Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Premier mija się z prawdą? Sędziowie punktują Morawieckiego

Logo Newsweek Polska Newsweek Polska 2017-12-19 maw
© photo: Paweł Supernak / source: PAP

„Od Prezesa Rady Ministrów, którego wypowiedzi mają niewątpliwy wpływ na kształtowanie się opinii publicznej, oczekujemy rzeczowości i posługiwania się sprawdzonymi i potwierdzonymi informacjami” – napisał w oświadczeniu rzecznik Sądu Najwyższego. To komentarz do ostatnich wystąpień premiera, a przede wszystkim jego artykułu w amerykańskim „Washington Examiner”.

Premier Mateusz Morawiecki jest entuzjastycznym zwolennikiem przejęcia kontroli nad sądami przez PiS. – Reforma ministra Ziobry jest bardzo dobrą reformą, ponieważ ona zwiększa niezawisłość sędziów. Co wy opowiadacie, że ona ją zmniejsza – mówił wygłaszając expose do posłów opozycji. Wielokrotnie wypowiadał zachwalał reformę i bardzo ostro krytykował sądy także przy innych okazjach. Ba, napisał nawet na ten temat artykuł opublikowany w serwisie amerykańskiego tygodnika „Washington Examiner”.

Kłopot w tym, że premier Mateusz Morawiecki wielokrotnie mija się w tych wypowiedziach z faktami. Wytknęli mu to w oświadczeniach rzecznik Sądu Najwyższego i kolegium SN.

Postkomunistyczni sędziowie zdominowali sądy?

Zarzuty? Według kolegium SN nie jest prawdą, że w wyniku obrad Okrągłego Stołu gen. Wojciech Jaruzelski obsadził stanowiska sędziowskie w wolnej Polsce postkomunistycznymi sędziami. Tymczasem taka teza pojawiła się w „Washington Examiner”.

Sędziowie odrzucają też tezę premiera o „dominacji w SN sędziów okresu komunizmu”. „Sam fakt orzekania w czasach PRL nie świadczy o tym, że dany sędzia sprzeniewierzył się niezawisłości i postępował niegodnie. Jeśli Pan Premier dysponuje wiadomościami na temat konkretnych spraw i konkretnych sędziów powinien przedstawić je publicznie, a nie posługiwać się krzywdzącymi uogólnieniami” – napisał rzecznik SN Michał Laskowski.

W podobnym tonie wypowiadał się też prof. Adam Strzembosz, który podkreślił, że jeśli Mateusz Morawiecki twierdzi, że w SN zasiadają „sędziowie stanu wojennego”, to jego też można określić takim mianem. – W takim razie ja też jestem sędzią stanu wojennego, bo odwołała mnie Rada Państwa 19 grudnia 1981 r., razem z ponad 20 innymi sędziami oraz nieznaną mi liczbą asesorów. Można więc powiedzieć, że w czasie stanu wojennego byłem sędzią. Ale liczy się przecież to, jak kto wtedy orzekał – stwierdził Strzembosz.

Według Sądu Najwyższego nieprawdziwe jest także opublikowane w amerykańskim tygodniku twierdzenia na temat KRS, z których wynika, że w powoływaniu sędziów nie uczestniczą sędziowie pierwszej instancji ani „żaden (...) wybierany urzędnik”. Morawiecki pisze też o KRS, że to „elitarna rada złożona z 25 osób, zdominowana przez 15 sędziów szczebla apelacyjnego i wyższego, nominuje wszystkich sędziów, w tym ich własnych następców”

Kolegium SN podkreśla też, że dotychczasowy system obsady stanowisk sędziowskich nie jest, wbrew twierdzeniom Morawieckiego, oparty jest na nepotyzmie i korupcji.

Nepotyzm i korupcja w sądach?

Sędziwie krytykują też oskarżenia Morawieckiego z „Washington Examiner”, że „w przypadkach, gdy sprawa wygląda na najbardziej dochodową, wymagane są łapówki”. Podkreślają, że „wiedza o takich sprawach powinna być udostępniona przez Pana Premiera organom ścigania”.

„Środowisko SN popiera bezwzględne ściganie i surowe karanie sprzedajnych sędziów. Sprzeciwiamy się natomiast odwoływaniu się do niepotwierdzonych, obiegowych opinii i stereotypów i to w wypowiedziach Premiera polskiego rządu, publikowanych także za granicą. Krzywdzi to tysiące uczciwych sędziów, którzy są ważną częścią polskiego państwa” – napisano w oświadczeniu.

Reklama
Reklama

Więcej na Newsweek.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon