Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Donald Tusk nie wróci do Polski. Nikt nie ucieszyłby się z tego bardziej niż Jarosław Kaczyński [OPINIA]

Logo Weekend.gazeta.pl Weekend.gazeta.pl 2017-11-25 Michał Gostkiewicz
Jarosław Kaczyński i Donald Tusk w grudniu 2010 roku © fot. Sławomir Kamiński/AG Jarosław Kaczyński i Donald Tusk w grudniu 2010 roku

Powrót Tuska do Polski byłby prezentem dla Jarosława Kaczyńskiego. Mógłby w znienawidzonego wroga bić całym aparatem państwa, który ma w ręku. Dlatego Tusk tego prezentu szefowi PiS nie zrobi.

Stawiam dolary przeciwko orzechom, że Tusk po sromotnie przegranych przez opozycję wyborach samorządowych (i wykopaniu w ramach rozliczeń Schetyny) przerwie kadencję prezydenta Unii, wróci do Polski i obejmie przywództwo w PO. Ogłosi: "Oto rezygnuję ze 110 tysięcy pensji miesięczne i staję do walki z Kaczyńskim"

- napisał Grzegorz Sroczyński po tym, jak szef Rady Europejskiej jednym twittem doprowadził wierchuszkę PiSu do rozstroju nerwowego. A ja stawiam brylanty przeciw dolarom Grzegorza Sroczyńskiego, że Donald Tusk do Polski nie wróci.

Komu się opłaca powrót Tuska?

Słusznie pisze Sroczyński, że Tusk to jedyny polityk, którego Kaczyński się boi. Szef PiS doskonale pamięta, jak przez osiem lat przegrał z byłym szefem PO wszystko, co było do przegrania. I wie, że wygrał dopiero wtedy, gdy Tusk, nie zmuszany przez nikogo, zszedł z polskiego politycznego boiska, żeby zagrać w Lidze Mistrzów.

Słusznie pisze Sroczyński, że obecna opozycja nie stanowi zagrożenia dla PiS. No bo kto wygra z graczem wagi ciężkiej, jakim jest bez wątpienia Kaczyński? Petru, który nie potrafi wznieść poparcia swojej partii ponad kilkanaście procent? Lewica? Lewica obsiadła kilka kanap i każda kanapa kłóci się z kanapą obok o to, na której wygodniej się siedzi.

Czy chce powrotu Tuska Robert Biedroń, na razie cierpliwie zaprzeczający temu, że myśli o prezydenturze? Jeżeli obaj wystartowaliby w wyborach prezydenckich w Polsce w 2020 roku, to odbieraliby sobie elektorat. Efekt - wiadomy: Duda lub inny pomazaniec Kaczyńskiego wygrywa z nimi w cuglach.

Czy może chce powrotu byłego szefa Platforma Obywatelska? Owszem, pamiętają tam jeszcze, jak dobrze było za Tuska, ale to było dawno. Teraz PO rządzi Schetyna - człowiek, który po latach obrywania od byłego przyjaciela po głowie wyszarpał partię pazurami i zębami. I nie odda, choćby notowania PO zbliżyły się do progu wyborczego.

Czy może liczą na ten powrót młode wilczki tejże Platformy, które mają swoje ambicje? W tej chwili na drodze tych ambicji stoi niepopularny nawet we własnym elektoracie Schetyna. Dla nich powtórne wejście Tuska do gry byłoby jak powrót Roberta Lewandowskiego do polskiej ligi, w której ledwo co zdążyli wyrobić sobie jako tako nazwiska.

Kaczyńskiemu brakuje wroga?

Nie, jest zupełnie inna osoba, która tego powrotu chce. Jarosław Kaczyński. Tusk w Polsce - to wreszcie prawdziwe dla prezesa wyzwanie. Po co szukać nowego wroga, kiedy stary wrócił i osiedlił się za miedzą? I można go wreszcie atakować - za wszystko. Za Smoleńsk, za Amber Gold, za inne mniej lub bardziej prawdziwe "wina Tuska". Dlatego tak walczył, by Tusk przestał być szefem Rady UE. By musiał wrócić.

I to jest właśnie powód, dla którego stawiam moje brylanty przeciw dolarom Sroczyńskiego. Tusk miałby wrócić do kraju? Po co?

Bili się z Kaczyńskim o Polskę przez prawie dziesięć lat. I nie była to łatwa wojenka. Nie, to był krwawy polityczny bój, w którym padały twierdze, w którym obaj tracili ziemię, regimenty wojska i najlepszych generałów (Schetyna, Rokita, Dorn). W której deptało się przyjaźnie i sojusze, poświęcało ideały dla walki o poparcie kapryśnego wyborcy. Ale to była równa walka. Szale politycznej walki były mniej więcej wyrównane. Teraz Kaczyński ma w ręku Sejm, rząd, prezydenta, media publiczne, a do tego służby i aparat sprawiedliwości, czyli prokuratury i - już prawie - sądy oraz komisję śledczą ws. Amber Gold. I mógłby Tuska grillować do woli.

Czy sam Tusk chce wracać?

Tymczasem w Europie od trzech lat Tusk ma spokój. Ma immunitet. Jak przyjeżdża do kraju, bo go wzywają a to w sprawie Smoleńska, a to w sprawie Amber Gold, to zeznaje jako świadek i wyjeżdża. Raz na jakiś czas z bezpiecznej odległości Brukseli robi na Twitterze kontrolowany wybuch którejś z beczek trotylu, na których oparta jest polska polityka. Zamiast siedzieć na partyjnych nasiadówkach w regionach, robić kampanię w małych miastach i licytować się w Sejmie na pyskówki z szefem PiS, siedzi na nasiadówkach wierchuszki UE, która niedawno wsparła go wbrew stanowisku niechętnego mu rządu PiS. Albo na "nasiadówkach" G20. Pracuje w systemie politycznym UE, którego naczelną i przestrzeganą wręcz obsesyjnie zasadą jest kompromis. Polski sposób uprawiania polityki - wszystko albo nic, zwycięstwo za wszelką cenę i upodlenie przeciwnika - w Unii nie działa i Tusk, który - bywało - walczył podobnie - zrozumiał to szybko jeszcze jako premier.

Teraz gra w zupełnie innej lidze - europejskiej. I jest w niej jednym z głównych rozgrywających, twórcą programu, według którego mają działać w najbliższych latach europejscy przywódcy. Z widokami na stanowiska w międzynarodowych instytucjach. To NATO, ONZ i struktury unijnej dyplomacji są dla Tuska naturalnym kierunkiem po zakończeniu kadencji przewodniczącego Rady Europejskiej, a nie polski Sejm czy nawet Pałac Prezydencki. Jak pokazuje jego kariera, nawet, gdy miał w karierze przestoje i rzadko wstawał z ławki rezerwowych, to jak już wstał, to po to, by przejść do wyższej ligi. Powrót do polskiej polityki po końcu kadencji byłby dla Tuska degradacją. To tak, jakby wspomniany Lewandowski wrócił z potentata Bundesligi do choćby i najsilniejszego polskiego klubu. I zastałby w nim umocowanego od lat nietykalnego kapitana drużyny, który zrobiłby wszystko, żeby nikt mu piłki nie podawał.

Michał Gostkiewicz. Dziennikarz i redaktor magazynu Weekend.Gazeta.pl. Wcześniej dziennikarz Gazeta.pl, "Dziennika" i "Newsweeka". Stypendysta Murrow Program for Journalists (IVLP) Departamentu Stanu USA. Absolwent Polskiej Szkoły Reportażu. Robi wywiady, pisze o polityce zagranicznej i fotografii. Kocha Amerykę od Alaski po przylądek Horn. Prowadzi bloga Realpolitik, bywa na Twitterze.

Reklama
Reklama

Więcej od dostawcy Weekend.gazeta.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon