Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

I co dalej premierze Morawiecki?

Logo Rzeczpospolita Rzeczpospolita 2018-10-22 Bogusław Chrabota

© EP/ Marc DOSSMANN

Mimo porażki w wielkich miastach PiS świętował w niedzielę wieczorem czwarte zwycięstwo wyborcze. Równie jednak ważne jak doprawione nieco łyżką dziegciu zwycięstwo było oficjalne namaszczenie Mateusza Morawieckiego na drugą osobę w partii. Czy było to wskazanie sukcesora?

Tego nie wiem, niemniej Jarosław Kaczyński występując na scenie obok Morawieckiego wyraźnie wskazał go jako autora sukcesu i wyróżnił. W języku polityki partyjnej oznacza to przecięcie spekulacji o możliwości awansu niechętnych premierowi koterii, spektakularną porażkę konkurentów (porażka Patryka Jakiego jest porażką Zbigniewa Ziobry) i czasową dominację ośrodka premiera.

Wybór logiczny, ale nie dla każdego – zwłaszcza ekspertów od partyjnych gierek – oczywisty. Bo zwycięstwo Morawieckiego (czytaj PiS) w wyborach było okraszone mocnym atakiem i poważnym zawahaniem pozycji premiera.

Po pierwsze potężnie uderzyły w niego odkurzone taśmy od Sowy. Morawieckiego próbowano pokazać jako człowieka z dawnego układu, co twardemu elektoratowi PIS nie mogło się spodobać. Po wtóre został zaatakowany (są hipotezy, że sam zaatakował) ujawnionym w fatalnym momencie wnioskiem Zbigniewa Ziobry o zbadania przez Trybunał Konstytucyjny zgodności przepisów traktatu europejskiego z Konstytucją RP. Przeciwnicy zyskali mocny argument, że PiS chce wyprowadzić Polskę z Unii.

Morawieckiemu udało się jakoś wymanewrować potężną rafę i wątek polexitu nie poszedł na jego konto. Kolejnym ciosem w PiS była decyzja TSUE o zawieszeniu przepisów zmieniających ustawę o Sadzie Najwyższym. I tę rafę Morawiecki wyminął, nie spiesząc się nadto z komentarzami dotyczącego decyzji luksemburskiej sędzi.


Ewidentny błąd popełnił jeden, ogłaszając, że zagłosowanie na kandydatów PiS ułatwi pozyskiwanie przez samorządy środków finansowych. Ta deklaracja zapachniała szantażem, a tych w Polsce się nie lubi. Ważnym zarzutem wobec Morawieckiego mogło i wciąż może być, że nie pojawiał się (poza wywiadem w Polsat News) w mediach neutralnych, co mogło by poszerzyć nieco krąg wyborczy kandydatów Zjednoczonej Prawicy o ludzi centrum. Trzymał się w przekazie PiS-owskich lojalistów, ale pewnie tak było trzeba wobec mocnych zarzutów, że jest przefarbowanym człowiekiem dawnych elit i zaprzysięgłym banksterem.

Mimo wszystko więc, i wbrew oczekiwaniom przeciwników wybrał. Symboliczny gest prezesa Kaczyńskiego dowodzi, że przeszedł cało przez kampanię i jego rola w partii będzie rosła.

Co z tym kapitałem zrobi? Zapewne poprowadzi partię do kolejnych wyborów. Jednak by ustrzec się przed „wrzutkami” musi wzmocnić swoją pozycję w rządzie. Wyprosić z rządu i wysłać do Brukseli najważniejszych przeciwników i najsłabszych sojuszników, jak Beata Szydło, Marek Suski, czy Zbigniew Ziobro. Dzięki gestowi prezesa ma do tego tytuł i możliwości. Wszystko w jego rękach.

Możliwe, że właśnie obserwujemy proces politycznej sukcesji. Możliwe, że tylko proces upodmiotawiania się jednego z najważniejszych polskich polityków. Przyszłość rozstrzygnie ten dylemat.

Jedno jest pewne. Morawiecki znalazł w plecaku buławę i wreszcie od niego zależy, co z nią może zrobić.

zdjęcie ilustracyjne Następny artykuł

Kanclerz Niemiec dzwoniła do Warszawy. Przeprosiła za...

Reklama
Reklama

ZOBACZ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW Z RZECZPOSPOLITEJ

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon