Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Na Kremlu mówią „Zuch”. Tusk w Radomiu

Logo Niezalezna.pl Niezalezna.pl 02.07.2022 Katarzyna Gójska
© Twitter/Tomasz Siemoniak

Po sobotnim wystąpieniu przewodniczącego Platformy w Radomiu należy pozbyć się jakichkolwiek wątpliwości - Tusk jest dziś pasem transmisyjnym rosyjskiej propagandy, a jego partia w prorosyjskość może konkurować jedynie z Braunem i jego otoczeniem - komentuje dzisiejszą konwencję PO Katarzyna Gójska, wicenaczelna "Gazety Polskiej".

Otóż ubiegający się o kierowanie rządem samozwańczy lider opozycji nie zauważył, że tuż za Polską granica toczy się wojna. Pełnoskalowa, z ludobójstwem, nakierowana na odebranie niepodległości, a przez agresorów określana jako pierwszy etap ich planu odbudowy Związku Sowieckiego i jego strefy wpływu. Tusk mówił o cenach gazu, o cenach paliw czy nawozów, ale ni słowem nie wspomniał o agresji Rosji. Rosji po prostu nie było. Lider Platformy tłumaczył destabilizujące świat zjawiska, ale ani razu - nawet pół słówkiem czy aluzją - nie odniósł się do agresji Moskwy. Tylko jedno państwo w Europie ma taką optykę - jest nim Federacja Rosyjska. Bo przecież na Ukrainie, zdaniem Putina, wojny nie ma. Nie ma też problemu agresji energetycznej FR, a wysokie ceny gazu czy ropy są wynikiem głupoty czy nieudolności państw zachodnich. Tusk wyjaśnia ludziom sytuację w Polsce, podążając za kremlowską propagandą jak za panią matką. Cały ten prorosyjski ściek okrasza potężną dawką nienawiści i pogardy. Zapowiada kolejną próbę przewrotu w razie przegranych wyborów. Destabilizację państwa i anarchię - wręcz samosądy-  gdy wybory wygra. Poza tym nie ma innej oferty. Nie wypowiada się nawet zdaniem na temat bezpieczeństwa państwa. Trudno uznać, by rzeczywiście zapomniał o wojnie i wynikających z niej zagrożeniach. Jego wystąpienie to oferta złożona Moskwie i Berlinowi. Polacy są dziś najbardziej antyrosyjskim społeczeństwem w Europie, z badań wynika, iż chcą pokonania Moskwy nawet kosztem swojego komfortu, bo słusznie wiedzą, że Ukraina to etap, a nie cel. Rząd RP może być tak skuteczny w wymuszaniu sankcji i pomocy dla Kijowa między innymi dlatego, że czuje poparcie ogromnej części swoich obywateli. Zatem jeśli plan pisany w Berlinie, Paryżu i w Moskwie zakładający szybką pacyfikację Ukrainy i oddanie Rosji części jej terytoriów ma zostać zrealizowany, ktoś musi najpierw ostudzić zapał Polaków. Tej roli podjął się w sobotę zupełnie otwarcie Donald Tusk. Dlatego jego wystąpienie przypomina, iż ciągle pełni rolę „ ich człowieka w Warszawie”, ale jest wyjątkowo złowrogim sygnałem dla walczącego Kijowa. Jeśli w Polsce zmieni się władza, to ewentualny rząd kierowany przez Tuska powróci do Ukraińców ze swoim komunikatem sprzed lat - podpiszcie albo wszyscy zginiecie. 

 

» Kliknij i zobacz komentarze pod artykułem lub skomentuj na niezalezna.pl

Reklama
Reklama

Więcej od Niezalezna.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon