Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Mamy trzecią wojnę światową

Logo Rzeczpospolita Rzeczpospolita 2020-03-24 Artur Ilgner

© HAZEM BADER/AFP via Getty Images

[Uwaga od redakcji: Opinie w tym artykule są opiniami autora, opublikowanymi przez naszego partnera, i nie reprezentują poglądów Microsoft News ani Microsoft]

Jeśli ktokolwiek myśli inaczej jest w błędzie. Mamy trzecią wojnę światową!

Dopiero się rozpoczęła i nie wiadomo jak długo potrwa. I choć nie walczą między sobą armie, wręcz odwrotnie, ludzkość, po raz pierwszy w swojej historii, zjednoczyła się, bez wątpienia jest to wojna światowa w której zaangażowanych jest wiele państw przeciwko wspólnemu wrogowi.

Jest nim Covid-19.Wirus chytry, przebiegły. Drobina o wielkości 60 do 140 nanometrów, widoczna jedynie pod mikroskopem elektronowym. Bezwzględnej jego brutalności doświadczamy codziennie. W zmasowanej ofensywie zaatakował ludzki świat.

Zatem wojna totalna, ogólnoświatowa. O nowym obliczu. Bez bomb, czołgów, samolotów, żołnierzy. Huku armat i wystrzałów. Wojna "cicha". Mimo tego równie okrutna jak wszystkie. Codziennie zbiera swoje żniwa; pierwsze ofiary liczyliśmy w dziesiątkach, po tygodniu w setkach, teraz w tysiącach. W chwili gdy to piszę, WHO podała informację o 350 tysiącach ludzi zainfekowanych (rannych), 15 tysiącach zmarłych (zabitych), 14 tysiącach po leczeniu szpitalnym.

Lecz sytuacja niekorzystnie dla nas się rozwija. Poza Chinami, mamy lawinowy przyrost ofiar. Najbardziej zagrożona jest Europa i USA. Tu Covid-19 dokonał największych spustoszeń. Ludzie z nakazu lub strachu zamykają się w domach. Opustoszały ulice miast praktycznie zanikł handel sprowadzony do minimum w sklepach spożywczych. Trwoga, niepewność, chwilami panika.

Świat wstrzymał oddech. W mediach wiadomości i fake newsy. Wypowiadają się politycy, naukowcy, lekarze, ekonomiści. Bo to drugi, zawsze bliźniaczy aspekt wojny. Pomimo panicznych wysiłków rządów, walą się w gruzy filary, nie tylko europejskiej, gospodarki, wiadomo już, że nie wystarczy środków na zapobieżenie stratom, że latami trwać będzie powrót do unormowanej gospodarki.

Powoli społeczeństwa zaczynają rozumieć, że świat, w jakim do tej pory żyli (w miarę przewidywalny gospodarczo) przestał istnieć. Historia, jak po ataku na Word Trade Center i wszystkich innych zaskakujących wydarzeniach w dziejach, dokonała kolejnej cezury. I tylko ktoś bez wiedzy i wyobraźni może wierzyć, że po wygranej (a tak będzie, bo człowiek, bardziej niż dzikie zwierzę, potrafi się obronić), powrócimy do domu jak po chwilowym urlopie.

Nie łudźmy się. Tego domu już nigdy nie będzie. Zmienią się relacje gospodarcze i polityczne. Lecz zanim to się stanie  obudzą się demony. Przyznaję, to kasandryczna wizja. Czy bezpodstawna? W tyglu chaosu i paniki zaczynają nabierać temperatury teorie spiskowe. Amerykanie mówią o "chińskim wirusie", i że nie z warzywniaka w Wuhan, a z laboratorium wydostał się lub został rozwleczony aby zainfekować świat. Chińczycy pomrukują, że to "sprawka Amerykanów", co w konsekwencji doprowadzić może do konfliktu najpotężniejszych mocarstw świata.

Pozostawmy to. Pytanie jest inne, ważniejsze: czy byliśmy w stanie zapobiec pandemii z którą dzisiaj zmaga się świat, a jeśli nie, to czy były szanse by przynajmniej ograniczyć jej tragiczne skutki? Odpowiedź jest prosta: tak! Mieliśmy szanse zarówno przewidzieć taki rozwój wypadków, jak i ograniczyć ich niszczycielski zasięg. Wielu naukowców, w szczególności biologów, przestrzegało przed takim scenariuszem. Najdobitniej ujął to Bill Gates, twórca Microsoftu, człowiek o nieprzeciętnej inteligencji, który po raz pierwszy, siedem lat temu podczas konferencji w Vancouver "Ted Talk" ("Idee warte propagowania") przestrzegał, że nie rakiety, a wirus może zagrozić ludzkości. Był jeszcze wtedy "optymistą" i twierdził, że może zginąć dziesięć milionów ludzi... Dwa lata temu ponowił apel (także do Donalda Trumpa), przypominając, że czas się kurczy i stosunkowo tanim kosztem można w tajnych laboratoriach zmutować wirusy, a wywołaną pandemią w sposób terrorystyczny zaatakować dany kraj czy obszar.  Przedstawił symulację z której wynikało, że przy jakże szybkim dzisiaj przemieszczaniu się ludności w wypadku takich działań zginąć mogą nawet 33 miliony ludzi!

I co się stało? Nic. Nikt z rządzących tym się nie przejął. Nikt nie usłyszał przestróg i apeli naukowców, by zwiększyć wydatki na ochronę zdrowia obywateli, zabezpieczyć ich przed skutkami takiego scenariusza. Jak zawsze: ważniejsze są interesy gospodarcze i polityczne, kampanie polityczne, wybory. Biznes i wysysanie ze świata co się tylko da. Bo człowiek zatracił pokorę wobec przyrody, współbraci, własnej egzystencji. Rozbił atom, wylądował na Księżycu, posłał sondę na Marsa. Popadł w pychę i zarozumiałość. Wydaje mu się, że jest w stanie nad wszystkim zapanować. Tymczasem okazuje się, że jesteśmy tylko pchłami skaczącymi po psiej sierści. I ten pies właśnie się podrapał. 

Reklama
Reklama

ZOBACZ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW Z RZECZPOSPOLITEJ

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon