Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Prof. Wojciech Piotrowicz: Jak najlepiej pomóc uchodźcom z Ukrainy

Logo Rzeczpospolita Rzeczpospolita 20.03.2022 Marek Kozubal

O sprawdzonych mechanizmach w sytuacjach kryzysów uchodźczych mówi prof. Wojciech Piotrowicz, specjalista ds. logistyki humanitarnej.

© Fotorzepa/ Paweł Rochowicz

Czy Polska była gotowa, żeby przyjąć uchodźców z Ukrainy?

Fala ta jest tak duża i dynamiczna, że de facto żaden kraj nie byłby w stanie odpowiednio się przygotować. Kryzys uchodźczy z lat 2015–2016 spowodował, że na szlaku bałkańskim mieliśmy do czynienia z nieco więcej niż milionem uchodźców. Teraz w ciągu kilkunastu dni do Polski przyjechało ponad 2 mln osób. To migracja niespotykana od II wojny światowej, ale też bardziej dynamiczna ze względu na rozwój transportu. Wiele osób przyjechało koleją i w jednej chwili na dworcach pojawiały się tysiące osób.

Jak więc państwo ma reagować?

Potrzebna jest elastyczność. Łatwiej jest przygotować się do kryzysu, który wiemy, że nastąpi, tylko nie wiemy kiedy i w jakiej skali, np. trzęsienie ziemi czy powódź. Znamy miejsce, warunki, możemy się przygotować, monitorujemy sytuację, możemy nawet ćwiczyć reagowanie. W Polsce nikt nie spodziewał się takiego kryzysu. Zakładaliśmy, że nie będzie w Europie już takich konfliktów zbrojnych.

Ale media amerykańskie w oparciu o źródła wywiadowcze już w listopadzie ostrzegały przed możliwą wojną.

Nie chodzi o przygotowanie konkretnie do tego konfliktu, ale o stałą gotowość na różne sytuacje kryzysowe. Wymaga to rozwiązań systemowych. Zobaczmy, że w Polsce teraz pomagają liczni ochotnicy i organizacje pozarządowe. Proporcje pomiędzy nimi są zupełnie inne niż choćby w krajach skandynawskich, gdzie mamy większy procent ludzi zaangażowanych, aktywnie i na co dzień w działalność np. w Czerwonym Krzyżu czy obronie cywilnej.

W Polsce obrona cywilna w czasie pokoju nie funkcjonuje, a główny ciężar pomocy przyjęli wolontariusze.

Ale jest też straż pożarna, m.in. OSP czy Wojska Obrony Terytorialnej, które opierają się na ochotnikach. Duże zaangażowanie oddolne wolontariuszy może stanowić też problem na początku reagowania, bo w wielu przypadkach są to osoby nieprzeszkolone, którymi trudno zarządzać, nie ma jednolitego systemu komunikacji, struktur, tworzą się one dopiero w czasie działania. Bardziej systemowe ruchy podejmują organizacje pozarządowe z własnymi strukturami.

Odnoszę wrażenie, że wciąż mamy do czynienia z pospolitym ruszeniem, a pomoc nie jest koordynowana.

Pytanie, na jakim poziomie takie działania koordynować? Zwróćmy uwagę, że ci ludzie rozjechali się po kraju. Zarządzanie w strukturze pionowej jest w takich warunkach trudne, ponieważ zasoby mamy na poziomie lokalnym, czyli samorządów, wojewodów, organizacji pozarządowych. Takiej koordynacji nie ma natomiast na poziomie centralnym. Sytuacja jest bardzo dynamiczna, bo uchodźcy mają swoje plany, są w ciągłym ruchu, starają się dołączyć do bliskich, mają swoją sieć powiązań. W pierwszej fali kryzysu ukraińskiego uchodźcy głównie rozpłynęli się wśród znajomych, którzy w Polsce przebywają od dawna. Ci ludzie teraz włączają się w lokalne środowisko, dzięki temu nie ma stygmatyzacji. Ale z punktu widzenia zarządzania jest to trudniejsze zjawisko, bo łatwiej dostarczyć pomoc, jeżeli wiemy, gdzie powinna trafić i w jakiej ilości.

Jak zatem sensownie planować pomoc dla uchodźców, tak aby była ona skuteczna i zaspokajała potrzeby tych osób?

Inna jest sytuacja w Polsce, a inna w Ukrainie, gdzie mamy do czynienia z migracją wewnętrzną, a z powodu wojny coraz gorzej działa łańcuch dostaw żywności, wody, energii elektrycznej i leków. Zniszczone są też szpitale. Tam jest potrzebna pomoc rzeczowa. Trzeba też prowadzić negocjacje, aby z jednej strony do oblężonych miast dostarczać potrzebne rzeczy, z drugiej poprzez korytarze humanitarne wypuszczać z nich ludzi. Kolejny kanał pomocy polega na wspieraniu ludzi będących w ruchu, gdy nie wiemy dokładnie, ilu ich jest, gdzie się znajdują i jakie mają potrzeby. Ostatnią grupą są osoby, które już znalazły miejsce pobytu. Możemy rozpoznać ich potrzeby i na nie odpowiedzieć.

Czy Ukraińcy przebywający dziś w Polsce wrócą do swojego kraju?

Mamy do czynienia ze specyficzną demografią migracji. Dominują kobiety, dzieci, osoby starsze i niepełnosprawne. To nie jest migracja rodzin, które chcą się osiedlić. Dlatego w pewnym momencie powinien nastąpić etap łączenia rodzin. Wiele osób, które wyjeżdża, zakłada, że zaraz wróci do swojego kraju, bo tam zostawili wszystko. Nie wiemy, jak się rozwinie konflikt. Zakładam jednak, że ci, którzy walczą za Ukrainę, gdy osiągną sukces, będą chcieli, aby ich rodziny wróciły. I będą chcieli odbudować kraj.

Można odnieść wrażenie, że w Polsce popełniane są błędy na poziomie zaopatrzenia uchodźców. Tony ubrań gniją przy granicy. Jak tego uniknąć?

To wynika z błędnego rozpoznania potrzeb. W logistyce humanitarnej najpierw identyfikujemy potrzeby, a potem je zaspokajamy. To, o czym pan mówi, to nieprzesortowane, niechciane dary. Ludziom się wydaje, że komuś coś jest potrzebne, a potem takie rzeczy zapychają system transportu, zajmują miejsca w magazynach, angażują kierowców i wymagają sortowania. Efekt jest odwrotny do zamierzonego. Statystyki mówią, że nawet do 60 proc. takich darów ląduje na śmietnikach.

Jak zatem pomagać z głową?

Samorządy już podają, czego i ile potrzeba, np. ubrań w danych rozmiarach. Mogą też same kupić potrzebne rzeczy. Z kolei organizacje pozarządowe mają gotowe zestawy pomagające w osiedleniu się: higieniczne, żywnościowe, dla dzieci.

Czytaj więcej

Już teraz rząd ma dostęp do pieniędzy na uchodźców. Pomysł tworzenia nowego, odrębnego funduszu na razie upadł

Racjonalnym wyjściem byłoby, gdyby każdy uciekinier otrzymywał na granicy kartę telefoniczną oraz kartę do bankomatu, na którą co jakiś czas otrzymywałby pieniądze.

W Polsce na każdym rogu jest sklep, w którym wszystko można kupić, funkcjonuje rynek, telekomunikacja. Zatem można robić zakupy bez dodatkowych kosztów logistyki, transportu, sortowania, magazynowania. Pomoc finansowa powinna być preferowana i włączona w system opieki społecznej np. poprzez możliwość otrzymania świadczenia 500+ lub jednorazowej zapomogi.

System pomocy społecznej wymusi na uchodźcach, aby zakładali sobie konta w bankach.

Tak, trwają na ten temat rozmowy z bankami. W Polsce jest nowoczesny system, który pozwala na płatności mobilne. Wiele banków ma strony w języku ukraińskim, na infoliniach pracują tłumacze. Procedura założenia konta jest uproszczona, chociaż wymaga weryfikacji tożsamości. W tym kierunku powinniśmy dążyć. Można udzielać pomocy bezwarunkowej – osoba dostaje kartę i kupuje, co potrzebuje, lub ograniczonej, czyli uchodźca może realizować środki pieniężne jako dopłaty np. do leków lub kosztów wynajmu mieszkania. Można też wprowadzić wypłaty, pod warunkiem wykonania pewnych czynności, np. wysłania dzieci do szkoły. Tzw. programy cashowe stosowane są np. w Libanie i były realizowane w Ukrainie po pierwszym kryzysie. Wdrażały je z sukcesem m.in. Polska Akcja Humanitarna, Caritas czy Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej. To najlepsza pomoc dla uchodźców, którzy są rozproszeni, w sytuacji gdy jednocześnie działa rynek.

Reklama
Reklama

ZOBACZ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW Z RZECZPOSPOLITEJ

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon