Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Ania Iksińska żyje na niezłym poziomie na koszt państwa. To teraz modne

Logo Bezprawnik Bezprawnik 2021-02-28 Marzena Sosnowska
© Provided by Spider's Web

Coraz więcej Polaków i Polek żyje na koszt innych. Nie mają zamiaru tego zmienić, bo nie chcą. Tak jest wygodniej. Co gorsza, znaczna część nas taki styl życia akceptuje i wspiera.

Ania, 29-letnia kobieta. Ma trzech dorosłych braci, mamę oraz syna, 11-letniego Jasia. Dzieciństwo i młodość spędziła w dwupokojowym mieszkaniu. Bracia mieli swój pokój, Ania mieszkała wspólnie z mamą. Dziewczyna była niezłą uczennicą, sumienną, rezolutną. Niektórzy wróżyli jej całkiem udaną przyszłość. Skończyła jednak naukę na liceum. Poznała i pokochała Piotrka. Para planowała ślub, a Ania uznała, że studia są zbędne.

Postanowiła, że będzie realizować się jako żona i matka. Tyle że gdy okazało się, iż Ania jest w ciąży, Piotrka przeraziła wizja odpowiedzialności. Uciekł. Ania w zaawansowanej ciąży wróciła do domu, do pokoju dzielonego z mamą. Gdy urodził się syn, w jednym pokoju mieszkali we trójkę. Rodzina żyła zgodnie, ale było bardzo ciasno. Dziecku nie wystarczało krzesełko przy stole i łóżeczko. Mama Ani postanowiła więc załatwić córce i wnukowi mieszkanie socjalne. Udało się dość szybko z dwóch powodów. Po pierwsze, Jaś rozwijał się wolniej od rówieśników. W wieku trzech lat jedynie dukał pojedyncze słowa. Stwierdzono u niego autyzm i wystawiono orzeczenie o niepełnosprawności.

Po drugie, przewodniczącym gminnej komisji lokalowej był sąsiad. Obiecał pomóc i to uczynił, zupełnie bezinteresownie. Nie musiał zresztą długo przekonywać kolegów z urzędu – samotna matka wychowująca niepełnosprawne dziecko, sześć osób w skromnym dwupokojowym mieszkaniu…

Jedynym kłopotem była wątpliwość, czy Ania poradzi sobie z opłacaniem czynszu i regulowaniem opłat za media. Sąsiad wspomniał o tym w rozmowie. Dziewczyna więc zatrudniła się w sklepie. Decyzja zapadła, mieszkanie socjalne przyznano. Dwa pokoje w nowo wybudowanym bloku, 50 metrów kw. Na odbiór kluczy trzeba było zaczekać, bo gmina musiała kupić meble oraz sprzęt AGD.

Ania w wieku 22 lat doczekała się mieszkania. Przy czym nadal całe popołudnia spędzała u rodziny, wracała z Jasiem do swojego „M” jedynie na noce. Chociaż szybko popołudnia zamieniły się w całe dnie. Dziewczyna zaczęła bowiem liczyć i uznała, że nie opłaca jej się pracować w sklepie. Konstrukcja zasiłków z opieki społecznej, z tytułu niepełnosprawności syna oraz alimentów z funduszu alimentacyjnego była taka, że dziewczyna otrzymywała miesięcznie więcej pieniędzy, gdy nie pracowała, niż gdy pracowała w sklepie.

Ania zapisała syna na wiele zajęć terapeutycznych – wszystkie finansowane przez państwo. Krótko po tym gdy chłopiec poszedł do szkoły, kończyła się ważność orzeczenia o niepełnosprawności. Orzecznicy nie widzieli powodu, ażeby je przedłużyć. Uznano, że Jaś nadrobił braki w stosunku do rówieśników; nie jest orłem, ale nie odstaje od grupy. Ania jednak nie chciała słyszeć o braku orzeczenia. W zasadzie wypłakała je w pokojach orzeczników. Przekonywała, że oznaczać to będzie konieczność rezygnacji z zajęć terapeutycznych w trakcie roku szkolnego. Ostatecznie wystawiono kolejne orzeczenie.

Czy młoda kobieta myślała wówczas o tym, że znaczna część przyznawanego „socjalu” powiązana jest z niepełnosprawnością syna? Nie wiemy.

Wiemy za to, że krótko po uzyskaniu kolejnego orzeczenia Ania postanowiła zmienić Jasiowi szkołę – na terapeutyczną szkołę specjalną prowadzoną przez fundację, położoną w miejscowości oddalonej o kilkanaście kilometrów od gminy, w której mieszka Ania, Jaś i rodzina. Z początku krewni dowozili chłopca na zajęcia. Już tego nie robią, gdyż udało się „wychodzić” transport do szkoły dla dziecka finansowany przez gminę.

Niebawem orzeczenie o niepełnosprawności utraci ważność, konieczne będzie następne. Chłopiec rozwija się dobrze. Ale – nie zapominajmy – jest uczniem szkoły specjalnej. Można się spodziewać, że Ania tym razem będzie powoływała się na ten argument. Bądź co bądź, odebranie orzeczenia oznaczałoby konieczność zmiany szkoły.

A, zapomniałam wspomnieć! Dwa lata temu Ania poznała faceta. Mieszkają razem, w mieszkaniu socjalnym. Mężczyzna nie pracuje, jest utrzymywany z „socjalu” przyznawanego na kobietę i dziecko. Regularnie do mieszkania przyjeżdża policja, awantury są na porządku dziennym. Mężczyzna regularnie bije partnerkę, czasem po głowie dostanie Jaś.

Kilka miesięcy temu Ania z partnerem dostrzegli, że można „dorobić” na zbiórkach społecznościowych. Zebrali już 4,5 tys. zł na laptopa dla Jasia, 3 tys. zł na dodatkowe zajęcia dla chłopca i 2 tys. zł na wakacje, by niepełnosprawne dziecko mogło wyjechać i odpocząć. Czy chłopiec dostał komputer za 4,5 tys. zł? Tego oczywiście nie wiemy.

Wiadomo natomiast, że Jaś stał się kurą znoszącą złote jajka dla matki i jej konkubenta. Państwo jest wrażliwe na potrzeby dzieci, tak samo zresztą jak społeczeństwo – więc wszyscy utrzymujemy całą rodzinę.

Ile jest w społeczeństwie takich Ań? Oczywiście nikt tego nie sprawdził. Ale zjawisko wyciągania „socjalu” od państwa, wspomaganego zbiórkami w internecie, się nasila. Bo – powiedzmy sobie wprost – po co pracować, gdy pracować się nie opłaca? Ważniejsze jest ckliwe „sprzedanie” swojej historii, a pieniądze same płyną. Może i nie majątek, ale na życie wystarcza. Niech inni bawią się w naukę, pracę, kredyty na mieszkania itd.

A my dalej wpłacamy do całkiem realnej skarbonki na organizowanych w internecie wrzutkach i piszemy: „biedny Jaś”, „dzielna Ania”. I jakkolwiek Jaś rzeczywiście biedny, to co do dzielności Ani mam wątpliwości.

Reklama
Reklama

Więcej na bezprawnik.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon