Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Koronawirusa można pokonać testami, a nie prokuraturą

Logo Newsweek Polska Newsweek Polska 2020-04-19 Renata Grochal
© Dostarczane przez Newsweek Polska

Koronawirusa można pokonać testami, a nie prokuraturą

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro próbuje zastraszyć lekarzy, którzy nie chcą wykonywać „nakazów pracy” wydanych w związku z pandemią koronawirusa. To ci, którzy są na pierwszej linii frontu, mają ponieść odpowiedzialność za nieudolność rządzących.


Jeszcze kilka dni temu minister zdrowia bił brawo lekarzom, którzy z narażeniem własnego zdrowia i życia w bohaterski sposób walczą z pandemią koronawirusa. Nie zważając na brak środków ochrony osobistej, pełnią dyżury w szpitalach, opiekując się zakażonymi oraz chorymi na COVID-19.

Jednak gdy okazało się, że w domach pomocy społecznej brakuje personelu medycznego, a lekarze nie stawiają się na odgórne skierowania wojewodów do pracy w DPS-ach, gdzie przebywają zakażeni koronawirusem, do akcji wkroczył minister sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro oświadczył, że „podjął decyzję o tym, aby uruchomić śledztwa w związku z sytuacją w niektórych domach pomocy społecznej”. Jak tłumaczył Ziobro, „człowieka, przyjaciela sprawdza się wtedy, kiedy jest problem, ale też wyzwania weryfikują lekarza i wszystkich ludzi związanych z obszarem zdrowia i opieki właśnie wtedy, kiedy jest ryzyko związane z prowadzeniem działalności”. Tymi słowy minister sprawiedliwości pogroził lekarzom palcem, że jeśli nie będą się zgłaszać do placówek ochrony zdrowia albo opiekuńczych na polecenie wojewodów, to narażą się na odpowiedzialność karną.

Problem w tym, że lekarze nie zgłaszają się do szpitali, czy domów pomocy społecznej nie dlatego, że nie chce im się pracować. Robią tak w obawie o zdrowie i życie własne oraz swoich rodzin. W wielu DPS-ach, a także placówkach medycznych, wciąż brakuje środków ochrony osobistej i personel medyczny jest narażony na zakażenie koronawirusem. Poza tym „nakazy pracy” przynosi medykom policja, często późnym wieczorem albo w nocy, a wiążą się one z wyjazdem z domu i pozostawieniem rodziny na kilka tygodni. Zdarzało się, że wojewoda kierował do pracy w DPS-ach kobiety w ciąży albo samotne matki, które nie miały z kim zostawić dzieci. Lekarze i pielęgniarki słusznie mają wątpliwości,że skoro rząd nie wprowadził stanu nadzwyczajnego, to dlaczego stosuje się odgórne „nakazy pracy” i to pod groźbą 5 tysięcy złotych kary.

Rząd nie może traktować medyków w tak bezduszny sposób. Powinien zapewnić im bezpieczne warunki pracy i przede wszystkim zaapelować do ochotników. Lekarze i pielęgniarkipowinni mieć dostęp do środków ochrony osobistej i regularnych testów na obecność koronawirusa, bo oni są najbardziej narażeni na ryzyko zakażenia. Od początku pandemii w wielu szpitalach trzeba było zamykać całe oddziały właśnie z powodu zakażenia personelu. Jak pokazują doświadczenia tych krajów, gdzie masowo wykonuje się testy, to jest najlepszy sposób na walkę z epidemią. Tymczasem PiS odrzuciło senacką poprawkę dotyczącą regularnych testów dla pracowników służby zdrowia, a Ministerstwo Zdrowia z uporem godnymlepszej sprawy trzyma się zarządzenia o tym, by liczby testów nie zwiększać. I to mimo że o masowe testowanie apeluje nie tylko opozycja, ale i politycy Zjednoczonej Prawicy, np. Andrzej Sośnierz z Porozumienia, były szef Narodowego Funduszu Zdrowia. Sośnierz od kilkunastu dni powtarza, że taktyka przyjęta przez rząd, który odmawia zwiększenia liczby testów, jest błędna. Zamiast testów, rząd ma dla lekarzy i pielęgniarek groźby. Tyle, że tak się problemu nie rozwiąże, a groźby ministra Ziobry mogą tylko rozwścieczyćlekarzy.

Zresztą trudno oprzeć się wrażeniu, że Zbigniew Ziobro ma obsesję na punkcie medyków. Od kilkunastu lat ściga kardiologów, którzy leczyli niegdyś jego ojca, obwiniając ich, że przyczynili się do jego śmierci, choć tej wersji nie podziela ani prokuratura, ani sąd.

Teraz – za sprawą gróźb Ziobry - odpowiedzialność za nieudolność rządzących w walce z koronawirusem mają ponieść lekarze, którzy są na pierwszej linii frontu.

Zobacz także: 

NASTĘPNY
NASTĘPNY

Reklama
Reklama

Więcej na Newsweek.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon