Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Co nie zadziałało w wyborach samorządowych? "Było zbyt mało osób w komisjach wyborczych"

Logo TOK FM TOK FM 2018-10-24 oprac. DZak

Wybory Samorządowe 2018

Wybory Samorządowe 2018
© Fot.Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Karol Bijoś, który podczas niedzielnych wyborów był ich obserwatorem społecznym, tłumaczył w TOK FM, że wielu błędów można było uniknąć, gdyby komisje liczyły więcej członków. Podkreślił jednak, że raport obserwatorów z Mazowsza "nie jest mroczną lekturą".

Fundacja Odpowiedzialna Polityka zorganizowała akcję monitoringu przebiegu głosowania i liczenia głosów w tegorocznych wyborach samorządowych na Mazowszu.  

- Inspiracją do takiego działania są nasze starania od trzech, czterech lat o to, żeby była w Polsce możliwość obserwowania wyborów jako obserwatorzy społeczni - tłumaczył w Analizach Korol Bijoś, który brał udział w akcji.  

Wybory samorządowe. Po co nam obserwatorzy społeczni? 

Prowadząca program, Agata Kowalska, zwróciła uwagę, że nad prawidłowością przeprowadzenia wyborów miały czuwać dwie komisje, mężowie zaufania, a także sami wyborcy. 

- Wyborcy są bardzo różni, mężowie zaufania są zawsze wybierani przez jakiś komitet lub partię. My wyznaczyliśmy się sami i bardzo podkreślamy, że jesteśmy apolityczni. Obserwatorzy społeczni powinni być apolityczni, bezstronni i tworzyć nową jakość, którą jest akcja ludzi, obywateli, patrzących na to, jak działa proces wyborczy, a czasami na to, jak nie działa - stwierdził Bijoś.

Gość TOK FM zaznaczył, że były to wybory bardzo trudne logistycznie. - Nie powiedziałbym, że nasz raport jest mroczną lekturą. Bardzo wiele rzeczy w tych wyborach zadziałało - stwierdził. 

- To były cztery lub trzy różne rodzaje wyborów w trakcie jednego dnia. Nowy kodeks wyborczy. Dwa zestawy komisji, dwa razy więcej ludzi, więc de facto oni musieli być gorzej przeszkoleni. Bardzo trudna logistycznie procedura i o wiele więcej ludzi potrzebnych do tego, aby ją przeprowadzić - wymieniał obserwator. 

Czytaj też: Frekwencja powyżej 50 proc. to dużo czy mało? Żakowski: To jest fajne, że społeczeństwo reaguje

Zaznaczył, że jednym z największych problemów była "zbyt mała liczba osób w komisjach wyborczych w stosunku do liczby obywateli, którzy przyszli do lokali wyborczych". 

Wybory samorządowe. Po co nam dwie komisje wyborcze?

W tym roku po raz pierwszy przy wyborach pracowały dwie komisje. Jedna przeprowadzała głosowanie i czuwała nad jego przebiegiem. Druga liczyła głosy. 

- Załóżmy, że nie ma tego konceptu, jest tak, jak było wcześniej. Członkowie komisji przychodzą rano do lokalu wyborczego. Są tam, z przerwą na obiad, do jego zamknięcia. A potem zaczynają liczyć głosy. To o piątej rano następnego dnia ci ludzie naprawdę nie wiedzą, jak się nazywają, a dalej muszą liczyć, wszyscy patrzą im na ręce, musi być to wszystko zrobione, jak należy. Żeby oni byli wypoczęci, wymyślono nową komisję, która wchodzi i liczy głosy - wyjaśniał gość Agaty Kowalskiej. 

Podkreślił, że jednym z najgorszych momentów było przekazanie materiałów wyborczych jednej komisji przez drugą. 

- Komisje czasem nie liczyły, ile kart do głosowania otrzymały przed rozpoczęciem głosowania, potem liczyły i były w tym błędy. Albo np. komisja policzyła, że dostała 500 głosów na wójta, 500 do rady powiatu, no to 500 będzie na sejmik. A było inaczej - tłumaczył Karol Bijoś.  

Czytaj też: Problemy z ePUAP. "Nawet wiceminister cyfryzacji niemal pocałowała klamkę"

Dodał, że czasami problemem było też stemplowanie kart do głosowania. - Komisja powinna przyjść najpóźniej o 6 rano i ostemplować wszystkie karty. Jeżeli mają dwa tysiące kart do ostemplowania w czterech rodzajach wyborów, to jest to trudne - zaznaczył.  

Wybory samorządowe. Liczenie głosów i tajność głosowania

Według zebranych danych liczenie głosów trwało bardzo długo, ponieważ na szybsze działanie nie pozwala liczba członków komisji. 

- Rekordzista, który brał udział w naszej obserwacji, wyszedł z komisji na Bielanach o 17:50. Do tej godziny liczono głosy. Było tam pięciu członków komisji, trzy tysiące osób w spisie wyborców i frekwencja na poziomie 70 proc. A wszystko trzeba pomnożyć przez cztery karty do głosowania - podkreślił Bijoś.  

- Czy komisje wyborcze reagowały w momencie braku tajności? - pytała dziennikarka.

- W 30 proc. komisji nie było tajności głosowania. To znaczy, że ludzie głosowali na kwiatkach, na parapetach - mówił specjalista oraz zaznaczył, iż to również wynikało ze zbyt małej liczby członków komisji. 


Reklama
Reklama

Więcej na TOKFM.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon