące zakupy lepiej zarabiających Polaków... dlatego ceny żywności ruszyły w górę.

Trzycyfrowe podwyżki cen warzyw mogą mieć wpływ na inflację, która niespodziewanie ostatnio przyśpieszyła. Na skok cen mało medialnej zwykle pietruszki czy kapusty zapracowała ubiegłoroczna susza, która zniszczyła plony w całej Europie. Dlatego resztki zapasów, których u nas nie zniszczyła susza, producenci chętnie wysyłali na eksport.

© Dostarczane przez Gremi Business Communication

Po niespodziewanym skoku w kwietniu inflacja do końca roku będzie się utrzymywać na podwyższonym poziomie 2–2,5 proc. – prognozują ekonomiści. A jeśli coś pójdzie źle, istnieje ryzyko, że na koniec roku przekroczy nawet 3 proc.

– Trzeba pamiętać o kilkuletnim nieprzerwanym wzroście płac podnoszącym koszty firm. Dotąd firmy musiały akceptować erozję marż, jednak gdyby teraz ruszyła szersza fala takich kompensujących podwyżek, inflacja byłaby wyraźnie wyższa niż w poprzednich latach, szczególnie gdyby nadal czynniki pogodowe popychały w górę ceny żywności, a czynniki globalne – ceny paliw – wyjaśnia Marcin Mrowiec, główny ekonomista banku Pekao.

© Dostarczane przez Gremi Business Communication

Główną przyczyną inflacyjnego skoku są paliwa (które w kwietniu były o 8,6 proc. droższe niż rok wcześniej) oraz żywność ( 3,6 proc.). – O ile jednak drożejące paliwa widzimy na stacjach już od kilku miesięcy, o tyle w przypadku żywności kwiecień był sporym zaskoczeniem – mówi Marcin Mrowiec.

© Dostarczane przez Gremi Business Communication

Najbardziej w porównaniu z kwietniem 2018 r. zdrożały warzywa – o 16 proc., i cukier – o 14,8 proc. Ceny pieczywa podskoczyły aż o 9,6 proc., mąki – o 7,8 proc., a mięsa – o 4,1 proc. (w tym wieprzowego – o 7,1 proc.).

Także w nadchodzących miesiącach żywność będzie główną siłą napędową rosnącej inflacji, ponieważ stanowi prawie 25 proc. naszego koszyka zakupowego. – Możliwe, że w czerwcu żywność będzie droższa średnio o 4,5 proc. rok do roku, a potem stopniowo dynamika wzrostu będzie spadać do ok. 3 proc. – szacuje Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska. Jego zdaniem najbardziej odczuwalny będzie wzrost cen takich produktów jak pieczywo, mięso wieprzowe i drób, owoce i warzywa (choć różnie w różnych miesiącach).

© Bloomberg

Media społecznościowe i internet obiegają zdjęcia ze sklepów czy bazarów, na których pietruszka kosztuje po 20–22 zł, choć na giełdzie hurtowej średnio 13 zł. Podobnie Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej poinformował w comiesięcznym „Rynku Rolnym", że kapusta podrożała w skupach o 639 proc. wobec cen z ubiegłego roku, cebula o 245 proc., pietruszka o 65 proc., a marchew i buraki o 6 i 5 proc.

– Ceny warzyw średnio są wyższe o 16 proc., to duży wskaźnik, nie da się ukryć – mówi prof. Krystyna Świetlik z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Ale od razu wykpiwa przykładanie zbyt dużego znaczenia do kosztów pietruszki, o której ostatnio głośno. – Gdy się podaje w procentach wzrost ceny, to brzmi spektakularnie, ale gdy patrzymy na same ceny, nie ma szokujących zmian. Pietruszka zdrożała o blisko 70 proc., ale ile się tej pietruszki kupuje w miesiącu, może trzy sztuki – mówi profesor Świetlik.

Prof. Świetlik zwraca uwagę, że ceny warzyw mogą wpływać na inflację, ale trzeba spojrzeć, jaki jest ich udział w koszyku zakupów. A ten nie jest wysoki. Jak wyliczył GUS, w kwietniu warzywa mogły podwyższyć wskaźnik cen towarów i usług o 0,07 pkt proc. wobec poprzedniego miesiąca, większy wpływ miały ceny usług transportowych (0,25 pkt proc.) oraz paliw (0,22 pkt proc.) i mięsa (0,21).

Żywność to największa pozycja w koszyku inflacyjnym, zajmuje 24,89 proc. W Polsce jednak wyjątkowo udział wydatków na żywność w budżetach domowych rośnie, nie spada, mimo wzrostu dochodów ludności. – To ewenement – przyznaje prof. Świetlik. – Gdy rosną przychody ludności, powinien maleć udział żywności w portfelu, a u nas rośnie i ma tendencję wzrostową – mówi prof. i tłumaczy to zwiększaniem się dochodów osób najgorzej uposażonych.

To nieurodzaj z ubiegłego roku przyniósł nam dziś wysokie ceny warzyw gruntowych.

Na przednówku kupujemy jeszcze ubiegłoroczne zapasy, a te warzywa były drogie już w chwili skupu. Jest też drugi winny – nieurodzaj w całej naszej strefie klimatycznej, więc eksport stał się chwilowo bardzo opłacalny. W lutym, według danych IERiGŻ, zyski z eksportu warzyw wzrosły aż o 42 proc. wobec wyników z lutego ubiegłego roku i wyniosły 20,6 mln euro. Przy czym producenci wysłali za granicę o 12 proc. mniej towaru.

Polska jednocześnie mocno importowała żywność, wartość warzyw sprowadzonych w lutym wzrosła o 27 proc., aż do 89,9 mln euro. Ceny winduje dodatkowo spory popyt na warzywa przy bardzo małej ich w tym roku podaży, spowodowany nie tylko wzrostem wynagrodzeń, ale i modą na ograniczenie konsumpcji mięsa.

© Rzeczpospolita

O ile w naszym kraju coraz częściej słychać narzekania na rosnące ceny, o tyle na tle regionu nie wypadamy tak źle. W należącej do strefy euro Słowacji inflacja co prawda wyhamowała z 2,7 proc. w marcu do 2,3 proc. w kwietniu, ale i tak jest na poziomie zbliżonym do tego z 2013 r.

W Czechach zwolniła w zeszłym miesiącu do 2,8 proc. i również jest zbliżona do poziomu sprzed sześciu lat. Na Węgrzech przyspieszyła jednak do 3,9 proc., najwyższego poziomu od grudnia 2012 r. W Rumunii skoczyła zaś do 4,1 proc., ale był to najwyższy poziom tylko od jesieni 2018 r.

W zeszłym roku przekraczała ona tam nawet 5 proc., a w ostatnich miesiącach była na poziomie podobnym do 2013 r.

Trend jest bardzo podobny, choć w każdym z tych krajów prowadzona jest inna polityka pieniężna. W należącej do strefy euro Słowacji obowiązuje główna stopa procentowa Europejskiego Banku Centralnego wynosząca 0 proc. Szanse na jej podniesienie w końcówce tego roku wyraźnie malały w ostatnich miesiącach.

Słowacka inflacja była jednak w kwietniu niewiele wyższa niż w Polsce, gdzie główna stopa procentowa wynosi 1,5 proc., a szanse na jej podniesienie przed końcem 2020 r. wydają się bardzo niskie. Wyższa od polskiej i słowackiej jest czeska inflacja. I to pomimo tego, że Czeski Bank Narodowy w ostatnich kilkunastu miesiącach mocno podniósł główną stopę procentową – z 0,05 do 2 proc., czyli poziomu z lutego 2008 r.

Zacieśnia politykę pieniężną również Narodowy Bank Rumunii. O ile w końcówce 2017 r. jego główna stopa procentowa wynosiła 1,75 proc., o tyle obecnie wynosi 2,5 proc. To przyczyniło się do tego, że inflacja nieco wyhamowała, ale i tak jest trochę wyższa niż na sąsiednich Węgrzech, gdzie bank centralny bardzo niechętnie zacieśnia politykę pieniężną.

Narodowy Bank Węgier na marcowym posiedzeniu podniósł swoją stopę depozytową z minus 0,15 proc. do minus 0,05 proc. Główna stopa procentowa pozostała na poziomie 0,9 proc., niezmienionym od maja 2016 r. Jednym z powodów tego, że inflacja w każdym z tych krajów wraca na poziomy sprzed sześciu–siedmiu lat, jest to, że w każdym z nich doszło w ostatnich kilkunastu miesiącach do wzrostu cen żywności i paliw.

Wzrostu będącego wynikiem sytuacji na światowych rynkach i będącego przez to procesem, na który banki centralne państw naszego regionu mogą wpływać w bardzo ograniczonym stopniu. Widać to choćby na przykładzie Węgier. Wzrost płac w tym kraju wyniósł w lutym aż 12,1 proc. r./r., a mimo to analitycy widzą w cenach żywności główny motor napędowy inflacji.

© Rzeczpospolita
Wrak prezydenckiego tupolewa w smoleńskim lesie, kwiecień 2010 r. Następny artykuł

Szef MSZ o wraku Tu-154M: Obserwujemy niepokojące działania wokół miejsca katastrofy

Reklama
Reklama

ZOBACZ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW Z RZECZPOSPOLITEJ

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon