Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Odchudzanie rządu tylko na pokaz. Wiceministrowie już się cieszą na lukratywne posadki

Logo Bizblog Bizblog 2020-11-17 Agata Kołodziej
© Provided by Spider's Web

Rząd obiecywał, że sam też w kryzysie zaciśnie pasa i zapowiadał zwolnienia w administracji publicznej. Teraz okazuje się, że owszem, część wiceministrów straci pracę, ale pewnie już się z tego cieszą, bo w zamian mogą liczyć na znacznie lepiej płatne posady.

Kryzysowe odchudzanie rządu premier zapowiadał jeszcze w sierpniu. Do zwolnienia miało pójść ok. 20 proc. urzędników, nie tylko zresztą w administracji rządowej, ale też w urzędach jak ZUS. 

Potem z politycznej układano wyszło, że trzeba przebudować resorty i w efekcie liczbę ministerstw zmniejszono z 20 do 14. Mniej ministerstw to mniej ministrów, dlatego pracę straciła jesienią m.in. ceniona Jadwiga Emilewicz kierująca resortem rozwoju.

Ale mniej ministerstw to też mniej wiceministrów, a więc sekretarzy stanu i podsekretarzy stanu. Według wyliczeń Konkret24 jest ich w sumie obecnie 153. Dużo. Za dużo.

Bizblog.pl poleca

Odchudzanie rządu tylko na pokaz. Wiceministrowie już się cieszą na lukratywne posadki17 listopada, 2020 Nie będzie nowej kopalni w Imielinie? PGG przegrała ważną bitwę17 listopada, 2020 Wschód coraz ważniejszy, a Chiny coraz mocniejsze17 listopada, 2020

Zwolnienia na niby?

Pora by części z nich podziękować za współpracę. Jednak „Dziennik Gazeta Prawna” pisze, że premier nie pozostawi ich na pastwę losu, bowiem wkrótce do Sejmu ma trafić projekt ustawy, która zakłada, że przynajmniej część urzędników zostanie przeniesiona do służby cywilnej. A to właściwie awans w sensie finansowym. Może i praca mniej prestiżowa, bo nikt już nie będzie do nich mówił „panie wiceministrze”, ale na koncie będzie się zgadzać bardziej niż dotąd.

Wiceministrowie nie zarabiają kokosów 7,9 tys. zł brutto plus ewentualnie dodatek funkcyjny czy za wysługę lat. Tymczasem w służbie cywilnej pensje są wyższe. W dodatku obowiązują trzynastki i nagrody.

Zwolnieni ministrowie mogą więc zaliczyć całkiem miękkie lądowanie na złotych poduszkach. W dodatku rząd będzie mógł się pochwalić, że łączy się w bólu z narodem i też kryzysowo odchudza swoje szeregi. To mógłby być PR-owy majstersztyk. I skandal?

Zatrzymajmy kompetentnych, proszę

No właśnie, może nie do końca? Od lat rozmawiamy o tym, że państwo nie może być tanie. Że dobrym specjalistom trzeba dobrze zapłacić, żeby chcieli pracować dla rządu. Inaczej nikt dobrze wykształcony i z doświadczeniem nie będzie chciał odejść z sektora prywatnego, a chyba chcielibyśmy, żeby pracowali dla nas ludzie, którzy wiedza, co robią, a nie siostrzeńcy tego czy innego urzędnika. Ostatecznie nie każdy był kiedyś prezesem jednego z największych banków, że teraz może pozwolić sobie na pracę na „półdarmo”, bo ma z czego żyć na poziomie i robi to dla idei.

Ja bym chyba zaczekała z wieszaniem na nich psów. Może warto pokusić się o taki manewr i mieć przy sobie kompetentnych ludzi, zamiast takich, którym trzeba tłumaczyć, kim była caryca Katarzyna.

Oczywiście pozostaje pytanie, kto zamiast wypowiedzenia dostanie przeniesienie. No i zawsze jest obawa, że takie przeniesienia upolitycznią służbę cywilną.

Reklama
Reklama

WIęcej od Bizblog

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon