Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Woda, nasze dobro luksusowe. Czy w Polsce może jej zabraknąć?

Logo Newsweek Polska Newsweek Polska 2019-06-11 Emilia Stawikowska
© Dostarczane przez Ringier Axel Springer Sp. z o.o.

Kryzys w Skierniewicach jest już zażegnany, ale wciąż obowiązuje w tym mieście zakaz podlewania trawników i mycia samochodów. To nie jedyne miejsce w naszym kraju, w którym już teraz brakuje wody. Czy grozi nam krajobraz rodem z Mad Maxa?

W Skierniewicach wszyscy czekają na deszcz. W ubiegły weekend, z powodu upałów i suszy w kranach przestała lecieć woda. Prezydent miasta zwołał sztab kryzysowy i zorganizował dostawy wody w 10-litrowych baniakach. Najgorsze na szczęście już za mieszkańcami, którzy mają już, co pić i mogą wziąć prysznic. Ale to nie znaczy, że to koniec problemów. Żeby nie dopuścić do ponownego wysuszenia miejskich studni, włodarze apelują o „nieużywanie wody w celach innych niż bytowo-socjalne”.

Woda to luksus

Mieszkańcy Skierniewic już wiedzą, jak może wyglądać życie bez dostępu do bieżącej wody. Brzmi abstrakcyjnie? Niekoniecznie. Wody jest na świecie coraz mniej i jest ona coraz gorszej jakości.

Organizacje takie jak WWF od lat alarmują, że jeśli nie zmienimy sposobu, w jaki korzystamy z zasobów wody, to do 2025 roku blisko połowa ludzi na świecie będzie zamieszkiwała tereny z deficytem tego surowca. Mogłoby się wydawać, że Polska z jej położeniem w strefie klimatu przejściowego nie ma się czego obawiać. Nic bardziej mylnego. Nasz kraj ma zasoby wody jedne z najmniejszych w Europie.

– Polska dysponuje w skali europejskiej bardzo małymi zasobami wód powierzchniowych, które w przeliczeniu wynoszą średnio 1600 m3 na mieszkańca na rok, co oznacza próg deficytu wody - mówił w rozmowie z Newsweekiem dr Maciej Lenartowicz z Wydziału Geografii Studiów Regionalnych Uniwersytetu Warszawskiego. Tak małe zasoby wody to wynik m.in. ścierania się nad naszym krajem wpływów kontynentalnych z oceanicznymi. W związku z tym ilość opadów jest trudna do przewidzenia.

Susza w centralnej Polsce

O coraz groźniejszym widmie suszy mówi też rządowy raport „Polityka ekologiczna państwa 2030”. Wynika z niego, że coraz więcej regionów naszego kraju już odczuwa skutki suszy, a będzie coraz gorzej.

Źle jest szczególnie w centralnej Polsce - m.in. w województwie łódzkim, w którym już zaczynają się tworzyć strefy pustynne. Autorzy raportu szacują, że na 90 proc. terytorium łódzkiego istnieje zagrożenie opadów poniżej 400 mm w ciągu roku. Oznacza to, że opadów będzie równie niewiele, jak w krajach śródziemnomorskich. W mniejszym stopniu, lecz susza dotyka również Kujawy i Wielkopolskę.

- Polska wcale nie ma tak nieograniczonego dostępu do wody, jak może się nam wydawać - potwierdza nam Michał Przybylski, prezes Pomorskiego Towarzystwa Hydrologiczno-Przyrodniczego. - Na obecne problemy z wodą wpływa utrata naturalnej retencji, czyli działalność człowieka, w tym szczelne zabudowywanie miast, niwelacje terenu, melioracje i braki zieleni zatrzymującej wodę. Powoduje to, że coraz mniej deszczówki dostaje się do wód gruntowych.

Hydrolodzy zwracają uwagę, że betonowanie miast i wyprostowywanie koryt rzek i potoków sprawia też, że odpływ wód jest nienaturalnie przyspieszony, więc coraz mniej wody wsiąka w glebę. Swoje dokłada też zmiana klimatu.

- W ostatnim czasie przeważają deszcze nawalne, czyli bardzo intensywne, po długich okresach bezopadowych - mówi Przybylski. - Ziemia nie jest w stanie przyjąć tak ogromnej ilości deszczówki, spływa więc gwałtownie do rzek, następnie do morza. Poziom wód gruntowych nie ma szans na odbudowanie, a nasze studnie, z których czerpiemy wodę, wysychają.

Woda nie tylko do picia

Weekend bez wody w Skierniewicach może być zapowiedzią coraz większych problemów. Wprawdzie eksperci uspokajają, że wody pitnej nie powinno nam w najbliższych latach zabraknąć, lecz jej brak spowoduje kolejne zagrożenia.

Coraz trudniejszy dostęp do wody rodzi kolejne problemy, m.in. w energetyce. Najprościej mówiąc, bez wody nie ma prądu. To surowiec niezbędny do funkcjonowania elektrowni węglowych, a takich mamy w Polsce większość. Podgrzana woda paruje i wprawia w ruch turbiny napędzające generatory, z kolei zimna woda używana jest do ochładzania urządzeń energetycznych.

Jak podaje Ośrodek Działań Ekologicznych „Źródła”, w Polsce pobór wody na jednostkę PKB wynosi 76 metrów sześciennych, podczas gdy w innych państwach OECD (Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, która zrzesza 36 państw) jest to średnio 60 metrów sześciennych. Nasza gospodarka jest więc bardziej wodochłonna od lepiej rozwiniętych krajów. Główną tego przyczyną jest fakt, że polski sektor produkcji energii opiera się na najbardziej wodochłonnym surowcu – węglu. Przy tym Polska posiada jedne z najmniejszych w tym gronie zasobów wody pitnej.

Jednym z pierwszych zauważalnych efektów zmian klimatu, dotkliwym dla energetyki, będzie więc problem utrudnionego dostępu do wody stosowanej w celu chłodzenia bloków energetycznych. W kontekście polityki energetycznej polskiego rządu, dane te nie napawają optymizmem.

Zobacz także:

Odtwórz ponownie wideo
NASTĘPNY
1
Anuluj
Co obejrzeć potem
NASTĘPNY
NASTĘPNY

Nieregularne opady i długotrwałe susze odbijają się też na produkcji żywności. Ten rok jest dla rolników szczególnie trudny. Jeśli długotrwałe susze będą się utrzymywać, możemy spodziewać się wzrostu cen żywności.

Reklama
Reklama

Więcej na Newsweek.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon