Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Łukasz Pawłowski o sprawie Banasia: Korupcja? To nie wada, to zaleta [OPINIA]

Logo Onet Wiadomości Onet Wiadomości 2019-12-04 Łukasz Pawłowski
Marian Bansś © AFP Marian Bansś

Chociaż wokół sprawy Mariana Banasia wciąż jest wiele niewiadomych, to każda możliwa odpowiedź na najważniejsze pytania jest kompromitująca. Przede wszystkim dla PiS. Ale też dla państwa, a co za tym idzie dla nas wszystkich, jako obywateli - pisze Łukasz Pawłowski.

  • Trudno uwierzyć, aby służby, prowadzące dochodzenie przez co najmniej kilka miesięcy, nie miały żadnych informacji na temat polityka, który z PiS-em związany jest od lat.
  • PiS nie ma dobrego wyjścia – jeśli Banasiowi, który znów oświadczył, że nie zamierza podawać się do dymisji – odpuści, ryzykuje, że dziennikarze już wkrótce ujawnią na jego temat nowe, jeszcze bardziej kompromitujące fakty. Jeśli spróbuje go usunąć, ryzykuje, że kompromitujące fakty ujawni sam Banaś.
  • Reżim Viktora Orbána – w którym najbliżsi znajomi premiera pełnią najważniejsze funkcje w państwie i dorabiają się największych majątków – od dawna nazywa się państwem mafijnym. Sprawa Banasia pokazuje, że prezes Kaczyński faktycznie zrobił z Warszawy Budapeszt – pisze publicysta „Kultury Liberalnej”.

Zacznijmy od pytania najważniejszego: dlaczego człowiek od co najmniej roku podejrzewany o malwersacje finansowe i składanie fałszywych oświadczeń majątkowych zostaje w tym czasie najpierw ministrem finansów, a potem szefem NIK? Najprostsza odpowiedź brzmi: ano właśnie dlatego!

Z tej perspektywy podejrzane pochodzenie słynnej kamienicy, pokoje na godziny, bliskie kontakty z krakowskimi gangsterami, niewykazanie w oświadczeniu majątkowym kredytu z państwowego Banku Ochrony Środowiska – to wszystko nie wady, ale ogromne zalety kandydatury Banasia.

Gwarancja, że mając tyle „za uszami” będzie pokornym wykonawcą poleceń władzy. Bo ta władza może go pozbawić nie tylko tego, co już zdobył, ale także ukarać za to jak to zrobił.

Przyjmując taką odpowiedź, dochodzimy do wniosku, że partia rządząca nominuje na jedno z najwyższych stanowisk w państwie, formalnie niezależnych politycznie, człowieka skorumpowanego po to, żeby mieć nad nim pełną i pewną kontrolę.

Rzecz w tym, że gdyby tak było, to Mariana Banasia… już by nie było. Oczywiście na stanowisku prezesa NIK. Banaś jednak odmówił „prośbie” prezesa Kaczyńskiego i trzyma się mocno, co sugeruje, że w swojej talii też ma jakieś karty, które – jak sądzi – pomogą mu przetrwać trudny okres. Bo w oficjalne zapewnienia Banasia – że jest niewinny, jego oświadczenia majątkowe są krystalicznie przejrzyste, a uczciwe śledztwo potwierdzi jego racje – nikt rozsądny już chyba nie wierzy.

A zatem, w tej wersji, Marian Banaś trafił do NIK nie tylko dlatego, że jest skorumpowany, ale dlatego, że owocami tej korupcji dzielił się z odpowiednimi ludźmi. To odpowiedź jeszcze bardziej kompromitująca niż ta pierwsza. Tu bowiem zakładamy, że władze PiS nie tylko znały prawdę o malwersacjach Banasia, ale same również nie mają czystego konta. 

Służby nic nie wiedziały? Nie bądźmy naiwni

Jest jednak jeszcze inna – z pozoru najbardziej niewinna wersja. Otóż być może jest tak, że służby specjalne nie wiedziały o żadnych nieprawidłowościach w prywatnych interesach Banasia, a o oczy otworzyły się im dopiero po emisji reportażu Superwizjera TVN. Na rzecz tej tezy świadczą… szerokie uśmiechy z 30 sierpnia bieżącego roku. Uśmiechali się koordynator służb Mariusz Kamiński, premier Mateusz Morawiecki, minister Zbigniew Ziobro oraz wiceminister spraw wewnętrznych i administracji oraz były wiceszef CBA Maciej Wąsik, po tym jak Banaś został wybrany przez Sejm szefem NIK-u. Wszyscy panowie, siedzący obok Banasia w Sejmie, rzucili się z gratulacjami z nieukrywanym entuzjazmem. Czy znając ciemną stronę nowego prezesa aż tak manifestowaliby swoją radość?

Niestety, i ta hipoteza nie prowadzi nas do żądnych optymistycznych wniosków. Okazuje się bowiem, że polskie służby są tak nieudolne, że nie tylko nie potrafiły same odkryć interesów Mariana Banasia, ale nawet zweryfikować krążących już wówczas od miesięcy podejrzeń!

Mało tego, wiemy, że w czasie gdy CBA prowadziło dochodzenie w sprawie Banasia, jednocześnie ABW nie cofnęło politykowi prawa dostępu do informacji niejawnych. Jak to możliwe? To powinien wiedzieć Mariusz Kamiński, ale tradycyjnie nawet nie próbuje tłumaczyć się opinii publicznej. Z kolei Jarosław Kaczyński najwyraźniej taką postawę akceptuje, skoro Kamiński nadal koordynuje nie tylko służby specjalne, ale stoi na czele MSWiA.

Trudno uwierzyć, aby służby, prowadzące dochodzenie przez co najmniej kilka miesięcy, nie miały żadnych informacji na temat polityka, który z PiS-em związany jest od lat (Banaś pracował w NIK od 1992 roku, kiedy prezesem tej instytucji był Lech Kaczyński, był też podsekretarzem stanu w Ministerstwie Finansów oraz szefem Służby Celnej za czasów pierwszego rządu PiS).

A zatem wśród uśmiechniętych panów 30 sierpnia gratulujących Banasiowi wyboru przynajmniej część z nich musiała wiedzieć z kim ma do czynienia. To cofa nas do hipotezy pierwszej lub drugiej, zgodnie z którą interesy Banasia nie były przeszkodą, ale zaletą dla tej nominacji.

O tym, że służby nie były w sprawie Banasia całkiem nieświadome świadczy pośrednio także fakt, że Mariusz Kamiński wziął udział w nieformalnym spotkaniu prezesa Kaczyńskiego z Banasiem, na którym szefa NIK „poproszono” o złożenie dymisji. Jak twierdzi „Rzeczpospolita” „kartą przetargową” w żądaniu dymisji miała być „kwestia spółek i fundacji syna Mariana Banasia”, Jakuba. Tylko osoba skrajnie naiwna uwierzy, że o jakichś nieprawidłowościach w interesach Jakuba Banasia nasze służby dowiedziały się dopiero w ciągu ostatnich kilku tygodni. 

Żyjemy w państwie mafijnym?

Ale na tym nie koniec. Rozbijmy na czynniki pierwsze to, co piszą dziennikarki „Rzeczpospolitej”. Oto prezes partii rządzącej spotyka się (nie wiadomo w jakim trybie) z prezesem NIK i domaga się jego dymisji. Ale, co gorsza, idzie do niego z następującym przekazem: twój syn prowadzi szemrane interesy i wierchuszka PiS o tym wie, ale o wszystkim zapomnimy, jeśli ty – który masz na sumieniu jeszcze więcej – odejdziesz z funkcji głównego kontrolera kraju. To ma być droga do naprawy Rzeczpospolitej?

Afera Banasia pokazuje więc, jakby w powiększeniu, patologiczny model sprawowania rządów przez PiS. To model, w którym ludzie słabi i podatni na szantaż lub sami mający narzędzia szantażu (jedno zresztą nie wyklucza drugiego) są windowani na najwyższe stanowiska.

„To, co jest najgroźniejsze i najdramatyczniejsze, to nie to, że któryś z podopiecznych prezesa Kaczyńskiego chce czy nie chce podać się do dymisji, prowadzi hotel na godziny, czy jest jego właścicielem. Problemem jest to, że zbudowano polityczny system, który stał się taką windą do nieba dla tego typu ludzi” – mówił w niedawnym wywiadzie były premier Donald Tusk.

Jeśli Tusk ma rację – a to, co wiemy do tej pory sugeruje, że ma – musimy przyjąć, że Banaś nie jest „wypadkiem przy pracy”, ale typowym produktem rządów PiS. Różnica między nim, a, powiedzmy, Markiem Kuchcińskim czy Łukaszem Piebiakiem polega tylko na jednym. Banaś rzucił temu systemowi wyzwanie. W tej sytuacji PiS nie ma dobrego wyjścia – jeśli Banasiowi odpuści, ryzykuje, że dziennikarze już wkrótce ujawnią na jego temat nowe, jeszcze bardziej kompromitujące fakty. Jeśli spróbuje go usunąć, ryzykuje, że kompromitujące fakty ujawni sam Banaś.

W tej sytuacji ugrupowanie z prawem i sprawiedliwością w nazwie wybiera drogę… szantażu. Oczywiście, mało kto będzie żałował Mariana Banasia lub jego syna. Ale naiwnością byłoby sądzić, że taką metodę lider PiS zastosował po raz pierwszy.

Jarosław Kaczyński zapowiadał kiedyś stworzenie Budapesztu w Warszawie. Reżim Viktora Orbána – w którym najbliżsi znajomi premiera pełnią najważniejsze funkcje w państwie i dorabiają się największych majątków – od dawna nazywa się państwem mafijnym.

Sprawa Banasia pokazuje, że prezes Kaczyński faktycznie przybliżył Warszawę do Budapesztu.

Zobacz także:

Odtwórz ponownie wideo
NASTĘPNY
1
Anuluj
NASTĘPNY
NASTĘPNY

Łukasz Pawłowski: szef działu politycznego i sekretarz redakcji „Kultury Liberalnej”. Twitter: @lukpawlowski

Reklama
Reklama

WIĘCEJ OD MSN

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon