Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Szybkość rosyjskiej inwazji nie jest porażająca: 10 kilometrów w trzy tygodnie. Ale najeźdźcy mają jeszcze znaczne zasoby

Logo Rzeczpospolita Rzeczpospolita 11.08.2022 Andrzej Łomanowski

Obie strony zbierają swoje rezerwy, ale nie wiadomo, czy i kiedy dojdzie do ataku. I kto zaatakuje.

Ukraiński żołnierz w Donbasie, krótka chwila odpoczynku © Bulent KILIC / AFP Ukraiński żołnierz w Donbasie, krótka chwila odpoczynku

Czytaj więcej

Ukraińcy zaatakowali bazę wojskową na Krymie? "Rzeczpospolita" o eksplozjach na lotnisku Saki

Eksperci podliczają straty, jakie rosyjskie lotnictwo poniosło na krymskim lotnisku w Sakach koło Eupatorii, i zastanawiają się, czy jego zniszczenie to sygnał do ukraińskiej ofensywy.

– Rosja koniecznie musi ponieść wojskową porażkę, w innym przypadku jej ekspansjonizm dzisiejszego typu nigdy się nie skończy, nie tylko geograficznie w Europie, ale i w innych miejscach – powiedział doradca prezydenta Zełenskiego Mychajło Podolak.

Pontony i materace

Jednak Rosja ma jeszcze znaczne zasoby, które docenia ukraiński sztab generalny. Mniejszą część jednostek skoncentrowała w Donbasie, a mimo to posuwa się tam naprzód. Choć szybkość nie jest porażająca: 10 kilometrów w trzy tygodnie. – W Donbasie mamy do czynienia z imitacją rosyjskiego natarcia, by odciągnąć nasze wojska z południa – uważa ukraiński ekspert wojskowy Ołeh Żdanow.

Prawie połowa armii Kremla zaangażowana w Ukrainie została bowiem skoncentrowana na południu: u ujścia Dniepru, na jego zachodnim i wschodnim brzegu.

Pierwsza część ma taką liczebność, że mogłaby przejść do kontrataku z okolic Chersonia w kierunku Mikołajowa. Jednak ukraińskie uderzenia na mosty na Dnieprze – utrudniające komunikację z pozostałą częścią armii – wywołały w tamtejszych jednostkach znaczną demoralizację. – Wcześniej chodzili po domach i kradli pralki oraz lodówki. Teraz szukają łódek, pontonów, a nawet dmuchanych materacy – informuje jeden z mieszkańców okolic Chersonia. Rosjanie boją się, że zostaną przyparci do Dniepru, bez możliwości ucieczki.

Ukraińska armia bowiem cały czas, choć bardzo wolno, posuwa się w stronę miasta, wyzwalając jedną wioskę po drugiej.

Manewry w stepie

Druga część sił rosyjskich została zebrana między Dnieprem a Krymem. „Ma wspierać obronę Chersonia, a w razie jakiegoś sukcesu na północy, wykorzystać go i ruszyć na Zaporoże i Dnipro” – sądzi jeden z ukraińskich analityków wojskowych.

– Sprowokowaliśmy Rosjan naszymi sukcesami na południu do ogromnego przegrupowania. Rosja faktycznie dwukrotnie zwiększyła swe zgrupowanie na prawym brzegu (Dniepru). Ale my na ten brzeg nie puściliśmy wojsk, które przyjechały z Rosji przez Krym. Drepczą teraz w okolicach Melitopola – opisuje sytuację Ołeh Żdanow.

W dodatku obecnie, na jej dalekim zapleczu zniszczono lotnisko na Krymie. Pojawiły się niepotwierdzone informacje o zabiciu tam kilkudziesięciu pilotów i członków personelu technicznego oraz zniszczeniu do 12 samolotów. – Nie będziemy potwierdzać – powiedział jednak Podolak, pytany, czy to ukraińska armia zniszczyła Saki. Nie ukrywał za to, że tamtejsze eksplozje udowadniają, iż Rosja „z wojskowego punktu widzenia niczego (na Krymie) nie kontroluje i nie gwarantuje bezpieczeństwa półwyspu”.

Teraz jeszcze okazało się, że rosyjska armia nie panuje również nad terytorium Białorusi, skąd atakowała Kijów, a teraz dokonuje nalotów na Ukrainę. W czwartek po północy seria co najmniej ośmiu tajemniczych wybuchów wstrząsnęła rosyjskim lotniskiem w Ziabrowce pod białoruskim Homlem. Do tej pory nie wiadomo, co tam się stało, choć część ekspertów skłonna jest uważać, że zostało zaatakowane dronami. Ale na Białorusi są też antyrosyjscy partyzanci, którzy wielokrotnie już dokonywali dywersji na liniach kolejowych.

Tak jak i w przypadku Krymu, ukraińska armia nie komentuje incydentu prawdopodobnie ograniczona czynnikami politycznymi. Nie chce bowiem prowokować Łukaszenki do działań przeciw Ukrainie.

Aż do zimy

Ktokolwiek dokonał ataków w Sakach i Ziabrowce zniszczył znaczne ilości rosyjskiego sprzętu. A Kreml już wcześniej zaczął mieć duże kłopoty z zaopatrzeniem swojej armii. Pojawiły się nawet informacje, że zwrócił się do Korei Północnej o dostawy armat, a Iran prosi o drony. Własne bezpilotowce psują się, a ponieważ wykonano je z zachodnich podzespołów, nie ma jak ich naprawić. W tej sytuacji lepsze od nich są nawet północnokoreańskie maszyny.

Od czerwca na froncie coraz częściej widać też przestarzałe rosyjskie czołgi T-62, liczące sobie 60 lat i wyciągnięte z magazynów. Nowsze rodzaje uzbrojenia, brylujące wcześniej na paradach, okazały się bezbronne nawet przed strzałami z kałasznikowa (m.in. helikoptery Ka-52 czy wóz bojowy BMD-4).

Mimo dotkliwych braków sprzętu rosyjska armia jest w stanie zebrać rezerwy mogące zagrozić Ukraińcom. Na zapleczu donieckiego frontu formowany jest „korpus rezerwowy” z „ochotniczych batalionów”. Każda część Rosyjskiej Federacji (obwód, obwód autonomiczny, republika autonomiczna) dostała polecenie utworzenia jednego takiego batalionu. Koszt jego wyposażenia i utrzymania ponoszą lokalne władze, one też odpowiadają za werbunek.

W Permie nawet miejscowi Uzbecy zwrócili się do swoich rodaków (przebywających tam na imigracji zarobkowej), by wstępowali do takich jednostek. Natychmiast wywołało to reakcję uzbeckiej ambasady, która przypomniała, że najemnictwo jest karalne.

Do tej pory sformowano podobno około 20 „ochotniczych” jednostek, ale nie wiadomo ani jaką mają liczebność, ani gdzie obecnie się znajdują. Można jednak przypuszczać, że ich wartość na polu walki okaże się niewielka.

W tej sytuacji obie strony uważają, że walki przeciągną się do zimy, a przynajmniej „aktywna faza wojny”. – Kiedy mówię o końcu gorącej fazy, to nie znaczy, że zakończy się polowa, powiedzmy – okopowa wojna – wyjaśniał ukraiński minister obrony Ołeksij Reznik.

Reklama
Reklama

ZOBACZ WIĘCEJ ARTYKUŁÓW Z RZECZPOSPOLITEJ

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon