Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Żona Andrzeja Strzeleckiego: Wierzymy, że Andrzej pokona chorobę!

Logo Fakt Fakt 2020-06-08 Bartosz Pańczyk

© @PAP Andrzej Strzelecki (68 l.), czyli doktor Koziełło z „Klanu” walczy z nieoperacyjnym rakiem płuc i oskrzeli. Jedyną szansą na powrót do zdrowia jest terapia nowoczesnym lekiem z Ameryki. Niestety jej koszt to 1,5 mln zł. To przerasta możliwości finansowe aktora, w internecie ruszyła więc zbiórka pieniędzy na jego leczenie. Gdy zadzwoniliśmy do aktora, powiedział nam, że nie ma siły mówić i przekazał słuchawkę żonie, Joannie Pałuckiej (58 l.), która opowiedziała o trudnej walce męża.

Kiedy pan Andrzej dowiedział się o chorobie?

– W marcu. Mąż przyjechał do szpitala na Banacha w Warszawie na kompleksowe badania. I właśnie tam okazało się, że jest problem onkologiczny.

Miał jakieś dolegliwości?

– Tak, ale nikt z nas nie podejrzewał, że to rak. Mąż odczuwał bóle w różnych częściach ciała, trzęsły mu się ręce. Były to problemy natury neurologicznej, dlatego położono go na oddziale neurologii. Neurologicznie jednak jest wszystko dobrze. Bóle to wynik rozprzestrzeniającego się raka.

Diagnoza okazała się druzgocąca. Ale pojawiła się nadzieja. Okazało się, że w USA dopuszczono lek, który może pomóc.

– Diagnoza to był straszny cios, bo lekarze nie dawali Andrzejowi szans. Do tego wybuchła epidemia. Siedzieliśmy w domu załamani, nie wiedząc, co robić. O leku, który jest jedyną szansą Andrzeja, dowiedzieliśmy się ok. 3 tygodni temu. To dla nas wielka nadzieja. Został dopuszczony w Stanach Zjednoczonych dopiero 6 maja. U nas w Europie niestety ciągle nie ma na rynku tego lekarstwa. I to rodzi problemy... 

Jakie?

– Nie można go przywieźć do Europy. Nawet ministerstwo nie może wystosować prośby o sprowadzenie leku dla danej osoby. Bardzo chcielibyśmy, by te tabletki mogły być sprowadzone, ale na dzień dzisiejszy nie mamy takiej wiedzy, czy to się uda i czy Andrzej nie będzie musiał jechać do Ameryki, by móc podjąć leczenie. Chcielibyśmy tego uniknąć, bo jest słabiutki.

Aby zakupić ten drogi lek, zorganizowali państwo zbiórkę pieniędzy...

– Koszt leczenia przerasta nasze możliwości, więc musieliśmy z tym problemem wyjść do ludzi. Takie pieniądze nie są dla nas osiągalne. Miesięcznie potrzebujemy 37 tys. dolarów. Na razie wskazana jest kuracja na 10 miesięcy, ale możliwe, że koszty wzrosną. Jesteśmy jednak pełni nadziei, że dzięki wielkim sercom darczyńców leczenie będzie możliwe i Andrzej pokona chorobę.

Gdy ruszyła zbiórka, okazało się, że pan Andrzej ma wielu przyjaciół...

– Wsparcie jest ogromne. W tej całej tragicznej sytuacji to jest bardzo krzepiące. Mąż z racji wykonywanego zawodu miał przez lata kontakt z ogromną rzeszą ludzi. Telefony się teraz od nich urywają. Wszyscy dowiedzieli się o chorobie Andrzeja właśnie dopiero gdy ogłosiliśmy zbiórkę pieniędzy na leczenie. Nie mielibyśmy siły, by obdzwonić wszystkich ludzi, których znamy, by opowiedzieć jaka jest sytuacja.

Jak się teraz czuje pan Andrzej?

– Słabo. Bardzo słabo. Staramy się żyć normalnie, ale choroba nie daje o sobie zapomnieć. W zasadzie jest niesamodzielny i nie może się nigdzie beze mnie ruszyć. Mimo to się nie poddaje i chce funkcjonować jak dawniej. W zeszłym tygodniu byliśmy nawet na planie do serialu „Klan”. Ekipa podeszła do nas bardzo życzliwie. Organizują na planie wszystko pod Andrzeja. Dopóki będzie to możliwe, będziemy starali się udawać, że nic się nie dzieje, chociaż wszyscy widzą, że nie dzieje się dobrze. Mąż schudł i zmizerniał.

Rozmawiał Bartosz Pańczyk

Wpłat na leczenie Andrzeja Strzeleckiego można dokonywać na:

Fundacja Rak’n’Roll Wygraj Życie

nr konta: 73 1600 1462 1893 9704 1000 0068

w tytule:

"dla Andrzeja S."

Zobacz także:

Gehenna chorej na raka dziennikarki

Andrzej Strzelecki o walce z nowotworem

Reklama
Reklama

WIĘCEJ NA FAKT.PL

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon