Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Odpowiedź autorów: LPP mija się z prawdą

Logo Newsweek Polska Newsweek Polska 2020-03-22 Wojciech Cieśla, Julia Dauksza
© Dostarczane przez Newsweek Polska

Odpowiedź autorów tekstu „Właściciel Reserved wykupił z rynku maski, w których walczy się z koronawirusem” na oświadczenie firmy LPP

Z firmą LPP komunikowaliśmy się na kilka dni przed publikacją, konkretnie - 19 marca, na dzień przed publicznym ogłoszeniem włączenia się LPP w szycie maseczek dla polskich szpitali. Otrzymaliśmy odpowiedzi, które obszernie cytujemy w artykule. Już po publikacji jeden z autorów odbył niemal godzinną rozmowę telefoniczną z prezesem spółki, proponując mu sprostowanie rzekomo nieprawdziwych — według prezesa — informacji. Prezes nie potrafił ich wskazać, przedstawiał za to LPP jako organizację charytatywną.

Niestety, dzisiejsze oświadczenie LPP — spółka wydała je niemal 12 godzin po naszym tekście — jest pełne kłamstw i wprowadza w błąd opinię publiczną. Nie odnosi się merytorycznie do tekstu, głównie powiela informacje, które w nim przedstawiliśmy. Ma za to sprawiać wrażenie, że LPP nie ma nic wspólnego ze szwalniami w Chinach, które dostarczają firmie ponad 30 proc. produkcji, a wysyłka masek była odruchem serca. Ale po kolei:

1. Wbrew temu, co sugeruje LPP, dokładnie podaliśmy, kiedy miała miejsce akcja skupu masek. I jaki był jej formalny powód. Informację dostaliśmy z biura prasowego LPP, cytat z tekstu: „Według relacji przekazywanych przez biuro prasowe, najpierw planuje zakup tysiąca maseczek dla pracowników z biura w Szanghaju, jednak w ciągu kilku godzin liczba ta rośnie do dziesięciu tysięcy, a następnie do miliona. Uwzględniliśmy też szerszy kontekst związany z terminem akcji: pomiędzy 26 a 28 lutego chińskie prowincje wprowadziły liczne obostrzenia związane z epidemią, uderzające w pracę fabryk i mobilność pracowników oraz wymuszające stosowanie m.in. masek ochronnych w miejscach publicznych i w zakładach pracy.

2. LPP mija się z prawdą, gdy pisze, że w momencie organizowania akcji „pracownicy fabryk azjatyckich nie świadczyli pracy na rzecz LPP". Jest to prawdziwe tylko w tym sensie, że praca fabryk współpracujących z LPP była w tym czasie zawieszona ze względu na decyzje władz.

Na początku lutego wiceprezes LPP, Przemysław Lutkiewicz, bierze udział w dwóch konferencjach. Mówi o sytuacji w ogarniętych epidemią Chinach: - Na tę chwilę to nie jest jeszcze znaczące zagrożenie, bo ponad 60 proc. dostaw kolekcji wiosna - lato już przypłynęła do magazynów, a kolejne płyną. W Chinach zostało jeszcze do sprowadzenia ok. 15 proc. naszej kolekcji tam wyprodukowanej, czyli całościowo poniżej 10 proc. kolekcji. (...) Czekamy na informacje chińskiego rządu, kiedy pracownicy w Chinach będą mogli podróżować i wrócić do fabryk".

Inne źródło opowieści wiceprezesa z konferencji (money.pl): „Dodał, że potencjalnym ryzykiem są też opóźnienia w produkcji. 'Czekamy na informacje chińskiego rządu, kiedy pracownicy w Chinach będą mogli podróżować i wrócić do fabryk' - powiedział. Dodał, że najwięcej szwalni jest na chińskim wybrzeżu, gdzie nie ma problemu koronawirusa, ale jest problem z przemieszczaniem się pracowników. Ok. 1/3 produkcji grupy pochodzi z Chin".

Niezależnie od tego, czy w fabrykach trwała produkcja nowej kolekcji, czy szycie tzw. „doróbek”, wydłużenie wstrzymania pracy we współpracujących z LPP fabrykach oraz ograniczenia w przemieszczaniu się pracowników niepokoiły firmę do tego stopnia, że rozważała przeniesienie produkcji do Turcji i Bangladeszu. Cytat: „Wiceprezes LPP, Przemysław Lutkiewicz zapewnił podczas wtorkowej konferencji wynikowej, że jak na razie sytuacja nie stanowi zagrożenia dla dostaw odzieży do polskiej spółki. Większym zmartwieniem może być fakt, że do 10 lutego została wstrzymana praca m.in. w chińskich fabrykach, gdzie produkowana jest właśnie odzież dla polskiej spółki. Początkowo moce produkcyjne miały zostać uruchomione już 3 lutego, ale tak się nie stało".

A 27 lutego, gdy już wirus szaleje w Europie, wiceprezes też LPP jest optymistą. I nadal czeka na dostawy z Chin: - Jest coraz lepiej, jesteśmy optymistami. Dwa tygodnie temu porty chińskie zaczęły wysyłać towary, odblokował się zatem ten łańcuch. Czekamy na decyzje o wznowieniu produkcji w fabrykach. Rozmawiamy z naszymi dostawcami w Chinach. Twierdzą, że produkcja zostanie wznowiona już za tydzień - tłumaczy w rozmowie z portalem WNP.PL wiceprezes LPP Przemysław Lutkiewicz". „Jak podkreśla, obecne problemy z zachwianiem ciągłości łańcucha dostaw to pierwsze tak poważne zawirowania, z jakimi ma do czynienia spółka. Do tej pory LPP radzić musiało sobie z pojedynczymi przypadkami".

3. O tym, że część masek trafiła do Polaków w Chinach, wyraźnie piszemy w tekście.

4. „Niezrozumiałym jest dlaczego Redaktor Cieśla kontaktuje się z przypadkowymi osobami w MSZ chcąc dowiedzieć się więcej na temat akcji pomocowej dla placówek dyplomatycznych" — to komentarz LPP do informacji, które „Newsweek” otrzymał od rzecznika MSZ. Nie wiemy, z jakiego powodu (prawdopodobnie informacje z ministerstwa kłóci się z biznesowym PR spółki) urzędnik MSZ został w oświadczeniu nazwany „przypadkową osobą".

5. Wysyłka przez LPP masek do Chin zachwiała polskim rynkiem tych produktów — i nie ma z tym związku czas wysyłki. Polskie hurtownie zostały wydrenowane z masek. Mamy na to liczne dowody. Wśród nich - mail z LPP, która opisała, jak trudno jej było zebrać towar do transportu: „Przez dwa dni kontaktowaliśmy się z większością polskich hurtowni artykułów medycznych, sklepami internetowymi prowadzącymi sprzedaż artykułów ochronnych i aptekami internetowymi, kupując partiami maski. Z tego względu, że już wtedy napotykaliśmy trudności z pozyskaniem na polskim rynku hurtowych ilości masek, sprawdzaliśmy ich dostępność również za pośrednictwem naszych zagranicznych przedstawicielstw”. Przypominamy, że docelowo firma planowała nabyć milion masek, a ostatecznie była w stanie zrealizować ten plan tylko w połowie, mimo zakupu po sześciokrotnie zawyżonej cenie.

6. W tekście podajemy informacje o innej pomocy humanitarnej dla Chin w tym czasie: „W tym samym czasie, w którym wysyłała maski do fabryk w Chinach, pomoc humanitarną dla szpitali w Wuhan i chińskiego Czerwonego Krzyża organizowały m.in. China Construction Bank, Chińsko-Polska Izba Gospodarcza, polsko-chińskie firmy, a nawet chińscy turyści. Swoje produkty jako darowizny wysyłali też polscy producenci masek".

7. Przed publikacją pytaliśmy LPP o wcześniejsze, ekspresowe akcje charytatywne. Spółka ich nie wskazała. Nie sposób ich znaleźć także w linku z oświadczenia LPP (to link do listy instytucji i osób wspieranych przez LPP i listy projektów sponsoringowych).

Całą reszta oświadczenia spółki nie nadaje się do komentarza - to opowieść o olbrzymich podatkach, jakie LPP odprowadza do budżetu, wspieraniu polskiej gospodarki i pomocy w zwalczaniu koronawirusa, w jaką włącza się LPP. Wszystko pięknie, ale nie na temat.

Trawestując anonimowego PR- owca LPP, który przygotował oświadczenie spółki: apelujemy o rozsądek w odbiorze cytowanego oświadczenia oraz racjonalną ocenę przedstawionych faktów.

Uwaga od redakcji: Opinie w tym artykule są opiniami autora, opublikowanymi przez naszego partnera, i nie reprezentują poglądów Microsoft News ani Microsoft

Zobacz także:

Oświadczenie LPP odnośnie artykułu w Newsweek.pl

Reklama
Reklama

Więcej na Newsweek.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon