Używasz starszej wersji przeglądarki. Aby w optymalny sposób korzystać z witryny MSN, używaj obsługiwanej wersji przeglądarki.

Wrocław. Z dzieckiem „na barana” w centrum zamieszek. Ojciec usłyszał zarzuty

Logo Wprost Wprost 2019-11-15 Wprost Online
Ojciec z dzieckiem naprzeciwko policji © Facebook Ojciec z dzieckiem naprzeciwko policji

Zdjęcia mężczyzny trzymającego na barkach dziecko tuż przed kordonem policji w trakcie Marszu Polaków 11 listopada we Wrocławiu, obiegły media. Mężczyzna został w piątek przesłuchany w prokuraturze Wrocław Śródmieście i usłyszał dwa zarzuty – narażenia dziecka na niebezpieczeństwo oraz udziału w nielegalnym zgromadzeniu.

Przypomnijmy, że marsz narodowców we Wrocławiu został rozwiązany m.in. ze względu na antysemickie hasła, które się na nim pojawiły oraz odpalanie rac. Między uczestnikami demonstracji a zabezpieczającymi zgromadzenie policjantami doszło do zamieszek, kilkanaście osób zostało rannych.

Uczestnicy nie zamierzali jednak rozejść się dobrowolnie. Po 20 minutach apeli, policja użyła armatek wodnych. Do sieci trafiło nagranie z mężczyzną, który narażając swoje dziecko, niebezpiecznie zbliżył się do uzbrojonych szeregów policji. Miało to jeszcze przed zastosowaniem siły przez funkcjonariuszy, którzy ostrzegali go o zbliżającym się momencie włączenia armatek wodnych.

Ojciec 4,5-letniego chłopca został w piątek 15 listopada przesłuchany w prokuraturze Wrocław Śródmieście. Mężczyzna usłyszał dwa zarzuty – narażenia dziecka na niebezpieczeństwo oraz „czynnego udziału w zbiegowisku pomimo wiedzy, że jego uczestnicy wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na osoby i mienie”. Matka chłopca usłyszała także zarzut udziału w nielegalnym zgromadzeniu. Kobieta odmówiła zeznań i nie przyznała się do zarzucanego jej czynu. – Na marszu nikogo nie obraziłam. Nie rzucałam kamieniami, nie rzucałam butelkami, więc nie rozumiem tego oskarżenia – mówiła kobieta w rozmowie z Radiem Wrocław. Dodała, że nie dotarły do niej informacje o rozwiązaniu marszu, ponieważ było głośno, a ona znajdowała się na tyle pochodu.

Po przekazaniu materiałów przez policję, rodziną 4,5-letniego chłopca zajął się sąd rodzinny, który zleci kontrolę w domu dziecka.

Reklama
Reklama

Więcej od Wprost.pl

Reklama
image beaconimage beaconimage beacon